To efekt wchodzących wkrótce w życie sankcji, które Amerykanie nakładają na Teheran. Po 4 listopada wszystkie firmy handlujące z Iranem będą narażone na restrykcje ze strony Stanów Zjednoczonych.
Klienci Orlenu na stacjach benzynowych nie zauważą z tego powodu żadnych zmian. Cena paliw w detalu w bardzo niewielkim stopniu zależy bowiem od tego, gdzie polskie firmy naftowe kupują ropę. Większe znaczenie ma to, jak kształtują się ceny ropy i benzyn oraz oleju napędowego na rynkach międzynarodowych, oraz to, ile na naszym rynku kosztuje amerykański dolar. Zresztą nawet gdyby zależność pomiędzy ceną a miejscem pochodzenia surowca była większa, to Iran nie należał do grona dostawców kluczowych.
Orlen generalnie ma dwie grupy dostawców. Pierwsza to trzy duże spółki, z którymi ma podpisane umowy długoterminowe. Druga to wszyscy pozostali, od których spółka kupuje pojedyncze tankowce, badając w ten sposób możliwości większej dywersyfikacji dostaw w przyszłości. W tej grupie znajdował się Iran, ale są tam też sprzedawcy z Norwegii, Kazachstanu, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Azerbejdżanu, Nigerii czy Iraku. Każdorazowo Orlen skrupulatnie bada właściwości chemiczne kupionej ropy (bo każda jest nieco inna) i sprawdza, czy da się ją bezpiecznie i efektywnie wykorzystać w naszych rafineriach. Jeśli tak, to współpracę można rozszerzać, a jeśli nie, to współpraca się kończy.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Akurat Iran był w grupie dostawców, których prezes Orlenu Daniel Obajtek oceniał bardzo wysoko, mówiąc w marcu tego roku m.in. o tym, że „przeprowadzone testy produkcyjne uzyskały świetne wyniki efektywności, co otwiera drogę do zwiększania udziału tej ropy w naszym portfolio surowcowym”. Gdy w kwietniu dotarł do Gdańska tankowiec ze 130 tys. ton irańskiej ropy, prezes wspominał też, że „kierunek Zatoki Perskiej jest bardzo interesujący”.
Brak tej ropy nie powinien jednak wywołać żadnych negatywnych konsekwencji. Dla biznesu Orlenu najważniejsze są bowiem dostawy od dostawców z grupy pierwszej. Wspomniane trzy spółki, z którymi płocki koncern ma długoterminowe umowy, to Rosnieft i Tatnieft z Rosji oraz Saudi Aramco z Arabii Saudyjskiej. Ropa z Rosji to nadal ok. 70 proc. przerabianego w Orlenie surowca. Saudyjczycy z kolei od 2016 r. stanowią najważniejszy element w procesie dywersyfikacji dostaw – dostarczają nam 300 tys. ton ropy miesięcznie, czyli ponad 3,5 mln ton rocznie. To nieco ponad 10 proc. całego przerobu ropy w Orlenie.
Pomimo zakończenia współpracy z Iranem stopień dywersyfikacji dostaw do Orlenu nie ulegnie pogorszeniu. Tego samego dnia spółka ogłosiła, że trafi do nas 130 tys. ton ropy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Podobnie jak pół roku temu w przypadku ropy irańskiej, tak i tym razem prezes Obajtek chwali jakość zakupionego surowca, wskazując, że w ropie z Emiratów jest np. mniej siarki niż w tej rosyjskiej. Jednocześnie poinformowała, że w październiku kupiła ok. 130 tys. ton ropy z Nigerii.
Natomiast jeśli chodzi o Iran, dość istotna w przyszłości może się okazać postawa Unii Europejskiej, która zamierza omijać amerykańskie sankcje i dalej kupować ropę z Teheranu. Specjalnie w tym celu Unia chce skonstruować osobną spółkę (tzw. SPV – „special purpose vehicle”). Można się domyślać, że kiedy tylko spółka ta zakupi irańską ropę, zostanie natychmiast obłożona amerykańskimi sankcjami, ale w związku z tym, że jej jedyną działalnością będą zakupy ropy z Iranu, takie sankcje nie powinny zrobić jej dużej krzywdy. Nie będzie ona bowiem utrzymywać żadnych relacji handlowych ani finansowych z podmiotami ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli w przyszłości Unia w ten sposób będzie importować ropę z Iranu, wtedy być może także polskie spółki będą ponownie mieć do niej dostęp.
Dzisiaj, według słów rzeczniczki Orlenu Joanny Zakrzewskiej, Orlen obserwuje sytuację na rynku ropy, także pod kątem geopolityki.
Natomiast ceny na stacjach benzynowych mogą w najbliższych tygodniach spadać. Ropa w październiku potaniała o ponad 6 proc. Rynek obawia się, że w 2019 r. tempo wzrostu w gospodarce światowej będzie mniejsze, a co za tym idzie, mniejszy będzie też popyt na ropę. To od kilku tygodni napędza spadek cen. Spowolnienie w światowej gospodarce, jeśli nastąpi, dotknie także Polski. Wtedy będziemy mogli się pocieszać, że przynajmniej na stacjach benzynowych jest nieco taniej. Niezależnie od tego, czy tankujemy paliwo wytworzone z ropy irańskiej czy jakiejkolwiek innej.