statystyki

Ciemna strona wiatraków: Korupcja, mafijne układy, ignorancja samorządów w imię większych zysków

autor: Joanna Pasztelańska08.05.2016, 18:30
Wiatraki

NIK wykazała, że władze gmin decydowały o lokalizacji farm wiatrowych, ignorując społeczne sprzeciwy, a budową zainteresowani byli wójtowie, radni i burmistrzowie, na których ziemi farmy powstałyźródło: ShutterStock

Mało która branża – z własnej winy – budzi taką niechęć. Nic dziwnego, że propozycje PiS dotyczące „ucywilizowania” elektrowni wiatrowych cieszą się wielką popularnością.

Statystycznie co trzeci rolnik w Polsce żyje nie z uprawy pszenicy czy hodowli bydła, ale z dzierżawy ziemi pod elektrownię wiatrową. I co trzeci mieszkaniec gminy wiejskiej jest skazany na obecność gigantycznych konstrukcji tuż koło domu, bo samorząd sam, bez konsultacji, podjął decyzję o dzierżawie.

W praktyce jednak za zgodami na dzierżawę płynie strumień pieniędzy. I wcale nie do kieszeni rolników, lecz w trzech czwartych przypadków – do lokalnych władz. I chociaż oficjalnie nikt tego nie potwierdzi, wiatrowa korupcja na wsiach jest na porządku dziennym. – Ludzie to widzą. I nie godzą się, by za ojcowiznę ktoś dorobił się nowego samochodu lub wysłał dzieciaka na studia do stolicy – mówi jeden z mieszkańców wiatrowej gminy w okolicach Poznania. – Rolnicy dostali po ochłapie za podpisanie umowy. Nie mówię, że zarabianie na wiatrakach jest złe. Ale dlaczego nie mogą skorzystać na tym wszyscy?

I chociaż branża wiatrowa stanowczo odcina się od różnego rodzaju pośredników, którzy przemierzali Polskę wzdłuż i wszerz, oferując bonusy w zamian za wyłączność na dzierżawę ziemi, to z roku na rok czystość energii z wiatraków staje pod coraz większym znakiem zapytania.

Korupcja od prawa do lewa

Przeciwnicy elektrowni wiatrowych wskazują, że hałasują one, powodują choroby i negatywnie wpływają na hodowlę zwierząt. Zwolennicy wiatraków odbijają piłeczkę. Że są ekologiczne, że są najlepszym możliwym odnawialnym źródłem energii (OZE). Energetyczną przyszłością Polski.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że polskich wiatraków jest w sumie 981, najwięcej w województwie kujawsko-pomorskim, łódzkim i wielkopolskim, o łącznej mocy 4117,4 MW. Dla porównania Elektrownia Bełchatów bazująca na węglu brunatnym ma dopuszczalną moc 5298 MW, co daje jej 25. miejsce na świecie i niechlubny przydomek największego emitenta dwutlenku węgla w Unii Europejskiej.

Inne dane, podawane przez samą branżę wiatrową, mówią jednak o wiatrowej mocy – przekraczającej nawet 5400 MW. Im większa moc, tym większy zysk dla branży wiatrowej. I doskonałe pole do nadużyć. Tak duże, że elektrowniami wiatrowymi zainteresowała się w końcu Najwyższa Izba Kontroli. Po analizie pracy elektrowni w latach 2009–2014 inspektorzy nie pozostawili złudzeń, oficjalnie twierdząc, że na „wiatrakowych polach” często dochodzi do zjawisk korupcyjnych i urzędniczej patologii.

NIK wykazała, że władze gmin decydowały o lokalizacji farm wiatrowych, ignorując społeczne sprzeciwy, a budową zainteresowani byli zwłaszcza wójtowie, radni i burmistrzowie, na których ziemi farmy powstały. Co więcej, zgody gmin na lokalizacje w większości przypadków uzależnione były od sfinansowania przez inwestorów dokumentacji planistycznej lub przekazania na rzecz gminy darowizn. Tymczasem, zgodnie z przepisami, tego rodzaju wydatek powinien być pokryty z budżetu gminy. W przeciwnym razie mamy do czynienia z korupcją i niedopuszczalnym lobbingiem.

Inspektorzy NIK jednoznacznie stwierdzili, że w żadnej ze skontrolowanych gmin, nawet w sytuacji licznych protestów mieszkańców, nie odbyło się referendum, a decyzje podejmowane były przez samych radnych wyłącznie na sesjach rad gmin. I tak np. w gminie Kleczew (woj. wielkopolskie) dwie elektrownie wiatrowe zostały wybudowane na gruntach zastępcy burmistrza oraz osoby blisko z nim spokrewnionej. Podobna sytuacja miała miejsce w gminie Laszki (woj. podkarpackie) czy Ciepłowody (woj. dolnośląskie). – Łamanie przepisów samorządowych, zasad dobrosąsiedzkich i środowiskowych w przypadku elektrowni wiatrowych to niemal norma – mówi jeden z pracowników urzędu gminy w woj. kujawsko-pomorskim. – Za bardzo nikt się nawet z tym nie kryje. Panuje totalna samowola. Co chwila widywaliśmy różnego rodzaju biznesmenów, którzy lobbowali u przewodniczących gminy.

