W piątek rząd przyjął uchwałę w tej sprawie, przedłożoną przez ministra infrastruktury. Z naszych informacji wynika, że rząd zdecydował się na budowę portu wewnętrznego, zamiast zewnętrznego, jak proponował wcześniej resort klimatu.

Różnica polega na tym, że terminal wewnątrz istniejącego nabrzeża będzie w stanie obsługiwać jeden statek, a nie dwa jednocześnie. Będzie za to wymagać znacznie mniejszych inwestycji i ma szansę powstać na czas, czyli gdy ruszy instalacja pierwszych polskich farm wiatrowych na morzu - prawdopodobnie w 2024 r. Ale są też ryzyka. DGP dotarł do analizy nawigacyjnej przygotowanej w czerwcu dla Portu Gdynia, z której wynika, że najważniejszym ograniczeniem tej opcji jest szerokość pilotowego, czyli wewnętrznego wejścia do portu (docelowo 140 metrów) oraz szerokość wejścia głównego (150 metrów).

„Przewożenie ładunku (śmigieł turbin wiatrowych - red.) o długości 115,5 m w poprzek kadłuba powoduje, że odległość boczna do latarni nawigacyjnych wynosi odpowiednio 12,5 m w przejściu pilotowym i 17,25 m w wejściu głównym, co sprawia, że manewry tak załadowanym statkiem są zbyt ryzykowne” – czytamy we wnioskach analizy. Dodano, że problemu tego można by uniknąć pod warunkiem „znalezienia takiego statku, który jest zdolny do przewozu ładunku na odpowiedniej wysokości”.

Reklama

Dodatkowo, jak wcześniej mówiły źródła DGP, istnieje ryzyko utrudnienia przeładunków kontenerowych w czasie przeładunku w terminalu instalacyjnym. Może też wystąpić utrudnienie związane z koniecznością zmiany wysłanego do Brukseli Krajowego Planu Odbudowy – został do niego wpisany plan portu zewnętrznego z finasowaniem w wysokości ok. 260 mln euro.

Według naszych informacji, port wewnętrzny miałby powstać na miejscu terminala kontenerowego BCT, którego dzierżawa kończy się w 2023 r. Gdyby był realizowany port zewnętrzny, to byłby gotowy zapewne dopiero na koniec 2025 r. Do tego czasu przeładunki pierwszych statków instalacyjnych dla morskiej energetyki wiatrowej mogłyby się odbywać w innym terminalu przeładunkowym dla węgla.

W pierwszej fazie budowy polskiego offshoru (do 2030 r.) ma powstać pięć farm o łącznej mocy 5,9 GW. W tej fazie Urząd Regulacji Energetyki przyznał wsparcie projektom: Polenergii i Equinoru, PGE i Orstedu, Orlenu i Northland Power, RWE oraz Ocean Wind. Branża alarmowała niedawno, że bez portów dla offshoru (instalacyjnego w Gdyni i serwisowych prawdopodobnie w Ustce i Łebie) znacznie spadnie udział rodzimego biznesu w miliardowych inwestycjach w energetykę na morzu. Potencjalnie może on wynieść nawet 20-25 proc. dla projektów pierwszej fazy.