Utrata mieszkania w egzekucji komorniczej to nie największy problem dłużników. Postępowania ciągną się latami, pieniądze z licytacji leżą w depozycie sądowym, a odsetki od zaciągniętego w banku kredytu nadal rosną w zastraszającym tempie.

Czy to możliwe, aby pieniądze od momentu licytacji zadłużonej nieruchomości i wpłacenia wylicytowanej kwoty „leżakowały” w depozycie sądowym nawet 2 lata? Okazuje się, że nie tylko jest to możliwe, ale tego typu sytuacje stają się standardem. Wszystko przez przewlekłe procedury sądowe, które wykorzystują strony postępowania. Niestety często robią to sami dłużnicy. Takie „granie na zwłokę” może okazać się tragiczne w skutkach.

Postępowanie trwa 2 lata, czasem dłużej

Czas oczekiwania na środki finansowe z tytułu sprzedaży nieruchomości wynosi od kilku do kilkunastu miesięcy od daty licytacji do dnia wpływu pieniędzy do banku. Zdarzają się jednak przypadki, gdy okres ten jest dłuższy. W przypadku sprzedaży nieruchomości dłużnika podczas licytacji komorniczej, przekazanie środków do banku celem ich rozliczenia z długiem – uzależnione jest od wielu okoliczności np. liczby wierzycieli.

Reklama

„Można zatem przyjąć, że okres pomiędzy sprzedażą nieruchomości w drodze licytacji komorniczej a datą wpływu środków do banku - wierzyciela jest kwestią indywidualną i zależy od wielu czynników leżących poza wierzycielem” – mówi Joanna Fatek z Biura Prasowego PKO BP. Przedstawiciele innych banków również potwierdzają tezę o przewlekłości postępowań.

Reklama

„Średni czas oczekiwania na wpływ środków przyznanych w wyniku planu podziału sumy uzyskanej z egzekucji z nieruchomości to 6 - 12 miesięcy” - informuje Renata Ryłko, Zastępca Dyrektora Departamentu Restrukturyzacji i Windykacji Nordea Bank.

Okazuje się jednak, że kilka miesięcy oczekiwania na pieniądze z licytacji to nic w porównaniu do czasu trwania całego postępowania egzekucyjnego. Może to potrwać nawet kilka lat.

„Niestety faktem jest, że proces odzyskiwania środków w drodze egzekucji komorniczej z nieruchomości jest długotrwały – średnio ok. 2 lat od momentu wszczęcia postępowania do chwili wpływu środków ze sprzedaży nieruchomości. A od momentu sprzedaży nieruchomości do chwili wpływu środków do banku jest to okres średnio 8 miesięcy" – zauważa Katarzyna Katana, Dyrektor Departamentu Dochodzenia Należności w Banku Millennium.

Skąd te opóźnienia?

W przypadku skutecznej licytacji, po zamknięciu przetargu sąd wydaje postanowienie, co do przybicia na rzecz licytanta, który zaofiarował najwyższą cenę. Po uprawomocnieniu się przybicia sąd wzywa nabywcę, aby w ciągu 2 tygodni od wezwania przesłał pieniądze na rachunek depozytowy sądu, przy czym na wniosek nabywcy sąd może wyznaczyć dłuższy termin uiszczenia tej płatności, nieprzekraczający jednak miesiąca. W ten sposób mamy już pierwszy miesiąc oczekiwania, gdyż część oferentów ma problemy z uzyskanie potrzebnej do dokonania wpłaty gotówki i często prosi o prolongatę terminu.

Po przesłaniu pieniędzy na rachunek depozytowy, komornik sporządza projekt planu podziału sumy uzyskanej z egzekucji i przedkłada go sądowi, który wprowadza ewentualne zmiany albo zatwierdza plan. O sporządzeniu planu podziału zawiadamia się dłużnika i osoby uczestniczące w podziale. Zarzuty przeciwko planowi podziału można wnosić do organu egzekucyjnego, który go sporządził w ciągu 2 tygodni od daty zawiadomienia - o zarzutach rozstrzyga sąd.

Jeżeli nie wniesiono zarzutów, organ egzekucyjny przystąpi do wykonania planu, jeżeli wniesiono zarzuty - wykonanie planu w części dotkniętej zarzutami nastąpi, co do zasady, dopiero po rozpoznaniu zarzutów i uprawomocnieniu się postanowienia sądu. To może potrwać kolejne kilka miesięcy, a pamiętajmy, że nie tylko dłużnik może takie zarzuty wnieść. Można powiedzieć, że z punktu widzenia osoby, która straciła mieszkanie, jest to bezsensowne, ale klienci banków chwytają się często wszelkich prób przedłużenia zaistniałej sytuacji.



Klient zawsze winny? Nie zawsze

Banki rzeczywiście jako głównych winowajców owej sytuacji wskazują dłużników. Powodów jest wiele, przede wszystkim strach przed utratą mieszkania i szukanie wszelkich możliwości opóźnienia egzekucji. Zdarza się też jednak, że już podczas egzekucji, klienci dopatrują się błędów w umowie z bankiem i starają się walczyć o korzystne dla siebie postanowienie.

„Istnieje niestety grupa klientów, która nie współpracuje z bankiem. Ci kredytobiorcy w zasadzie sami dokonują wyboru co do ścieżki postępowania banku wobec nich. Brak spłat kredytu hipotecznego oraz brak działań zmierzających do sprzedaży nieruchomości z wolnej ręki przez klienta powoduje podjęcie przez bank działań zmierzających do odzyskania należności w drodze postępowania egzekucyjnego” – zauważa Katana z Banku Millenium.

