Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitora, ocenia, że wszystkie liczące się firmy pożyczkowe sprawdzają już swoich potencjalnych klientów w bazach BIG-ów, czyli biur informacji gospodarczej.

– Nie zawsze tak było. W ciągu ostatnich dwóch lat sektor ten zwiększył zdecydowanie swoją aktywność przy ocenie klienta, wykorzystując zasób informacji, które posiadają biura informacji gospodarczej i Biuro Informacji Kredytowej – mówi. W I kw. zarządzane przez niego biuro sprzedało firmom pożyczkowym o 66 proc. więcej raportów niż rok temu.

57-proc. wzrostem sprzedaży raportów pożyczkodawcom chwali się Rejestr Dłużników ERIF. Anna Pakulska, dyrektor sprzedaży w obszarze klienta strategicznego w ERIF, potwierdza: zwiększone zainteresowanie pożyczkodawców informacjami w bazie biura zaczęło się z początkiem 2013 r. i rośnie.

Podobnie było w Krajowym Rejestrze Długów, który notował kilkusetprocentowe wzrosty liczby sprzedanych raportów w ubiegłym roku. Andrzej Kulik z KRD mówi, że co prawda w I kw. tego roku ta dynamika wyhamowała (liczba sprzedanych raportów zwiększyła się o 7 proc.), ale wynika to z praktyki największych firm pożyczkowych: raz sprawdzonego klienta na ogół nie weryfikują ponownie.

BIG-i niechętnie dzielą się informacjami na temat konkretnych liczb sprzedanych raportów, ale idą one w miliony w ciągu roku. To wniosek na podstawie danych przedstawianych przez niektóre biura, ale też informacji z samych firm pożyczkowych. Vivus, jedna z największych spółek pożyczających przez internet, deklaruje, że miesięcznie zamawia 100 tys. raportów. Provident, największa firma udzielająca pożyczek ratalnych, na razie kupuje kilkanaście tysięcy na miesiąc, ale zamierza ściślej współpracować z BIG-ami i zamawiać 50–60 tys. O kilkudziesięciu tysiącach raportów miesięcznie mówią też przedstawiciele Ferratum Banku.

Skąd ta eksplozja zainteresowania informacjami o dłużnikach? Katarzyna Małolepszy, menedżer w Kredito24.pl, uważa, że to wzrost szkodowości wysoki odsetek niespłacanych pożyczek) wymusił zaostrzenie polityki pożyczkowej. Loukas Notopoulos, prezes Vivusa, wiąże to z kolei z bardzo szybkim rozwojem sektora pożyczek udzielanych online, który standardowo musi używać narzędzi do szybkiego weryfikowania potencjalnych klientów. – My zawsze sprawdzaliśmy zadłużenie klientów. Nie jest to jednak standardem wśród firm, które działają w modelu tradycyjnym, w szczególności z obsługą domową – mówi.

Marcin Żuchowski, dyrektor do spraw ryzyka kredytowego w Providencie, jako kolejny powód podaje coraz większy zakres danych, jakie można uzyskać w BIG-ach, co zwiększa ich użyteczność. – W ciągu ostatnich trzech lat zwiększył się zasięg informacji o długu niekomercyjnym: samorządy dostarczają do BIG-ów danych na przykład o nieopłaconych przejazdach komunikacyjnych czy alimentach – przypomina.

Skutkiem zagęszczenia weryfikacyjnego sita jest spory odsetek odrzuceń wniosków osób ubiegających się o pożyczkę. Provident akceptuje ok. 30 proc. wniosków, Vivus – ok. 40 proc. Ferratum Bank deklaruje, że przyjmuje co czwartą aplikację o pożyczkę, Kredito24 – że od 15 do 40 proc.

Firmy pożyczkowe zwracają jednocześnie uwagę, że informacje zbierane przez BIG-i to i tak dane niewystarczające, by mieć stuprocentową pewność w ocenie ryzyka. Jeśli ktoś nie zalega z zapłatą rachunku za prąd czy kablówkę, za to np. nie spłacał kredytu, to nie w każdym BIG-u są dane na ten temat. Pełną historię kredytową ma Biuro Informacji Kredytowej – w BIK można sprawdzić nie tylko, czy potencjalny klient ma długi wobec banku, ale jak w ogóle radził sobie ze spłatą kredytów i ile ich ma w tej chwili. Jednak zaledwie kilka firm kupuje raporty bezpośrednio w BIK. Nieliczne w swoich modelach oceny stosują technologię BIG Data – czyli analizują informacje o kliencie dostępne w sieci. System Kredito24 (który stosuje tę metodę) przetwarza ok. 8 tys. danych, m.in. profile w portalach społecznościowych czy informacje geolokalizacyjne, które porównuje z tymi podanymi we wniosku.

Pożyczając, można nie tylko zarobić, ale i stracić

Zbyt liberalne podejście do oceny ryzyka może wiele kosztować. Widać to w wynikach niektórych publicznych spółek pożyczkowych. Wyjątkowo boleśnie przekonała się o tym notowana na giełdowym rynku NewConnect białostocka Marka. W 2012 r. skupiła się na powiększaniu portfela udzielanych pożyczek i ekspansji terytorialnej, ale zawiódł sposób oceny ryzyka. Pogorszenie jakości portfela było jedną z przyczyn strat w 2012 r. (621 tys. zł netto). Przez cały ubiegły rok firma próbowała uporządkować należności, wprowadzając m.in. bardziej restrykcyjne wymagania dla nowych klientów (co przełożyło się na spadek przychodów o jedną trzecią). Marka zaczęła też aktywnie dochodzić należności z wcześniej udzielanych pożyczek: pod koniec 2013 r. przekazała firmom windykacyjnym pakiet o wartości 1 mln zł, a do sądów skierowała pozwy na 4 mln zł. Ale błędy z poprzednich lat nadal ciążą na jej wynikach: w 2013 r. strata wyniosła już 8,7 mln zł. A wskaźnik zadłużenia netto do kapitałów własnych pogorszył się na tyle, że obligatariusze spółki mieli prawo zażądać przedterminowego wykupu obligacji (ponoć nikt nie skorzystał z tego prawa).

Z danych finansowych, jakie prezentują publiczne spółki pożyczkowe, wynika, że zyski z pożyczania pieniędzy zwiększył jedynie lider rynku, czyli Provident. Zysk brutto (podawany w funtach) wzrósł o blisko 17 proc., przy 10-proc. wzroście przychodów. Mniejsze spółki z NewConnect – SMS Kredyt i Wierzyciel – zanotowały spadki zysków. W pierwszym przypadku obniżka wyniosła 14 proc., choć akcja pożyczkowa zwiększyła się o połowę, a spółka chwali się biciem rekordów sprzedaży (w IV kw. miała wynieść 13,4 mln zł, o 45,6 proc. więcej niż przed rokiem). W Wierzycielu zysk netto spadł o 30 proc. Firma tłumaczy to niższym niż w poprzednich latach oprocentowaniem pożyczek.