- Warunki do przewalutowania kredytów są znacznie lepsze aniżeli jeszcze dwa lata temu. To powinno być zrobione, ale w taki sposób, żeby nie doszło do zdestabilizowania rynku - mówi w wywiadzie dla DGP Zdzisław Sokal, prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, przedstawiciel prezydenta w Komisji Nadzoru Finansowego.
Reklama
Jak pan ocenia funkcjonowanie nowej ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, która weszła w życie pod koniec 2016 r.? Przyśpieszyła termin wypłaty środków gwarantowanych w przypadku zawieszenia działalności banku czy SKOK-u i zmieniła funkcjonowanie funduszy pomocowych i gwarancyjnych BFG. A także wprowadziła resolution, czyli przymusową restrukturyzację, która pozwala na wykorzystanie w pierwszej kolejności funduszy właścicieli instytucji finansowej do pokrycia strat.
Rzeczywiście minęło już prawie półtora roku. Dla funduszu nowa ustawa oznacza dużo więcej pracy. Musieliśmy przygotować niezbędne procedury związane z przymusową restrukturyzacją. Były one gotowe już w momencie wejścia w życie ustawy, a mieliśmy bardzo niewiele czasu, bo vacatio legis wynosiło tylko trzy miesiące. I zaraz po wejściu w życie ustawy mieliśmy pierwszy przypadek – Banku Spółdzielczego w Nadarzynie, w którym musieliśmy postępować już według nowych zasad. Musieliśmy określić, czy są spełnione przesłanki do przeprowadzenia resolution. Przede wszystkim musieliśmy ustalić, czy w tym przypadku jest zagrożony interes publiczny.
Na ile nowa ustawa wymagała zmian organizacyjnych? Jak bardzo wzrosło zatrudnienie w BFG?
Fundusz przygotowywał się do implementacji dyrektywy z wyprzedzeniem. W części, która dotyczy gwarancji depozytów, właściwie nie trzeba było istotnych zmian. Inaczej w przypadku resolution, którym zajmują się dwa departamenty. One zostały dość znacząco rozbudowane. W ciągu dwóch lat zatrudnienie w BFG wzrosło o ok. 30 proc. W tej chwili pracuje u nas około 180 osób.
Wspomniał pan bank z Nadarzyna. Kiedy możliwe jest zastosowanie resolution? Zgodnie z przepisami, pytanie w tej sprawie formułuje Komisja Nadzoru Finansowego, której jest pan członkiem, ale decyzję podejmuje BFG. Przez ponad rok działania ustawy było już kilka takich zapytań ze strony KNF i w każdym przypadku odpowiadaliście, że nie jest spełniona przesłanka interesu publicznego i kończyło się wypłatą środków gwarantowanych, a nie ratowaniem instytucji. W jakiej sytuacji BFG dostrzeże przesłankę interesu publicznego?
Każda sprawa jest badana osobno. Z interesem publicznym mamy do czynienia w pięciu sytuacjach. Wystarczy zaistnienie jednej z nich. Pierwsza: kondycja banku ma istotny wpływ na stabilność rynku finansowego. Druga: bank pełni funkcje krytyczne, czyli są one trudno „zastępowalne” przez inne instytucje finansowe. Jeśli nie – a tak było w dotychczasowych przypadkach – to o interesie publicznym nie ma mowy. Kolejna ważna sytuacja to konieczność ograniczania użycia środków publicznych dla podtrzymania systemu finansowego. Czwarta sytuacja wiąże się z koniecznością ochrony deponentów, np. gdy nie ma możliwości sporządzenia listy osób, które mają otrzymać z BFG środki gwarantowane. Ostatni element brany pod uwagę przy ocenie interesu publicznego dotyczy tego, czy bank prowadzi rachunki powiernicze np. dla funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych.
To dotyczy tylko największych banków.
Tak. Chcę podkreślić, że podstawowym sposobem restrukturyzacji sektora nie jest resolution, a upadłość.
Czy nie byłoby w interesie publicznym, żeby BFG choć raz zdecydował się na resolution? Być może lepiej „przećwiczyć” tę ścieżkę na małym banku czy SKOK-u? Poznać mocne, słabe strony procedur?
