Największe korzyści trafiłyby do lepiej sytuowanych emerytów czy emerytek – to wnioski z analizy Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA.

W obozie rządowym trwa dyskusja na temat realizacji postulatu wyborczego, jakim są renty wdowie. W kampanii wyszła z nim Lewica, ale także ludowcy. W obu przypadkach bazowa wersja zakłada, że wdowa lub wdowiec „odziedziczyliby” w przybliżeniu połowę świadczenia swojego małżonka, przewiduje to złożony w Sejmie projekt obywatelski.

Eksperci mają zastrzeżenia, bo to rewolucja w systemie emerytalnym, który jest oparty na indywidualnych świadczeniach wypracowanych przez ubezpieczonych, a koszty byłyby duże i zwiększyłyby dziurę w ZUS.

– Należy zadać sobie pytanie, jaki jest cel tych zmian. Jeśli jest nim ograniczenie ubóstwa, to propozycja jest źle zaprojektowana, bo ubóstwo można ograniczyć przy dużo niższych kosztach. Znowu rozmawiamy o reformie mocno obciążającej sektor finansów publicznych, a znacząca część środków zostanie skierowana do grup, które z punktu widzenia sytuacji materialnej tego wsparcia nie wymagają – podkreśla ekonomista dr hab. Michał Myck. Razem z innymi ekspertami z CenEA przygotował analizę obejmującą zarówno koszty dla państwa, jak i korzyści dla emerytów w zależności od poziomu ich dochodów.

Eksperci przygotowali także kontrpropozycję do pomysłu Lewicy. Na podstawie danych z Badania Budżetów Gospodarstw Domowych GUS autorzy sprawdzili sytuację dochodową małżeństw w wieku 65 plus i pokazali cztery warianty tego, co się wydarzy, gdy umrze jeden z małżonków. Pierwszy zakłada, że wdowiec czy wdowa będą dalej żyli wyłącznie z własnego świadczenia. Drugi, opiera się na obecnym modelu, tzn. wdowa może zamienić swoje świadczenie na rentę rodzinną, która wynosi 85 proc. emerytury zmarłego męża. Wariant trzeci to wersja znana z kampanii i projektu obywatelskiego, czyli albo wdowa otrzymuje swoje świadczenie plus 50 proc. renty rodzinnej po zmarłym małżonku, lub 50 proc. własnej emerytury plus 100 proc. renty rodzinnej. Pomysł CenEA, nazywany alternatywnym, to 100 proc. własnej emerytury plus połowa emerytury minimalnej.

Jak wynika z analizy w pierwszym wariancie, ryzyko ubóstwa dotyka 35 proc. wdów, w obecnym systemie dotyczy ono 21 proc., natomiast w przypadku pomysłów na rentę wdowią z kampanii czy wariantu alternatywnego wynosi ono odpowiednio 11 i 11,8 proc. Czym się różnią oba ostatnie warianty? Kosztami oraz dystrybucją korzyści. Jak podkreślają autorzy analizy, wprowadzenie renty wdowiej podnosi dochody brutto wdów ze świadczeń społecznych o 34,2 proc. względem systemu renty rodzinnej, a modelowany system alternatywny – o 14,7 proc. „Odnosząc te proporcje do wartości świadczeń obecnie uzyskiwanych przez wdowy i wdowców oznaczałoby to dodatkowe wydatki budżetowe wynoszące mniej więcej 24,1 mld zł rocznie w przypadku renty wdowiej i 10,5 mld zł rocznie w przypadku systemu alternatywnego” – podkreśla CenEA. To może świadczyć, że szacunki autorów obywatelskiego projektu o rencie wdowiej są zdecydowanie zaniżone, bowiem liczą oni koszty tego rozwiązania na 13 mld zł, czyli 11 mld zł mniej niż CenEA.

Kto byłby największym beneficjentem renty wdowiej? „Największe przeciętne korzyści w wyniku wprowadzenia renty wdowiej odniosłyby kobiety, które w systemie renty rodzinnej otrzymywałyby wysokie świadczenia. Przeciętny wzrost dochodu do dyspozycji kobiet otrzymujących świadczenia w przedziale 4501–5500 zł (brutto, miesięcznie) wyniósłby ponad 1200 zł miesięcznie po wprowadzeniu renty wdowiej. Z kolei kobiety ze świadczeniami w przedziale 501–1500 zł uzyskałyby dzięki wprowadzeniu renty wdowiej przeciętnie dodatkowo ok. 400 zł”. W przypadku pomysłu alternatywnego korzyści dla kobiet o najniższych dochodach wyniosłyby 440 zł, natomiast wzrost dochodu do dyspozycji kobiet, których świadczenia w obecnym systemie mieściłyby się w przedziale 4501–5500 zł, wyniósłby przeciętnie jedynie 220 zł.

System alternatywny jest i tańszy z punktu widzenia państwa, i daje nieco więcej osobom o niższych świadczeniach. „W oparciu o powyższe analizy wydaje się zatem, że ewentualne dodatkowe wsparcie państwa powinno zostać skierowane do stosunkowo wąskiej grupy wdów i wdowców, by móc efektywnie pomóc tym, którzy w wyniku śmierci współmałżonka znaleźli się rzeczywiście w trudnej sytuacji” – konkludują autorzy raportu.

Na razie podstawą do dyskusji jest obywatelski projekt ustawy, który wniesiony został jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu. Jego I czytanie przeprowadzono 7 lutego, od tamtej pory trwają prace w sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. Został wypracowany przez organizacje związkowe OPZZ oraz Lewicę. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, wywodząca się z Lewicy minister rodziny, pracy i polityki społecznej, zachwalając korzyści z projektowanych rozwiązań, zapewniała ostatnio, że mogą być wprowadzane jeszcze w tym roku, choć stopniowo.

W projekcie obywatelskim wpisano zasadę, że renta wdowia nie może być wyższa od trzykrotności przeciętnej emerytury. Po marcowej waloryzacji kwota ta przekroczy 8 tys. zł. Taki limit nie wszystkim się podoba. „Wysokość naszych emerytur nie jest prezentem od państwa, została przez nas wypracowana” – pisze w liście, który trafił m.in. do DGP „Wykluczona Grupa Wdów”, które w nowych warunkach nie otrzymałyby renty wdowiej. Liczbę takich osób sami autorzy listu szacują ok. 22 tys. osób. ©℗

Świadczenia emerytalne uzyskiwane przez kobiety i mężczyzn w małżeństwach w wieku 65+ w systemie bazowym / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe