Europejski Bank Centralny będzie co miesiąc pompował do systemu bankowego 60 mld euro. To dużo pieniędzy. Niewykluczone, że część z nich trafi do Polski. Pora zastanowić się, jakie to może mieć dla nas skutki - uważa Jacek Ramotowski dziennikarz Obserwatora Finansowego.
Dzięki temu, że EBC będzie kupował od banków aktywa, w tym także rządowe obligacje, te będą miały więcej gotówki, a zatem większą skłonność do kupowania kolejnych aktywów. EBC liczy, że w efekcie europejskie przedsiębiorstwa dostaną tańszy kredyt, wzrosną inwestycje, a to pomoże gospodarce wyjść z recesji. Zostawmy na boku polemikę wokół skuteczności gospodarczej programów łagodzenia ilościowego. Jest ona bardzo obszerna i głęboka. Jakkolwiek argumenty nie byłyby przemyślane i trafne, wszystkie napotykają jedną barierę – ostateczny bilans skutków niekonwencjonalnej polityki monetarnej pozostaje wciąż niewiadomą. Powszechne oczekiwania są takie, że znaczna część pieniędzy wyleje się poza strefę euro i trafi na rynki wschodzące, jak stało się to w przypadku amerykańskiego „łagodzenia ilościowego”. Jeśli trafi na rynki wschodzące w Europie, to zapewne nie do Rosji – z powodu sytuacji politycznej, nie do Turcji, gdyż ryzyko tam bardzo wzrosło, nie do krajów południa Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie niespłacane zadłużenie gospodarstw domowych i firm jest już i tak za wysokie. Pozostają więc Polska i Czechy.
Nikt teraz nie jest w stanie przewidzieć, jaka będzie skala tego napływu. Może niewielka, a może spora. Jeden ze strumieni, jakim pieniądze będą płynąć do nas, zamieni się w inwestycje bezpośrednie i portfelowe. Co interesującego jest w Polsce do kupienia?