statystyki

Śląsk nie śpiewa już pieśni o węglu

autor: Mira Suchodolska04.10.2020, 19:00
węgiel kamienny

Nawet przyjmując, że kopalnie i węgiel będą musiały przejść do historii, tak jak chlewiki w familokach czy hodowle gołębi, pojawia się pytanie, czym zostanie zastąpiony przemysł górniczy na Śląsku. I jeszcze: co zamiast węgla, który wciąż odpowiada za 60 proc. produkowanej w naszym kraju energii.źródło: ShutterStock

Czy Śląsk skona, jeśli z jego trzewi zostanie wyrwane to, co w dużym stopniu świadczy o jego tożsamości: węgiel i kopalnie?

J eśli brać na poważnie niedawne porozumienie rządu z górniczymi związkami, to ostatnia kopalnia zostanie zamknięta w 2049 r. Ale już dziś węglowy region województwa śląskiego mało przypomina ten, jaki znamy z filmów Kazimierza Kutza. Albo z wiersza Juliana Tuwima, w którym „Śląsk śpiewa, głos ma węgiel i stal”.

Próby poradzenia sobie z kłopotami, jakie przysparza czarne złoto, które kiedyś było naszym bogactwem, a teraz staje się przekleństwem, trwają od 30 lat. I mocno wpłynęły na to, jak obecnie wygląda duża część województwa śląskiego – pod względem ekonomicznym, demograficznym czy społecznym.

Śląsk się starzeje i wyludnia

To, co rzuca się w oczy, kiedy spojrzy się na dane dotyczące demografii, to fakt, że Śląsk szybciej niż reszta kraju starzeje się i wyludnia. W całym województwie pod koniec 2018 r. mieszkało 4,533 mln osób – o ponad 100 tys. mniej niż w 2010 r. Jak tłumaczy dr hab. Robert Krzysztofik z Instytutu Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Śląskiego, każdego roku z większych miast konurbacji katowickiej (miejscowości ciągnące się od Gliwic po Jaworzno) ubywa po 1–2 tys. mieszkańców. – Systematycznie, bez choćby rocznego oddechu – wzdycha. I dodaje, że patrząc z lotu ptaka na całe województwo, można znaleźć tylko miejsca, gdzie jest bardzo źle oraz ciut mniej źle. Mniej źle jest np. na Podbeskidziu czy w okolicach Częstochowy, a bardzo źle w Bytomiu czy Siemianowicach. Oraz w stolicy regionu, Katowicach, gdzie ubytek ludności, w zależności od roku, kształtuje się na poziomie 2–3 tys. osób.

Dlaczego tak się dzieje? Ludzie, którzy przyjechali na Śląsk za pracą w latach 70. i 80. XX w., zestarzeli się i umierają. Naukowcy z UŚ badają to, obserwując m.in. duże osiedla budowane w tamtym czasie, i zauważają, że te – dzień po dniu – pustoszeją. Ale, oczywiście, to niejedyny powód. Ucieczka ze Śląska zaczęła się już na przełomie wieków, kiedy zaczęto zamykać kopalnie i huty. Tracący pracę ludzie wracali w rodzinne strony. Albo – mając niezłe emerytury – jechali tam, gdzie można zacząć życie na nowo, nie patrząc na kominy czy unieruchomione wieże szybów górniczych.


Pozostało 89% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • Janusz(2020-10-05 07:12) Zgłoś naruszenie 43

    Najwyższa pora. O stoczniowców nikt tak nie dbał jak o górników.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • cd(2020-10-06 12:59) Zgłoś naruszenie 00

    Mamy dwie możliwości: 1. Zwiększyć środki dla odchodzących górników (szczególnie chodzi o górników dołowych, którzy ze względu na stan zdrowia będą mieli ograniczone możliwości na rynku pracy).Zlikwidować nierentowne kopalnie, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na szybki rozwój energetyki nie węglowej. 2. Poddać się dyktatowi związkowców (zwanych dla niepoznaki stroną społeczną) i dalej utrzymywać nierentowne kopalnie, czyli inwestować w coś co za kilka i tak trzeba będzie zamknąć. Miliardy wyrzucone w błoto, spowolnienie rozwoju energetyki ekologicznej, coraz droższy prąd itd.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie