Przepisy o rynku mocy, które mają wejść w życie już w przyszłym roku, nie zostaną uznane za niedozwoloną pomoc publiczną – uważają eksperci od prawa energetycznego. Zanim ustawa będzie mogła wejść w życie, zatwierdzić ją musi Komisja Europejska.
Reklama
– Nie widzę w projekcie Ministerstwa Energii niczego, co byłoby dla KE kontrowersyjne. Zwłaszcza patrząc na jej wcześniejsze decyzje dotyczące podobnych rozwiązań – mówi Grzegorz Pizoń, specjalista od prawa energetycznego w kancelarii prawnej EY Law.
Przygotowany przez resort energii projekt regulacji rynku mocy to odpowiedź na problemy ze stabilnością dostaw w Polsce. Niektóre przedsiębiorstwa miały już okazję odczuć je w sierpniu zeszłego roku, kiedy na odbiorców przemysłowych nałożono ograniczenia w odbiorze energii elektrycznej, czyli tak naprawdę zmuszono je do zmniejszenia produkcji.
– Większość podmiotów się do tego nie zastosowała i w rezultacie grożą im teraz kary do 15 proc. przychodów za ostatni rok podatkowy – dodaje Grzegorz Pizoń.
Długo oczekiwane propozycje regulacji rynku mocy, które przedstawiono w tym tygodniu, mają zagwarantować, że nie dojdzie już do podobnych sytuacji.
Projekt przewiduje bowiem wprowadzenie mechanizmu rynkowego, zgodnie z którym państwo płaciłoby elektrowniom już za samą gotowość do dostarczenia prądu, gdyby było takie zapotrzebowanie.
Wynagrodzenie będą mogli jednak otrzymywać także odbiorcy, którzy z kolei zadeklarują gotowość do zredukowania zużycia energii w określonych okolicznościach. Elektrownie i przedsiębiorstwa będą zatem konkurować na aukcjach o dodatkowe pieniądze (tzw. opłatę mocową określoną w stosownej umowie).
Etap legislacyjny
Projekt skierowany do konsultacji