Pojawiają się takie sugestie, ale nie ma czegoś takiego jak resolution na próbę tak samo jak chirurg nie może zrobić operacji na próbę. Obligują nas zapisy dyrektywy i ustawy i tam nie ma miejsca na „próbną przymusową restrukturyzację”. Zwracam uwagę, że w BFG mamy do czynienia ze środkami publicznymi. Nie możemy ich wykorzystywać do udzielania nieuzasadnionej pomocy publicznej, z czym wiązałoby się resolution.
Składka banków na BFG w tym roku rośnie o ponad 100 mln zł, do 2,2 mld zł. Z czego wynika ten wzrost?
Mamy wyznaczoną ścieżkę dochodzenia funduszy BFG – restrukturyzacyjnego i gwarantowania depozytów do poziomów wymaganych przez nową ustawę. Wzrost tegorocznej składki wynika z wyższej podstawy do jej wyliczenia – wartości środków gwarantowanych w relacji do poprzedniego roku.
Rozumiem, że nieuprawnione byłoby pytanie, ile zarabia prezes BFG. Ale można chyba się dowiedzieć, czy to, co działo się z funduszami BFG, oddziaływało w kierunku zwiększania czy zmniejszania deficytu finansów publicznych? Mam na myśli wypłatę środków gwarantowanych.
W ubiegłym roku te wypłaty dotyczyły głównie klientów SKOK. Jeśli zmierza pan do tego, że są one dokonywane z funduszu gwarancyjnego banku, to odpowiem tak: Po pierwsze unijna dyrektywa daje możliwość „skośnego” wykorzystywania środków pomiędzy funduszami. Po drugie Bankowy Fundusz Gwarancyjny jest uczestnikiem postępowań upadłościowych w odniesieniu do podmiotów, których klientom wypłacał środki gwarantowane. Zatem ma możliwość odzyskania z masy upadłości środków, które zostały użyte. W 2017 roku mieliśmy już do czynienia z taką sytuacją. Dodam, że środki, które wpływają z mas upadłości kas, decyzją rady BFG zostały przekazane na fundusz gwarancyjny banków. Można więc powiedzieć, że bierzemy od banków, ale też im oddajemy.
Dużo im oddaliście? Czy to są dziesiątki milionów? Setki?
To kwota idąca w setki milionów.
Doradza pan prezydentowi w kwestiach ekonomicznych. Jak ocenia pan sejmowe prace nad prezydenckimi projektami ustaw dotyczących walutowych kredytów hipotecznych?
Staram się rozdzielać funkcje prezesa BFG i doradcy czy przedstawiciela prezydenta w Komisji Nadzoru Finansowego.
Ale chyba nie jest tak, że jako prezes funduszu myśli pan coś innego niż jako doradca?
Oczywiście, że nie. Staram się, aby moje działania i rady służyły stabilności finansowej i bezpieczeństwu finansowemu kraju. Dobrze, że projekt zgłoszony przez pana prezydenta stał się przedmiotem prac Sejmu. Ten projekt jest zdecydowanie lepszy niż projekty wcześniejsze.
Dlaczego lepszy?
Bo nacisk jest położony na dobrowolność. To klienci będą decydować, czy zechcą skorzystać z przewalutowania. Kiedy dyskusja o kredytach walutowych się zaczynała, kurs franka przekraczał 4 zł. Dzisiaj jest to ok. 3,6 zł. Ryzyko związane z kredytami frankowymi jest więc dziś mniejsze. Ale ono cały czas jest otwarte. Stąd starania poszczególnych instytucji wchodzących w skład naszej sieci bezpieczeństwa finansowego o jego ograniczeniu. BFG zrealizował rekomendację Komitetu Stabilności Finansowej i w ramach oceny ryzyka wpływającego na wysokość składki wnoszonej na fundusz gwarancyjny uwzględnił wskaźnik odnoszący kwotę mieszkaniowych kredytów walutowych do posiadanego przez bank kapitału Tier I. Tym samym ocena ryzyka banków posiadających w portfelu mieszkaniowe kredyty walutowe jest podwyższona w porównaniu do tych podmiotów, które takich kredytów nie posiadają. Banki nieposiadające w portfelu kredytów walutowych płacą zatem niższą składkę.
O ile niższą?
Rzędu kilku procent. Z naszej strony to zachęta do obniżania ryzyka walutowego. Z całą pewnością warunki do tego, żeby następował proces przewalutowania kredytów, są znacznie lepsze aniżeli jeszcze dwa lata temu. To po prostu powinno być zrobione, ale w taki sposób, żeby nie doszło do zdestabilizowania rynku.