Temat emerytur stażowych co jakiś czas wraca jak bumerang. Andrzej Duda jeszcze przed wyborami w 2015 r. zapowiadał wprowadzenie prawa do świadczenia uzależnionego wyłącznie od stażu pracy. Taką samą deklarację powtórzył, ubiegając się o reelekcję, ale odpowiedni projekt złożył w Sejmie dopiero pod koniec ubiegłego roku. Stało się to kilka miesięcy po tym, gdy do izby niższej parlamentu trafiła inicjatywa obywatelska w tej samej sprawie.
Obydwa projekty odstępują od zasady, że emerytura należy się osobom, które osiągnęły 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni) oraz wypracowały odpowiedni okres składkowy i nieskładkowy. Liczyć ma się przede wszystkim staż pracy. W obywatelskim projekcie ustawy przewidziano, że w przypadku kobiet będzie on wynosił 35 lat, a w przypadku mężczyzn – 40 lat, w inicjatywie prezydenckiej to odpowiednio 39 i 44 lata. W obu propozycjach warunkiem nabycia prawa do emerytury stażowej ma być zgromadzenie składek, które pozwolą wypłacić świadczenie w wysokości nie niższej niż emerytura minimalna (obecnie to 1338,44 zł brutto).