- Jestem zdumiony, jak często protestuje się przeciwko energetycznym regulacjom dotyczącym wspólnego rynku. Przecież jeśli ktoś chce na nim sprzedawać np. zabawki, to też musi spełniać standardy unijne, jeśli chodzi choćby o bezpieczeństwo dzieci. Handel gazem nie może być wyjątkiem - stwierdza Jerzy Buzek, europoseł, szef Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego.



Reklama
Do końca marca powinno być przygotowane stanowisko Parlamentu Europejskiego w sprawie dyrektywy gazowej. Czy dyskutowane poprawki są zagrywką przeciwko Nord Stream 2?

Reklama
Rewizja dyrektywy gazowej rozszerza prawo unijne na całe terytorium UE, na wszystkie rurociągi łączące nas z dostawcami surowca spoza Unii. Budujemy wspólny rynek energii oparty na przejrzystych regułach, co daje szansę na niższe ceny dla konsumentów i stabilność prawną ważną dla inwestorów. Dziś połączenia z krajami trzecimi są oparte o różne podstawy prawne i niekiedy rurociągi biegnące z tego samego kraju do różnych państw UE działają na odmiennych zasadach. To wyklucza uczciwą konkurencję. Ta rewizja nie jest przeciwko żadnemu inwestorowi – stwarza równe szanse dla każdego.
Ale przez to inwestycja w NS2 może być dla Gazpromu mniej opłacalna.
Eliminujemy monopolistyczne rozwiązania, nic więcej. Rozmawiałem niedawno z przedstawicielami norweskiego Statoil – nie mają problemu z regułami rynku europejskiego, które chcemy wprowadzać. Już je stosują. A mają kilka rurociągów z Wielką Brytanią, Belgią, Francją, Niemcami i Danią.
Dla Baltic Pipe to też nie będzie problem?
Żaden. Jestem zdumiony, jak często protestuje się przeciwko energetycznym regulacjom dotyczącym wspólnego rynku. Przecież jeśli ktoś chce na nim sprzedawać np. zabawki, to też musi spełniać standardy unijne, jeśli chodzi choćby o bezpieczeństwo dzieci. Handel gazem nie może być wyjątkiem. Od kryzysu w 2009 r., gdy na Wschodzie zakręcone zostały kurki z gazem, tworzymy wspólny rynek energii.
Czy jest jakaś inna szansa na zablokowanie budowy NS2? Premier Mateusz Morawiecki zabiega o koalicję przeciwko 1220-kilometrowemu gazociągowi z Rosji do Niemiec przez Bałtyk.
Jeśli spełnione będą reguły rynku europejskiego, w tym reguły ochrony środowiska, a jednej i drugiej stronie nadal to się opłaca, to można budować gazociąg i przesyłać gaz. W mojej opinii taniej byłoby zmodernizować rurociągi na Ukrainie. Istniejące rurociągi Wschód – Zachód: Przyjaźń, Jamalski i Nord Stream 1 wykorzystywane są w 50 proc. Ale zostawiam to inwestorom.
Są też jednak inne zarzuty wobec Nord Stream 2. Ten rurociąg dzieli Europę, uderza w fundament jej solidarności. Ta inwestycja jest sprzeczna z duchem Unii Energetycznej. Chcemy dywersyfikacji dostaw gazu do UE, a ten gazociąg biegnie po tej samej trasie co już istniejące, więc to nie jest ani inna droga, ani inny dostawca.
Do tego dochodzi sprawa Ukrainy.
Czyli odpowiedzialność za kraj, z którym jesteśmy stowarzyszeni jako UE. Ukraina została napadnięta przez Federację Rosyjską, która nie przestrzega elementarnych norm międzynarodowych. Gwarantowała przecież 25 lat temu niezawisłość Ukrainy, gdy ta pozbywała się broni atomowej. Trudno więc patrzeć na inwestycję w Nord Stream 2 tylko pod kątem gospodarczym i przestrzegania prawa.
Jesienią, tuż przed wyborami w Niemczech, mieliśmy debatę plenarną w Parlamencie Europejskim z inicjatywy Niemca Manfreda Webbera, przewodniczącego największej grupy PE, Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Powiedział jasno: dobre relacje między krajami UE i bezpieczeństwo są ważniejsze niż pieniądze, trzeba więc znaleźć jakieś inne rozwiązanie niż NS2.
Po drugiej stronie mamy jednak Władimira Putina, który zwykle dostaje to, czego chce.
Ale to nieprawda, że Putinowi się wszystko udaje. Sankcji przecież nie chciał, a opowiedziała się za nimi cała UE. Przypomnę też, że pomysł South Stream (Gazociąg Południowy łączący wybrzeża Rosji i Bułgarii – red.) został zatrzymany. Zbliżenie Unii z Ukrainą też było nie na rękę Putinowi.
Plany dotyczące Baltic Pipe śledzi pan dokładnie. Pana rząd umowę z Norwegami w sprawie gazociągu podpisał w 2001 r., a rząd Leszka Millera (SLD) zerwał ją w 2002 r. Teraz się nam uda?
To była fatalna decyzja naszych następców, bo cena gazu była konkurencyjna, a wynegocjowane warunki dobre. Mogliśmy pokrywać tym gazem niemal połowę naszego zapotrzebowania, ewentualnie zaopatrywać Litwę, Ukrainę, Słowację, a nawet Chorwację. Dlatego dziś mocno popieram budowę gazociągu z Norwegii do Polski przez Danię, bo to inwestycja, które realnie dywersyfikuje nam dostawy gazu.
Mówi się, że na dnie Bałtyku jest dużo niewybuchów, że Rosjanie zarezerwowali statki do budowy NS2 i dla nas zabraknie, więc inwestycja się opóźni. Z kolei ze strony polskiego rządu słyszymy, że możliwe, iż nie przedłużymy z Rosją kontraktu jamalskiego kończącego się w 2022 r. To realne?
Aby na to pytanie odpowiedzieć, musimy znać długofalową strategię energetyczną Polski na następne dziesięciolecia. Perspektywa 2030 r. w takiej strategii to minimum, a zarys do 2050 r. też byłby niezbędny. By określić zapotrzebowanie na gaz, musimy wiedzieć, ile możemy wydobywać z zyskiem węgla odpowiedniej jakości i ile będziemy go zużywać, skoro jest on podstawą naszej gospodarki.
Rząd właśnie przyjął strategię dla tej branży.
Strategia dla górnictwa musi się wpisywać w długofalową politykę energetyczną kraju! Jeśli dotyczy tylko węgla, to jest oderwanym kawałkiem rzeczywistości. Import węgla rośnie, brakuje nam paliwa wysokiej jakości, co kończy się największym zagrożeniem smogowym w Europie.
Odchodzenie od węgla i inwestowanie w OZE będzie się wiązało z większym zużyciem gazu. W tym kontekście, i nawiązując do poprzedniego pytania, mamy do dyspozycji własne zasoby i gazoport w Świnoujściu, a w przyszłości budowę gazociągu z Norwegii, ewentualnie lekkiego gazoportu w Gdańsku, i wreszcie kontrakt z Rosją po 2022 r. Ale tylko polski rząd, dysponujący danymi, może odpowiedzieć, co zagwarantuje nam bezpieczeństwo dostaw i co się opłaca.
W takiej strategii musimy określić, czy i na ile jesteśmy w stanie zwrócić się w kierunku energetyki atomowej czy odnawialnej. Ostatnie informacje na temat farm wiatrowych w Polsce są niepokojące, inwestorzy się wycofują.
Potrzebujemy od UE środków finansowych, ale też regulacji, głównie w energetyce, a także systemu handlu emisjami CO2. Z drugiej strony, gdy TSUE nakazywał nam wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej, niewiele sobie z tego robiliśmy. Bruksela wszczęła w sprawie Polski procedurę wynikającą z art. 7 Traktatu o UE. Czy nie przekroczyliśmy już granicy, poza którą trudno o kompromis?
Jestem zdumiony, że polski rząd dopuścił do uruchomienia tego artykułu. Rząd, który powołuje się na spuściznę Solidarności. Czy zapomnieli, że naszym marzeniem przez lata było wejście do UE, której fundamentem działania jest porozumiewanie się, czyli szukanie kompromisów? Wszczęcie procedury z art. 7 to fatalna wiadomość. To groźne zwłaszcza teraz, gdy UE urządza rzeczywistość na nowo w związku z brexitem i nową perspektywą budżetową. A Polska potrzebuje jeszcze wielu środków z UE, by nadrobić dystans do najbardziej rozwiniętych krajów. Dziś to jest zagrożone.