Od końca 2008 roku, kiedy to cena franka szwajcarskiego zaczęła piąć się w górę, minęły ponad 4 lata. Polacy już nie biorą kredytów hipotecznych w helweckiej walucie, ale nadal do spłacenia mają w niej ponad 144 mld złotych. Co ich czeka w najbliższym kwartale?

Według Raportu AMRON-SARFiN ogólna kwota zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych na I kw. 2013 wynosiła 321,024 mld zł. Liczba czynnych umów kredytowych to 1,738 mln. Na koniec marca 2013 roku zadłużenie klientów spłacających kredyty we franku szwajcarskim wynosiło 144,1 mld zł. Reszta to nie były tylko kredyty złotowe - 31,9 mld zł z tego przypadało jeszcze na euro, a 2,5 mld zł na inne waluty.

ikona lupy />
Struktura kredytów mieszkaniowych, Źródło KNF, Prezentacja nt. sytuacji banków w 2012 r. / Media

Szczyt popularności kredytów we franku szwajcarskim przypadał na 2008 r. W III kwartale banki na każde 10 zł pożyczane na mieszkania niemal 8 zł udzielały w postaci kredytów frankowych.

„Szacuje się, że banki podpisały około 600 tys. umów na kredyty we franku szwajcarskim na 1 738 tys. umów kredytowych (dane na koniec marca tego roku wg ZBP). Jeden na trzy kredyty mieszkaniowe to kredyty frankowe, wartościowo nieco więcej bo 44 proc.” – informuje Halina Kochalska z Open Finance.

Skąd popularność franka?

Klientów do pożyczania większych kwot zachęcała niska rata, wszystko zmieniło się gdy kurs franka zaczął iść w górę pod koniec 2008 r. z około 2 zł, początkowo do niecałych 3 zł, aby pod koniec 2010 r. przebić już 3 zł i na początku sierpnia 2011 r. nawet przebić poziom 4 zł. Efekt? Nie tylko wzrost raty, ewentualnie, mimo drastycznych obniżek stóp procentowych w Szwajcarii utrzymanie jej na zbliżonym poziomie, ale głównie wzrost zadłużenia. Po przeliczeniu po wyższym kursie kwoty kredytów frankowych z 2008 r. wzrosły niemal o połowę.

ikona lupy />
Marcin Kiepas, dyrektor dzialu analiz Admiral Markets / Media

Spłacające je osoby właściwie zostały uwięzione w swoich mieszkaniach, bo w wielu przypadkach pieniądze ze sprzedaży lokalu nie wystarczą na spłatę kredytu, a jeśli nawet ktoś pożyczał na niewielką część nieruchomości to i tak trudno mu się będzie pogodzić z faktem, że trzeba oddać do banku znacznie więcej niż się pożyczyło.

Choć część frankowych kredytobiorców straciła swoje mieszkania bądź przewalutowała kredyt, nadal większość z nich boryka się ze spłatą kredytu zaciągniętego we franku szwajcarskim, płacąc nawet dwukrotność raty z początku okresu kredytowania. Zapytaliśmy analityków walutowych, jak w najbliższych miesiącach będzie kształtowała się cena franka.

ikona lupy />
Konrad Ryczko, DM BOŚ SA / Media

Marcin Kiepas z Admiral Markets daje nadzieję frankowym kredytobiorcom.

Frank w cenie 3,10 zł? Jest na to szansa

"To, gdzie obecnie jest kurs franka w odniesieniu do polskiej waluty, jest pochodną dwóch rzeczy: sytuacji gospodarczej w Polsce oraz nastawienia inwestorów do szwajcarskiej waluty. W obu przypadkach należy oczekiwać w przyszłości zmian działających w kierunku spadku CHF/PLN. Czas ewidentnie gra na korzyść polskiego złotego” – informuje analityk.

Obserwowane w ostatnich miesiącach, dużo większe od zakładanego jeszcze pod koniec 2012 roku, spowolnienie w polskiej gospodarce, nie pozwoliło na umocnienie złotego w relacji do głównych walut. Dopóki jednak na horyzoncie nie pojawiło się widmo recesji, prawdopodobieństwo jego silniejszego osłabienia nie jest duże. Perspektywy są jednak korzystne dla polskiej waluty. W dalszym ciągu należy zakładać, ze druga połowa 2013 roku przyniesie ożywienie w gospodarce, co w naturalny sposób wesprze polską walutę. Dalsze przyspieszenie wzrostu powinno nastąpić w 2014 roku, stanowiąc dodatkowy bodziec do aprecjacji złotego.

Stojące pod znakiem zapytania ożywienie w strefie euro w tym roku nie pozwala na większy wzrost notowań EUR/CHF. Jeżeli jednak ono się pojawi, a to wciąż jest preferowany scenariusz na drugą połowę roku, duża cześć inwestorów będzie odchodzić od "bezpiecznego" franka, na rzecz znacznie bardziej ryzykownych aktywów. Szczególnie, że taki proces, jakkolwiek dodatkowo mocno wspomaganych przez bank centralny, jest obserwowany od dłuższego czasu w Japonii. Im lepsza będzie sytuacja w strefie euro, tym wyższego kursu EUR/CHF możemy oczekiwać, a co za tym idzie również niższego kursu CHF/PLN.

