Według prezesa Polskiej Grupy Energetycznej rozporządzenie dotyczące rynku bilansującego powinno spowodować spadek rynkowych cen prądu

Chciałem rozwiać wszelkie obawy - nie ma dzisiaj zagrożenia dla dostaw energii czy ciepła - deklarował podczas wczorajszej konferencji prezes PGE Wojciech Dąbrowski.

Będzie taniej. Limit cen na hurtowym rynku energii

Szef PGE nawiązał do rządowych planów wyznaczenia limitu cen na hurtowym rynku energii. Jak mówił, nie zna ich szczegółów, ale „na pewno zostanie zastosowane rozwiązanie, które spowoduje, że przedsiębiorcy - zakłady produkcyjne, średni biznes, duży biznes - będą mieli energię w niższej cenie, bo celem jest utrzymanie miejsc pracy i konkurencyjności polskiej gospodarki”. Przekonywał, że nie jest celem przedsiębiorstw elektroenergetycznych „zarzynanie” klientów.
Podkreślił, że całe szczęście, że elektroenergetyka jest w rękach państwa, bo to powoduje, że państwo ma kontrolę nad tym, co się dzieje w branży. Wyraził też opinię, że na rzecz obniżenia cen będzie działać rozporządzenie dotyczące rynku bilansującego, które powinno właśnie wchodzić w życie. Jak ocenił, powinno spowodować obniżkę cen.
- Oczywiście wszyscy będziemy obserwowali, co się dzieje, rynek jest dynamiczny, elastyczny, będziemy więc obserwowali, jak będzie się zachowywał. Ale dzisiaj to rozwiązanie, które było z nami konsultowane, powinno spowodować obniżkę cen - wskazywał.
Pytany o plany zamrożenia cen energii, odpowiedział, że celem tego rozwiązania jest osłonięcie klientów końcowych. - My, jako grupy, za to, że będziemy sprzedawali energię po zamrożonych cenach, będziemy otrzymywali rekompensaty - tłumaczył Wojciech Dąbrowski.

Marże na inwestycje energetyczne

Wynik EBITDA Grupy PGE w II kw. wyniósł 1 mld 616 mln zł, czyli o 22 proc. mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zysk netto jednostki dominującej grupy wyniósł 2 mld 266 mln zł, gdy rok wcześniej - 1 mld 882 mln zł. To zgodne z wcześniejszymi szacunkami grupy. Na spadek wyniku wpłynęły m.in. rosnące koszty węgla i uprawnień do emisji CO2, których nie zrekompensowały przychody ze sprzedaży energii.
Prezes odniósł się do zarzutów, że energetyka na fali kryzysu zwiększa marże, że przeszacowuje ryzyko, że - kupując relatywnie tani węgiel od polskich kopalni - sprzedaje prąd po kosmicznych cenach.
Jak mówił, udział sprowadzanego węgla nie jest duży w zużyciu spółki, ale nie jest też tak, że pozyskuje ona polski węgiel „za półdarmo”. A co więcej - jak podkreślił - jest spółką prawa handlowego, więc jest zobowiązana do generowania zysku.
Dąbrowski zaznaczył też, że przed PGE stoi w najbliższych latach ogromny wysiłek inwestycyjny - w wysokości 70 mld zł do 2030 r. - Oczywiście dzisiaj najważniejsze jest bezpieczeństwo energetyczne, a także portfele naszych klientów, ale pamiętajmy też o inwestycjach, które zapewnią nam bezpieczeństwo w przyszłości. Proszę pamiętać, że niektóre nasze urządzenia mają po 40 lat - mówił.
W kontekście inwestycji wymienił też program offshore, czyli energetyki wiatrowej na morzu.
Jeżeli chodzi o energetykę wiatrową na lądzie to - jak powiedział pytany o liberalizację zasady 10H - PGE popiera tę zmianę przepisów, bo ma zamrożone projekty, które na nią czekają. Wojciech Dąbrowski zastrzegł, że oczywiście inwestycje takie należy realizować z poszanowaniem sąsiedztwa.

Milion ton miesięcznie węgla z zagranicy

Prezes PGE poinformował, że spółka PGE Paliwa do końca kwietnia przyszłego roku ma sprowadzić 10 mln t węgla z zagranicy. Według Wojciecha Dąbrowskiego od września będzie sprowadzać 1,1 mln t miesięcznie. Do końca września sprowadzi w sumie 2,5 mln t.
Dla klientów instytucjonalnych, pośredników czy ciepłowni PGE oferuje importowany surowiec po ok. 2100 zł za tonę plus VAT. Według zapowiedzi władz spółki prowadzący działalność gospodarczą będą mogli samodzielnie zakupić co najmniej 25 t węgla, czyli jeden samochód.
Odnosząc się do jakości węgla z importu, prezes Dąbrowski mówił, że z tych 10 mln t węgla da się uzyskać ok. 30-40 proc., czyli ponad 3 mln t ekogroszku dla odbiorców indywidualnych. Pozostałe ok. 7 mln t to miały na potrzeby ciepłowni, energetyki i przemysłu. PGE ma w ofercie węgiel z Kolumbii, Indonezji i Australii. Według szefa energetycznej grupy węgiel błoto, którego zdjęcia obiegły ostatnio media społecznościowe - został sprowadzony przez prywatnego inwestora.
Wojciech Dąbrowski zapewnił, że projekt wydzielenia aktywów węglowych do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego realizowany jest zgodnie z harmonogramem wyznaczonym przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. Według wcześniejszych planów ma do tego dojść do końca roku. - Realizowany jest w tej chwili proces due diligence - stwierdził.
Pytany, czy w interesie PGE nie byłoby opóźnienie tego procesu, przyznał, że widać potencjalnie wyższą marżowość wytwarzania konwencjonalnego w roku bieżącym i przyszłym, więc dla niektórych mogłaby to być dość kusząca opcja, ale zapewnił, że spółka „patrzy odpowiedzialnie na przyszłość i realizuje swój plan konsekwentnie” i nie zakłada opóźnienia przeniesienia aktywów. ©℗

opinia

Na rynku nie widać konkurencji
Michał Hetmański szef Fundacji Instrat / Materiały prasowe
Przekierowanie uwagi z rynku terminowego na bilansujący to potencjalnie dobry krok, ale trudno ocenić skalę wpływu tego instrumentu na zbicie cen na Towarowej Giełdzie Energii. Energia dla gospodarstw domowych czy samorządów jest już teraz kontraktowana na rynku terminowym i tylko z niego będzie pochodzić zapisana na cały rok stawka, po której kupimy prąd. Zastanawiające jest to, że zapowiedź korekt na rynku bilansującym nie prowadzi do spadków cen na terminowym. To moim zdaniem jest świadectwem na nierównowagę na rynku - w normalnych warunkach elektrownie wiedząc, że będą zmuszone do sprzedaży tanio na rynku bilansującym, konkurowałyby, sprzedając niewiele drożej już dziś. A to się nie dzieje, czyli nie ma konkurencji, o czym Fundacja Instrat ostrzega od dawna.
Jeśli rząd zdecyduje się na korektę systemu biddowania i wyceny kosztów producentów energii, to przy założeniu, że rozwiązanie to nie zabije płynności na rynku, możemy mówić o fundamentalnym spadku cen energii elektrycznej na 2023 r. Market makerem w Polsce będzie wtedy elektrownia zasilana polskim, trzy razy tańszym, a nie importowanym węglem kamiennym. ©℗