Bliskie spotkania wietrznego stopnia

Na początku lutego wokół wiatraków zaczęły się gromadzić gradowe chmury. Przez projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych proponowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Spisane zmiany dotyczą m.in. wymaganych minimalnych odległości wiatraków od strefy zamieszkania, ich maksymalnych wysokości oraz kontroli przeprowadzanych przez Urząd Dozoru Technicznego. Co paragraf, to zawrót głowy dla wszystkich egzystujących dzięki wiatrakom oraz radość w sercach tych, którzy od lat próbują się wiatraków z ziemi polskiej pozbyć. Emocji powstrzymać się nie da. Po jednej stronie jest płacz i zgrzytanie zębów, a po drugiej – zaciskanie kciuków.

– Ustawowe opowiedzenie się za zmianami dotyczącymi elektrowni wiatrowych z jednej strony przysporzy nowych wyborców, z drugiej będzie oznaczało wykopanie topora wojennego z majętną branżą wiatrową. I zakręcenie korka z dopływem gotówki – mówi jeden z walczących z wiatrakami mieszkańców gminy w województwie pomorskim. – Z drugiej strony nikt nie wie, ile osób zarobiło na wiatrakach w mniej uczciwy sposób. Tak naprawdę, gdyby można było to sprawdzić, połowa miałaby sprawy karne.

PiS chce, by wiatraki nie mogły powstawać w mniejszej odległości od budynków mieszkalnych, niż wynosi 10-krotność wysokości wiatraków wraz z wirnikiem i łopatami. W praktyce oznacza to 1,5–2 km. Dokładnie tyle samo będzie wymagane w przypadku graniczenia farm wiatrowych z parkami narodowymi, rezerwatami, parkami krajobrazowymi, obszarami Natura 2000 oraz leśnymi kompleksami promocyjnymi. Gdyby w tej chwili sprawdzić określony przepisami odstęp między wiatrakiem a budynkiem mieszkalnym, lasem czy innym kompleksem natury, okazałoby się, że co drugi powinien zostać rozebrany.

Wprawdzie już działających wiatraków nikt rozbierać nie chce, to jednak zwolennicy wiatraków alarmują, że ustawa zablokuje możliwość ich rozbudowy, a tym samym doprowadzi je do bankructwa. – Dopuszczalne będą jedynie remont i eksploatacja, a to prosta droga do likwidacji farmy i ubóstwa – alarmują z kolei mieszkańcy gminy w województwie kujawsko-pomorskim, w którym zlokalizowanych jest najwięcej elektrowni wiatrowych w Polsce. – Dodatkowo zezwolenia na eksploatację wiatraków mają być ważne maksymalnie dwa lata. Żeby je przedłużyć, trzeba będzie opłacić kosztowne kontrole – dodają. Koszt takiego pozwolenia ma wynosić 1 proc. wartości elektrowni (średnio 70 tys. zł). Do tego dochodzi podatek VAT, który trzeba płacić za dzierżawę gruntu. Obecnie Urząd Dozoru Technicznego kontroluje suwnice i podesty ruchome w turbinach wiatrowych, za co pobiera jedynie 450 zł.


Pozostało jeszcze 62% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (8)

  • Pokrzywdzony(2016-05-08 21:33) Zgłoś naruszenie 186

    Płacz, bezsenność, choroby i cierpienie tego samego życzymy tym którzy postawili wiatraki blisko naszych domów.

    Odpowiedz
  • x(2016-05-08 20:07) Zgłoś naruszenie 511

    Niech się autorka dowie co znaczy słowo ignorancja.

    Odpowiedz
  • Rozbawiony (2016-05-09 16:10) Zgłoś naruszenie 46

    A ja myślałem, że to poważna gazeta...

    Odpowiedz
  • Ten zły(2016-05-10 17:57) Zgłoś naruszenie 33

    Proponuję aby autorka tekstu zapoznała się z procedurami i przepisami prawa budowlanego jak i energetycznego a później o ile nie spali się ze wstydu za ten artykuł napisze sprostowanie. Artykuł jest napisany na takim samym poziomie na jakim byłby artykuł napisany przez homofoba i rasistę o równości związków partnerskich między osobami jednej płci o różnym kolorze skóry. Szkoda, że taka gazeta idzie ślepo z nurtem władzy gdzie o energetyce i jej przyszłości decydują pielęgniarki i katecheci.

    Odpowiedz
  • Wiatraki to obrzydlistwo.....(2016-05-12 12:41) Zgłoś naruszenie 31

    Mieszkałem w pobliżu takich wiatraków to poza nieznośnymi odgłosami pracy obrzydliwie psuło to widok na okolicę. Fotowoltaika nie psuje tak krajobrazu i nie jest tak uciążliwa jak te wiatraki

    Odpowiedz
  • bedn(2016-09-14 22:39) Zgłoś naruszenie 10

    prawda wiatraki zniszczyly nam zycie mieszkam 800 m od 140 m kolosa ciagły huk i hałas.

    Odpowiedz
  • Uczciwy człowiek (2016-05-22 10:41) Zgłoś naruszenie 11

    Ciemnogrod. .. żal. .. poważna gazeta pisze oszczerstwa stronniczo. .. umieramy powoli od węgla. Alergie astmy nowotwory itd. .. gratuluję rozwoju i wejścia w XXI wiek. Górnicy góra! Dalej doplacajmy miliardy i placmy 14 -ki i deputaty. . Korupcja? A kilometr drogi w w-wie za 200 baniek? Autostrady orlik zus NFZ i reszta. .... Wkrótce wyjeżdżam. .

    Odpowiedz
  • Abdul(2016-05-10 21:10) Zgłoś naruszenie 03

    Bzdury

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie