Nie sprawdziła się katastrofalna wizja rządu, zgodnie z którą osoby uprawnione do emerytur pomostowych będą uciekać z pracy na świadczenie. W 2008 r. zakładano, że każdego roku będzie przechodzić na nie około 5 tys. osób. Z wyliczeń wynikało więc, że do końca grudnia ubiegłego roku takie świadczenia powinno już pobierać 25 tys. osób. Tak się jednak nie stało. Z raportu przygotowanego przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawionego zespołowi ds. ubezpieczeń społecznych komisji trójstronnej wynika, że emerytury pomostowe pobierało 9319 osób.

Strachy na lachy

– Wyliczenia rządu były błędne. Ubezpieczeni wybierają pracę, a nie świadczenie z ZUS. Na pomostówkę odchodzą tylko te osoby, które faktycznie już nie mogą wykonywać obowiązków – zauważa Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Jej zdaniem odchodzą wyłącznie pracownicy z problemami zdrowotnymi lub ci, których firmy nie chcą już zatrudniać.

– Znam wiele zakładów, które pozbywają się osób z prawem do emerytury – dodaje Wiesława Taranowska.

W takiej sytuacji są najczęściej mężczyźni. Z danych MPiPS wynika, że w ubiegłym roku stanowili oni 79 proc. pobierających emerytury pomostowe. Liczba mężczyzn decydujących się na zakończenie aktywności zawodowej zwiększa się wraz z wiekiem, poczynając od osób, które ukończyły 58 lat.

Zróżnicowana wypłata

– O długości aktywności zawodowej faktycznie decyduje rynek pracy – zauważa Jan Klimek, zastępca prezesa zarządu Związku Rzemiosła Polskiego, przewodniczący zespołu TK ds. ubezpieczeń społecznych.

O tym, że sytuacja w Polsce pod tym względem wciąż nie jest najlepsza, przekonują statystyki. Choć liczba osób przechodzących na pomostówkę jest daleka od prognoz rządu, to jednak w ostatnim czasie wyraźnie rośnie (w ubiegłym roku o 34,9 proc.).

– Trzeba też pamiętać, że wśród pracowników z prawem do emerytur pomostowych są osoby, które wykonują m.in. bardzo ciężkie prace fizyczne. Często muszą zakończyć aktywność zawodową, chociaż wysokość świadczeń nie zachęca do odejścia z pracy – dodaje Andrzej Strębski, ekspert emerytalny OPZZ.

Z danych resortu pracy i polityki społecznej wynika, że najniższa emerytura pomostowa w grudniu 2013 r. wyniosła 831,15 zł. Dla porównania najniższe świadczenie wypłacane z systemu powszechnego opiewało na kwotę 799,18 zł.

Z kolei najwyższa pomostówka osiągnęła 5346,80 zł. Tak wysokie wypłaty otrzymują jednak tylko nieliczne osoby. Zaledwie 7 proc. uprawnionych wypłacana jest kwota powyżej 3 tys. zł. Dla porównania wypłaty do 2 tys. zł miesięcznie pobiera 38,6 proc.

Pracodawcy płacą

Nadal nierozstrzygniętym problemem związanym z wypłatą wspomnianych świadczeń jest opłacanie składek na Fundusz Emerytur Pomostowych za osoby, które nigdy nie będą mieć prawa do skorzystania z takiego rozwiązania (bo choć pracują w szkodliwych warunkach, nie spełniają ustawowych warunków do uzyskania pomostówek).

– W takiej sytuacji wpłaty te stają się podatkiem – zauważa Dariusz Jadczyk, przewodniczący zarządu Regionalnej Organizacji Pracodawców w Częstochowie.

Obciążając składkami wszystkich pracodawców, chciano zwiększyć wpływy do FEP. Po pięciu latach okazuje się, że szacunki rządu także i w tej kwestii były błędne. Zakładano bowiem, że wpływy z tego tytułu w 2013 r. wyniosą 62,81 mln zł (przy założeniu, że wszystkie osoby uprawnione do emerytur pomostowych będą wciąż pracowały na stanowiskach objętych składkami). Faktycznie zaś wpłynęło 215,7 mln zł. W tym roku kwota ta ma wynieść 230 mln zł przy założeniu, że wspomniane składki nadal będzie płacić 8,9 tys. płatników za 319,7 tys. zatrudnionych.

Z kolei wypłaty na emerytury mogą przekroczyć 328 mln zł. Rząd prognozuje bowiem, że liczba osób pobierających takie świadczenia może osiągnąć 11 tys. Ale i ta liczba ma niewiele wspólnego z pierwotnymi założeniami.