Nadal nie są znane zasady wypłaty jednorazowych dodatków do rent i emerytur w przyszłym roku. Resort pracy wciąż nie zakończył prac nad projektem ustawy regulującej wypłatę takich świadczeń. Wiadomo tylko, że rząd na ten cel w projekcie ustawy budżetowej zarezerwował blisko 1,4 mld zł – tak wynika z wczorajszej dyskusji nad przyszłorocznym budżetem w zespole problemowym Rady Dialogu Społecznego ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych.
Do piątku partnerzy społeczni mają czas na wypracowanie wspólnego stanowiska w kwestii rządowego projektu ustawy budżetowej na 2017 r. Sprawa nie będzie łatwa, bo na wczorajszych rozmowach nie pojawił się żaden z przedstawicieli Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. A pytań skierowanych do resortu było dużo. Dotyczyły m.in. zasad waloryzacji świadczeń wypłacanych przez ZUS, KRUS oraz zakłady emerytalne. Stronie związkowej nie podoba się, że świadczeniobiorcy otrzymają jednorazowe dodatki.
Reklama

Reklama
– Kolejny rok z rzędu wypłaty emerytur i rent są zwiększane przez dodatki, które nie mają jednak wpływu na podstawę świadczenia – krytykował rządową propozycję Henryk Nakonieczny, przewodniczący zespołu problemowego RDS, członek Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.
Rozwiązania przedstawionego przez rząd broniła Hanna Majszczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. – Ustawa budżetowa nie jest miejscem, gdzie przedstawia się nowe rozwiązania dotyczące waloryzacji rent i emerytur. Czasu jest dużo, bowiem ustawa będzie potrzebna dopiero w lutym przyszłego roku – tłumaczyła.
Resort finansów przekonywał, że jednorazowe dodatki nie zastępują waloryzacji. Gdyby ich jednak nie było, to świadczenia wielu emerytów nie uległyby zmianie ze względu na deflację.
Ale to nie koniec sporów wokół Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Strona rządowa w przyszłym roku całość niedoboru środków tego funduszu chce pokryć z budżetu państwa w formie dotacji. W ubiegłych latach jego część była finansowana z pożyczki budżetu, która nie zwiększała prognozowanego deficytu budżetu centralnego. Oznacza to, że deficyt nie jest przesuwany do FUS, jak to miało miejsce w poprzednich latach. Powód? Z wyjaśnień resortu finansów wynika, że obecna forma uzupełnienia niedoboru nie jest możliwa do spłaty przez ZUS.
Są jednak i dobre wiadomości. W czasie dyskusji w RDS padło zapewnienie, że w przyszłym roku rząd nie będzie pożyczać pieniędzy w Funduszu Rezerwy Demograficznej.
– Nie będzie też żadnych zmian zasad finansowania tego funduszu. Nadal na jego konto będą wpływać środki z prywatyzacji – obiecała Hanna Majszczyk.
Jednocześnie resort wycofał się ze swojej wcześniejszej propozycji, która uzależniała wysokość podwyżek dla budżetówki od ograniczenia uprawnień do obniżenia wieku emerytalnego w wypadku dla osób mogących wykazać się stażem 35-letniem (kobiety) lub 40-letnim (mężczyźni). Natomiast w projekcie znalazły się środki na obniżenie wieku emerytalnego zgodnie z projektem prezydenckim.