Nie jest też wykluczone, że dla zachowania CHF/PLN istotne będzie to, jakie dalsze kroki w walce z przewartościowanym frankiem podejmie Narodowy Bank Szwajcarii. Na rynku spekuluje się, że wśród możliwych działań jest podwyższenie minimalnego kursu wymiany EUR/CHF z obecnych 1,20 do 1,25 lub wprowadzenie ujemnych stóp procentowych. Wydaje się, że SNB ucieknie się do tych narzędzi tylko w ostateczności, gdy ryzyko deflacji i stagnacji pojawi się nad gospodarką Szwajcarii. Najbliższe posiedzenie SNB, które odbywa się w cyklach kwartalnych, zaplanowane jest na drugą połowę czerwca.

Reasumując, oczekując powolnej poprawy sytuacji gospodarczej w Polsce i strefie euro, zakładamy do końca roku umocnienie złotego oraz odpływ kapitałów od bezpiecznego franka na rzecz bardziej ryzykownych aktywów. To powinno prowadzić do spadku notowań CHF/PLN w drugiej połowie 2013 roku. W najbardziej optymistycznym scenariuszu dla wszystkich posiadaczy kredytów denominowanych we franku na koniec tego roku za szwajcarską walutę być może trzeba będzie zapłacić jedynie 3,10 zł. Byłby to najniższy kurs od maja 2011 roku.

Konrad Ryczko z Domu Maklerskiego BOŚ przestrzega jednak przed zbytnim optymizmem.

To co umacniać będzie franka osłabiać będzie złotego

W najbliższych miesiącach możemy być świadkami powrotu kapitału w kierunku franka szwajcarskiego. Teoretycznie działania SNB na przestrzeni ostatnich lat zdołały skutecznie obronić CHF przed nadmiernym umocnienie w wyniku zawirowań ogólnorynkowych, jednak ostatnie tygodnie pokazują, że waluty przez lata cieszące się statusem „bezpiecznych przystani” w dalszym ciągu są tak postrzegane przez rynek. Przy dyskusji nt. ewentualnych ujemnych stóp depozytowy w Strefie Euro oraz oczekiwania na sygnał zakończenia QE przez FED inwestorzy ponownie rozglądają się za stabilnymi aktywami. W przypadku zestawienia CHF/PLN zakładać należy, że to co umacniać będzie franka, osłabiać będzie złotego (jako ryzykowna waluta wchodząca w skład koszyka emerging markets), dlatego niewykluczony jest test okolic 3,51-55 CHF/PLN. W przypadku realizacji ww. scenariusza będziemy najprawdopodobniej świadkami wypowiedzi przedstawicieli SNB, jednak aktualnie mało prawdopodobnym wydaje się podniesienie min. kursu wymiany z 1,20 EUR/CHF. Dobrym zobrazowaniem aktualnej sytuacji była reakcja franka na ostatnie słowa prezesa SNB T. Jordana, który sugerował, że bank centralny rozważa ujemne stopy depozytowe – spadek wartości franka trwał parę godzin, po czym obawy co do ewentualnego ograniczenia programu QE przez FED prawie całkowicie zniwelowały wpływ słów decydenta z SNB. Teoretycznie SNB posiada instrumenty mogące w dalszym ciągu osłabiać franka i przeciwdziałać zagrożeniu deflacyjnemu, jednak ich użycie (m.in. ujemne stopy depo) byłoby problematyczne.

Choć analitycy nie są zgodni, co do ostatecznej ceny franka, z analiz wynika, że helwecka waluta nie powinna w najbliższym czasie drożeć. Wszystko zależy jednak od stanu polskiej gospodarki i umacniania się złotego oraz polityki szwajcarskiego banku centralnego (SNB). Jeśli polska gospodarka nie znajdzie się w recesji, mamy szansę na osiągnięcie ceny 3,10 groszy za 1 franka. Dla frankowych kredytobiorców, spłacających kredyt hipoteczny przy racie w wysokości 500 franków, oznaczałoby to oszczędność ponad 150 złotych miesięcznie.

Co dalej z „frankowcami”?

Jak zauważa Halina Kochalska z Open Finance, warto, aby banki, które ochoczo udzielały kredytów walutowych, stały się bardziej elastyczne i próbowały pomóc klientom w przenoszeniu kredytu na mieszkania chociaż o porównywalnej wartości, a tym bardziej na droższe niż obecne. Problem dotyczy na tyle dużej grupy osób, że należałoby wypracować jakiś model pozwalający na przenoszenie kredytu na inne nieruchomości, bez konieczności spłaty go po drodze, przy obecnie niekorzystnym kursie.

Jednym z takich pomysłów mogłoby być np. „parkowanie” kredytu na czas zamiany mieszkania. Klient mógłby przenieść kredyt na nieruchomość z nieobciążoną hipoteką, sprzedać swoje mieszkanie i za uzyskane pieniądze wraz z ewentualnymi dołożonymi do tego oszczędnościami kupić inne. A potem przenieść na nie obciążenie hipoteczne banku, które było "zaparkowane" na innej nieruchomości. Dziś nie widać w bankach zapału, aby wyjść naprzeciw klientom w patowej sytuacji.