Jednak zarzuty przeciwko planowi podziału wnoszą nie tylko dłużnicy, a czasem inni wierzyciele. Zdarza się, że wydłużenie całego postępowania może mieć też związek z chorobą np. sędziego i odroczeniem rozprawy. Są tez kwestie natury logistycznej. „Często problem leży w kwestii tak prozaicznej jak dostarczenie planu podziału, co wymaga zawiadomienia dłużnika i wierzycieli uczestniczących w podziale. Jeśli dłużnik unika odbioru powiadomienia, to całość procedur się wydłuża. Nie zawsze winny jest dłużnik banku, czasem taki dokument może „zaginąć” na poczcie" - zauważa Wojciech Mikołajczyk, dyrektora Biura Odzyskiwania Wierzytelności Detalicznych BGŻ.

Warto zaznaczyć, że nawet podczas wszczętego postępowania egzekucyjnego może zawrzeć umowę ugody z bankiem, która pozwoli na dalsze regulowanie długu. Warunkiem takiego wyjścia jest inicjatywa klienta oraz przedstawienie warunków spłaty, które będą mogły zostać zaakceptowane przez bank.

„W przypadku braku możliwości rozwiązań ugodowych – realizowana jest m.in. egzekucja z nieruchomości mająca na celu odzyskanie należności bankowych oraz spłatę długu. Klient zobowiązany jest do spłaty odsetek karnych należnych Bankowi w okresie trwania egzekucji, aż do całkowitego rozliczenia" – informuje Fatek z PKO BP. To właśnie problem, który spędza sen z powiek większości dłużników. Chcą jak najszybciej zaspokoić żądania banku, opuścić mieszkanie i rozpocząć spłatę pozostałej kwoty kredytu.

Lepiej wcześniej sprzedać nieruchomość, odsetki mogą zaszkodzić

Jak zaznacza Rafał Fronczek, Prezes Krajowej Rady Komorniczej, sprzedaż nieruchomości w drodze egzekucji sądowej nie powoduje upadku umowy kredytowej zawartej między dłużnikiem egzekwowanym a bankiem. Dłużnik taki nadal pozostaje stroną istniejącej umowy kredytowej, a co za tym idzie nadal spoczywają na nim obowiązki wynikającej z zaciągniętej umowy. Pozostaje bowiem obowiązek spłaty rat kredytu i odsetek.

To jasne, że sprzedaż nieruchomości w trakcie postępowania egzekucyjnego to proces, który nie opłaca się żadnej ze stron umowy kredytowej. Co dalej z kredytem, skoro pieniądze leżą w bankowym depozycie?

„Po stronie dłużnika, w związku z trwającymi procedurami występują koszty związane z oprocentowaniem niespłaconych należności. Ich wysokość jest zależna od stanu poszczególnych spraw, w tym m.in. kwoty, za jaką została sprzedana nieruchomość, ilości i wysokości należności wierzycielskich, stopnia zaspokojenia poszczególnych wierzycieli, wysokości oprocentowania długów” – zaznacza Mikołajczyk z BGŻ.

Należy pamiętać, że bank ma prawo naliczać odsetki od zadłużenia przeterminowanego przez cały okres występowania zadłużenia przeterminowanego, aż do dnia spłaty kapitału. Odsetki naliczane są od kapitału, który pozostaje do spłaty. Trudno tu mówić o konkretnych liczbach, wszak każdy przypadek jest inny, ale 6 miesięcy „leżakowania” pieniędzy w bankowym depozycie może powiększyć kwotę do spłaty o kilka tysięcy złotych.

„Bank w trakcie postępowania egzekucyjnego nalicza odsetki za zwłokę w wysokości ustawowej. W chwili obecnej wysokość odsetek ustawowych wynosi 13 proc. w skali roku” informuje Dariusz Petynka, Dyrektor Departamentu Monitoringu i Restrukturyzacji ING BSK.

Solucja dla dłużnika

Jedynym i najlepszym wyjściem dla klienta banku, który nie może poradzić sobie w spłacie kredytu jest jak najszybsze poinformowanie o tym banku i sprzedaż nieruchomości. Egzekucja komornicza to ostateczność, działający tylko i wyłącznie na niekorzyść licytowanego. Powoduje nie tylko to, że uzyskujemy zaniżoną, często o 30 - 40 proc. cenę za mieszkanie, która nie pozwala często zaspokoić naszych wierzycieli. Ponadto klienta czeka długa droga egzekucji i niepewność co do naliczanych odsetek od kredytu. Niewielu klientów banków decyduje się jednak na wcześniejszą sprzedaż zadłużonego mieszkania.

„Dotychczasowe doświadczenie banku wskazuje, że z możliwości zbycia przedmiotu zabezpieczenia za zgodą banku, jako alternatywy dla przymusowego dochodzenia wierzytelności na drodze postępowania egzekucyjnego, korzysta jednak niewielka liczba klientów” – zaznacza Petynka z ING BSK. Przedłużanie postępowanie przez którąkolwiek ze stron powoduje jednak sytuacje kuriozalne. Sytuacja może stać się patowa, dłużnik się niecierpliwi, czasem już nie mieszka w swoim mieszkaniu, a nadal nie może uregulować swoich spraw z bankiem. Pomimo usilnych prób nie udało nam się uzyskać komentarza z Ministerstwa Sprawiedliwości, co do przyspieszenia tych procedur i powodów takiego stanu rzeczy.