W amerykańskim Kongresie trwa rozgrywka, której wynik może zdecydować o przyszłości Nord Stream 2. Stany Zjednoczone wciąż mogą zatrzymać rosyjską inwestycję, jednak wymaga to przyjęcia nowego zestawu sankcji. Stosowna ustawa jest już procedowana przez parlament, ale wszystko zależy od tego, w jakim kształcie zostanie ostatecznie uchwalona.
Budowa NS2 została wstrzymana w grudniu 2019 r., kiedy Amerykanie przyjęli pierwszy pakiet sankcji, skutecznie zmuszając Allseas, głównego wykonawcę inwestycji, do wycofania się z projektu. Od tego czasu na dnie Bałtyku nie ułożono choćby kilometra rurociągu (do wybudowania pozostał względnie krótki, 160-km odcinek), co jednak nie oznacza, że przygotowania do ponownego podjęcia prac stoją w miejscu. Rosjanie są coraz bliżej wznowienia budowy gazociągu własnymi siłami.
W niemieckim porcie Mukran cumują obecnie dwie rosyjskie jednostki do układania rur (statek „Akadiemik Czerskij” oraz barka „Fortuna”), mające rzekomo zacząć układać NS2 już w ciągu kilku, kilkunastu najbliższych tygodni. To dlatego amerykańscy politycy chcą jeszcze mocniej uderzyć w NS2.
Nowy projekt sankcji został wprowadzony do Kongresu na początku czerwca. W treści proponowanej ustawy założono znaczące rozszerzenie obecnie obowiązujących restrykcji, by obejmowały one nie tylko spółki udostępniające specjalistyczne statki do układania rur, ale także szereg innych podmiotów zaangażowanych w budowę NS2. W szczególności chodzi o ubezpieczycieli, firmy wykonujące prace towarzyszące (pogłębianie dna, zwałowanie materiału skalnego, badania środowiskowe itp.) oraz towarzystwa klasyfikacyjne, które muszą na koniec zweryfikować zgodność gazociągu z jego projektem technicznym i wydać zgodę na oddanie inwestycji do użytku. Co nie mniej istotne, w projekcie ustawy założono też, że nowe sankcje miałyby mieć retroaktywny charakter i obowiązywać nie od momentu uchwalenia prawa, ale z datą wsteczną – od grudnia 2019 r.
Gdyby Amerykanom udało się przyjąć sankcje w wyżej przedstawionym brzmieniu, Rosjanie znajdą się w nie lada kłopocie. Kluczowe znaczenie posiada wspomniany zapis o sankcjach wobec podmiotów odpowiadających za certyfikację gazociągu. Spółka Nord Stream 2 AG już wcześniej zakontraktowała w tym celu norweską DNV, największą spośród niewielu tego typu firm na świecie, według której standardów budowany jest rurociąg. Gdyby Norwegowie zostaliby zmuszeni, tak jak pół roku temu Allseas, do wycofania się ze współpracy z NS2 AG, Rosja prawdopodobnie nie byłaby w stanie ich zastąpić.
Po pierwsze, żadne z liczących się towarzystw klasyfikacyjnych nie wystawi się na ryzyko objęcia sankcjami. Po drugie, nawet gdyby znalazł się chętny certyfikator, jest wątpliwe, czy byłby w stanie stwierdzić zgodność gazociągu ze standardami DNV, a więc firmy konkurencyjnej. Po trzecie wreszcie, gdyby Rosjanie chcieli zatrudnić w tym celu spółkę rosyjską, można by było kwestionować jej bezstronność. Istnieje wymóg, by za certyfikację odpowiadał niezależny podmiot trzeci.
O tym, czy towarzystwa klasyfikacyjne faktycznie zostaną objęte sankcjami, zdecydują jednak politycy i opłacani przez biznes lobbyści. W Kongresie już teraz znajdują się dwie redakcje omawianego projektu ustawy – jedna jest procedowana przez Senat, druga zaś przez Izbę Reprezentantów. I choć wprowadzenie podobnych lub identycznych propozycji legislacyjnych (tzw. companion bills) do obu izb naraz to względnie standardowy zabieg w celu przyspieszenia tempa procedowania ustawy, to w tym konkretnym przypadku ujawnił on zarazem istniejące tarcia co do brzmienia wybranych zapisów.
Różnice między obiema wspomnianymi redakcjami dotyczą kwestii absolutnie kluczowych dla tego, czy nowe sankcje na NS2 faktycznie będą mogły wykoleić rosyjską inwestycję. Omawiany w Izbie Reprezentantów projekt nie uwzględnia bowiem sankcji na towarzystwa klasyfikacyjne ani nie przewiduje retroaktywności ewentualnych nowych rozwiązań. Gdyby ustawa została przyjęta w tak złagodzonym brzmieniu, wówczas prawdopodobnie jedynie opóźni prace przy NS2, ale ich nie uniemożliwi. Zwłaszcza że nie jest pewne, kiedy w ogóle projekt mógłby zostać uchwalony.
Biorąc pod uwagę to, jak istotne są różnice w kwestii ostatecznego brzmienia ustawy, nie wydaje się, by amerykańscy politycy mieli porozumieć się w tej kwestii szybciej niż na jesieni (w sierpniu Kongres zamyka się na wakacyjną przerwę). Podobnie rzecz wyglądała zresztą w zeszłym roku, przy okazji poprzedniego zestawu sankcji na NS2. Wówczas prace nad ustawą zostały de facto zamrożone, a restrykcje udało się wprowadzić tylnymi drzwiami jako część przyjętego w grudniu budżetu Pentagonu na 2020 r. Notabene, analogiczny scenariusz jest rozważany także obecnie. Promotorzy twardszego brzmienia ustawy zdołali już wprowadzić znakomitą większość jej zapisów (poza punktem o retroaktywności sankcji) do dyskutowanego aktualnie w Kongresie projektu budżetu obronnego na 2021 r. Kolejne miesiące pokażą, czy i tym razem tego typu wybieg okaże się konieczny.