Ma się to zmienić dzięki nowemu kompleksowemu programowi wsparcia „Polska geotermia Plus”, którym zarządza Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Jutro rusza pierwszy nabór wniosków o dofinansowanie.

W praktyce oznacza to, że przedsiębiorcy z branży ciepłowniczej, np. lokalne elektrociepłownie, będą mogli ubiegać się o dodatkowe wsparcie na rozwój geotermii. I to nie tylko na odwierty badawcze, które do tej pory były hojnie dotowane przez rządzących. Teraz pieniądze trafią również do tych spółek, które już zbadały potencjał geotermalny i chciałyby pójść krok dalej, czyli użyć energię z wnętrza ziemi.

Geotermia w Polsce

Geotermia w Polsce

źródło: DGP

Ciepłownictwo na tapecie

To pierwszy tak kompleksowy program. „Polska geotermia+” łączy dotychczasowe dotacje na odwierty ze współfinansowaniem rozbudowy, modernizacji lub postawienia od zera niezbędnej infrastruktury, która później zapewni systemowe ciepło mieszkańcom. Na te cele przeznaczonych będzie ponad 600 mln zł, z czego połowa to dotacje. Dla bezzwrotnych form wsparcia dofinansowanie wyniesie do 40 proc. kosztów kwalifikowanych. W przypadku pożyczek będzie to 100 proc.

Poza rozwojem geotermii do wsparcia kwalifikować będą się również takie inicjatywy jak modernizacja sieci ciepłowniczych, poprawa efektywności energetycznej, budowa instalacji odnawialnych źródeł energii. Program będzie realizowany w latach 2019–2025, a czas na podpisywanie umów skończy się w 2023 r.

To niejedyne inicjatywy, którymi rząd chciałby wesprzeć lokalne systemy zaopatrzenia w ciepło. Od marca funkcjonują już dwa programy „Energia+” i „Ciepłownictwo powiatowe”, w których na rozwój tego sektora przeznaczono ponad 4,5 mld zł. Rządzący zauważają bowiem, że dzisiejsze instalacje nie spełniają unijnych wymogów efektywności energetycznej, a to wyklucza je z pozyskiwania funduszy wspólnotowych. W nadchodzących latach konieczna będzie kompleksowa modernizacja tych zakładów, by sprostać wymogom unijnych dyrektyw.

Niewykorzystana szansa

„Polska geotermia+” to kolejna już inicjatywa rządu w kierunku rozwoju geotermii, która była zaniedbywana przez lata poprzednich rządów. W ostatnich miesiącach władze NFOŚiGW podpisały już nowe umowy na sfinansowanie badań złóż na terenach gmin: Tomaszów Mazowiecki i Turek w Wielkopolsce. Dołączyły one do pozostałych wybranych samorządów, tj. Szaflar, Sieradza, Sochaczewa, Lądka-Zdroju i Koła, gdzie również wydano pozytywne opinie na odwierty. Przeznaczono na to już ponad 107 mln zł. Warto nadmienić, że łączny koszt tych inwestycji opiewał na 110 mln zł, co znaczy, że NFOŚiGW sfinansował te inicjatywy praktycznie w całości, bez nadszarpnięcia budżetów gmin.

Zdaniem Artura Michalskiego, wiceprezesa NFOŚiGW, geotermia zasługuje na nowe otwarcie, bo nasz potencjał jest ogromny, ale niewykorzystany, choć to najczystsze odnawialne źródło, które jest niezależne od zewnętrznych czynników (np. słońca i wiatru) i może produkować energię na stałym poziomie przez cały rok. – Zgodnie z szacunkami ciepłe wody występują pod powierzchnią ponad 50 proc. kraju – mówi Michalski w rozmowie z DGP.

Mimo to wsparcie jest konieczne, bo największą barierą przy takich inwestycjach są wysokie koszty wstępne. Szczególnie, że jeden odwiert – wart zazwyczaj kilkanaście milionów złotych – to zwykle za mało, by w pełni rozpoznać potencjał źródła. Prace są też czasochłonne i trudne. Trwają od kilku do kilkunastu miesięcy.

Wątpliwości pozostają

Chociaż Ministerstwo Środowiska i NFOŚiGW zachwalają geotermię, to nie słabnie też grono sceptyków stosowania tej technologii. Zwłaszcza w polskich warunkach, gdzie źródła są najczęściej ukryte głęboko (powyżej kilometra w głąb ziemi, a nie kilkadziesiąt metrów jak np. na Islandii), a woda nie jest tak gorąca (ma kilkadziesiąt stopni i jeszcze traci temperaturę w trakcie przesyłu przez rury) i bywa też zasolona (co wymaga jej oczyszczenia, by nie uszkodzić maszyn).

W ostatnich tygodniach argumentów krytykom dodały też doniesienia medialne o nieefektywności wielomilionowej inwestycji fundacji Lux Veritatis, czyli geotermii toruńskiej, powszechnie utożsamianej z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Media zauważyły, że wydobywana z głębin woda ma zaledwie 64°C i będzie musiała być podgrzewana do 130°C, bo inaczej nie trafi do sieci miejskiej. To z kolei nie odbędzie się bez dodatkowych wydatków, a dokładniej budowy ciepłowni do podgrzania wody, na co fundacja już uzyskała 19,5 mln zł dofinansowania ze środków wspólnotowych.

Zdaniem władz funduszu niższa temperatura wody nie jest jednak przeszkodą. O ile bowiem chłodniejsza woda może nie nadawać się do bezpośredniego (czyli bez podgrzania) wykorzystania w sieci ciepłowniczej, to może się już sprawdzić np. przy ogrzewaniu podłogowym. – Wszystko zależy od sposobu jej wykorzystania – słyszymy w NFOŚiGW.

Wątpliwości, czy w geotermię warto inwestować, widać również wśród samorządowców. Dobrze odzwierciedlają to liczby. Przy pierwszym naborze wniosków o wsparcie na odwierty badawcze o wsparcie ubiegało się ponad trzydzieści gmin. To wciąż nikła reprezentacja na tle blisko 2,5 tys. jednostek.

Jeszcze mniej samorządów skutecznie przekuło odkryte złoża w sukces. W całym kraju funkcjonuje dziś tylko sześć ciepłowni geotermalnych: Podhale, Mszczonów, Pyrzyce, Stargard, Uniejów, Poddębice. To niewiele w porównaniu z innymi krajami. W całej Europie działało ich na koniec 2016 r. ponad 260. Szacuje się, że w Polsce mogłoby powstać co najmniej 2 tys. instalacji opartych na źródłach geotermalnych.

Ceny benzyny w Polsce nie powinny już rosnąć, choć ropa drożeje