MasterCard podkreśla, że zaproponowany harmonogram redukcji jest zbieżny z kompromisowym planem obniżek wypracowanym pod auspicjami Narodowego Banku Polskiego w 2012 r. Został on zaakceptowany przez wszystkich uczestników rynku oprócz MasterCardu, który jeszcze kilka miesięcy temu się obawiał, iż jego przyjęcie będzie zmową cenową.

Ogłoszony w piątek harmonogram rozmija się jednak z planem wypracowanym przez NBP. MasterCard podane stawki traktować będzie nie jako maksymalny limit opłaty, czego chciał bank centralny, lecz jako średnią ważoną, od której mogą być odstępstwa nawet o 0,4 proc. w przypadku kart kredytowych. To oznacza, że nawet po roku 2017 niektóre karty kredytowe MC będą mogły być obciążane 1,24 proc. prowizji.

Prawdopodobne jednak, że zapowiedziane przez MC obniżki nie wejdą w życie, gdyż ubiegłoroczne weto tej organizacji rozsierdziło posłów i senatorów. W Sejmie trwają prace nad projektami kilku ugrupowań, z których najbardziej radykalne zakładają natychmiastowe obniżenie interchange do 0,5 proc. – Uważam, że decyzja MasterCardu to gra, której celem jest odwleczenie regulacji administracyjnej – mówi Karol Stec, ekspert Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zrzeszającej sieci handlowe.

Coraz większą popularność zdobywają też alternatywne i tańsze systemy płatnicze, takie jak IKO wdrożone niedawno przez PKO BP. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w tym przypadku prowizja od transakcji wynosi ok. 0,6 proc. Wkrótce zadebiutuje aplikacja, dzięki której będzie można płacić w dyskontach Biedronki. Tu prowizji ma nie być w ogóle. W rezultacie organizacje płatnicze mogą zostać wyparte z handlu.