USA, gigantyczny konsument i importer gazu, w ciągu zaledwie kilkunastu lat stały się samowystarczalne. Pod względem wydobycia surowca Ameryka wyprzedziła nawet Rosję i stała się największym na świecie producentem gazu. Teraz szykuje się do roli eksportera.

Zanim w Stanach Zjednoczonych wybuchł łupkowy boom, minęło prawie 10 lat żmudnych wierceń. W przypadku ropy naftowej rzeczy dzieją się szybciej, a każde nowe odkrycie, uruchomienie wydobycia czy projekt inwestycyjny w tym sektorze są uważnie obserwowane i analizowane. Dlatego dziś już eksperci nie boją się ogłaszać, że w ciągu ostatnich miesięcy do łupkowej rewolucji gazowej dołączyła rewolucja naftowa. Jej apogeum nastąpi jeszcze w tej dekadzie.

Z łupków w USA wydobywa się coraz więcej ropy. Rosnąca produkcja tego surowca sprawi, że Stany Zjednoczone będą w pełni niezależne energetycznie. Jeszcze niedawno wydawało się to nierealne. USA mają tylko 2 proc. konwencjonalnych zasobów ropy naftowej świata, a ich zapotrzebowanie na ten surowiec sięga aż 20 proc. światowego zużycia. Tymczasem, jak prognozują analitycy, dzięki łupkom Amerykanie za kilka lat nie tylko uniezależnią się od ropy z niestabilnych regionów, jak Bliski Wschód czy Ameryka Płd., ale wręcz mogą – tak jak to dzieje się w przypadku gazu – stać się eksporterem. A to całkowicie zmieni obecny ład na rynku surowców.

Wyciskanie ropy z łupka

Jeszcze kilka lat temu amerykańskie koncerny skupiały się głównie na wydobywaniu gazu. Ropę traktowano głównie jako produkt towarzyszący wydobyciu, choć cenny. W ciągu ostatnich dwóch lat podejście do produktów pozyskiwanych z łupkowych skał zmieniło się za sprawą niekontrolowanego drastycznego spadku cen gazu, do którego doprowadziła eksploatacja na masową skalę złóż niekonwencjonalnych.

Kiedy Amerykanie musieli importować tzw. błękitne paliwo, jego ceny sięgały kilkuset dolarów za 1000 m sześc. Wydobycie w kraju błyskawicznie jednak rosło. Od 2007 roku produkcja krajowa skoczyła o około 130 mld m sześc. Tylko w 2011 roku zwiększyła się o 10 proc., do ponad 670 mld m sześc. Import okazał się zbędny. Rosnąca podaż wewnętrzna sprawiała, że cena paliwa stopniowo malała. Jak wyliczył „Financial Times”, od 2008 roku notowania gazu w USA spadły aż o 50 proc. W tym roku 1000 m sześc. można było kupić nawet poniżej 70 dol. (to kilkanaście razy taniej, niż Polska płaci Gazpromowi). Taki rozwój wypadków doprowadził do paradoksalnej sytuacji, w której firmom wydobywczym nie opłaca się już eksploatować złóż, bo koszt pozyskania gazu często przekracza jego rynkową cenę. Stąd narodził się pomysł, by tani surowiec eksportować.

Spora różnica w cenie między ceną gazu w USA i np. w Europie sprawia, że Amerykanie nie będą mieli problemu ze zbytem, nawet jeśli koncerny nałożą na eksportowane paliwo potężne marże. Analitycy twierdzą, że prawdziwe zyski ma im przynieść jednak dopiero wydobycie ropy z łupków. O skali tego gigantycznego przedsięwzięcia niech świadczy fakt, że już teraz amerykański przemysł wydobywczy nastawia się na to, że gaz łupkowy będzie tylko produktem ubocznym przy pozyskiwaniu ropy.

Od importera do eksportera

Ogromne wydobycie gazu ziemnego w USA przełożyło się na globalny rynek. Spadek cen w Stanach to duży zawód dla największych eksporterów – Rosji oraz arabskich krajów rejonu Zatoki Perskiej i północnej Afryki. Skurczyły się dotkliwie przychody i zyski tamtejszych producentów, zmniejszyła się możliwość ich politycznego oddziaływania na importerów gazu. A wkrótce czeka ich jeszcze dotkliwszy cios, gdy Ameryka zacznie eksportować ropę. Lord John Brown, były wieloletni prezes BP, a obecnie kierujący jedną z firm specjalizujących się w wydobyciu surowców niekonwencjonalnych, sądzi, że nastąpi to przed 2030 rokiem. Prognoza ta jest jednak bardzo zachowawcza. Eksperci Citigroup Global Markets przewidują, że dojdzie do tego najpóźniej w 2020 roku. Amerykańskie koncerny intensyfikują bowiem eksploatację łupkowych złóż. – Jedna z największych firm zaangażowanych w wydobycie ropy z łupków, która produkuje blisko 26 tys. baryłek dziennie, w ciągu najbliższych 5 lat planuje zwiększyć produkcję dziesięciokrotnie – pisze „Wall Street Journal”.

Cała Ameryka Północna zużywa dziś 7 mld baryłek ropy rocznie. A tymczasem szacuje się, że może będzie w stanie wyprodukować nawet 1,2 – 1,8 bln baryłek. W efekcie stany Zjednoczone staną się wiodącym eksporterem ropy. Według wyliczeń instytutu IHS Cera Amerykanie na imporcie zaoszczędziliby od 2020 roku aż 182 mld dol. rocznie (tyle wynoszą koszty importu), co pozwoliłoby zmniejszyć 727-miliardowy deficyt w handlu zagranicznym.