Rząd ma ogłosić przegląd emerytalny wraz z propozycjami zmian. Z przecieków prasowych można wywnioskować, że raport ten będzie wyjątkowo krytyczny wobec funduszy emerytalnych i jak się można domyślać, sugerujący nie wprost, że lepiej byłoby OFE po prostu zlikwidować.
A nie lepiej byłoby powiedzieć Polakom jasno, o co tak naprawdę chodzi? Mianowicie, że mamy obecnie do czynienia z najgłębszym od 2001 r. spowolnieniem gospodarczym, że dochody wpływają znacznie słabiej, niż wcześniej zakładano, że zarówno dynamika konsumpcji, jak i inwestycji są bliskie zeru, że inflacja też jest znacznie niższa od założeń. I że nie chcąc dokonywać trudnych reform, szczególnie po stronie wydatkowej, rząd zwraca się do Polaków z apelem o akceptację zawieszenia składki do filaru kapitałowego na dwa lata, tłumacząc to wyjątkową sytuacją gospodarczą. Bez całej tej dziwnej retoryki, sugerującej, że to, co prywatne i co ma coś wspólnego rynkiem finansowym, jest złe. Bo dąży do zysku, bo pobiera prowizje. Złe bo inwestuje w spółki na giełdzie, gdzie zmienność wycen akcji jest wyższa niż cen obligacji. Złe, bo tworzy swego rodzaju rezerwuar, po który kolejne rządy będą mogły lekką ręką sięgnąć. Taka retoryka jest niebezpieczna, bo za chwilę uderzy jak bumerang w inne instytucje prywatne, takie jak banki, firmy ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne czy nawet prywatne uczelnie.
W 2001 r. Leszek Miller szedł po władzę, używając retoryki o biednych szukających jedzenia w śmietnikach. Okazała się skuteczna w wygraniu wyborów, jednocześnie wzbudziła oczekiwania socjalne, które nie były do spełnienia. Tak samo może być tym razem – z powodu bieżących problemów fiskalnych zniechęca się Polaków do oszczędzania w prywatnych instytucjach, tym samym zupełnie zniechęcając do zapobiegliwości, tworząc nadzieje, że wszystko zapewni państwo. Byłby to znaczny regres zarówno w zrozumieniu gospodarki przez nasze społeczeństwo, jak i w postawach społecznych. Dlatego już znacznie lepiej byłoby zamiast całej tej retoryki i ideologii wprost powiedzieć społeczeństwu, o co chodzi. Inaczej zniechęcimy na dobre naszych obywateli nie tylko do OFE, lecz także do wszelkich form dobrowolnego oszczędzania jak do rynku jako takiego. Tak przez lata działo się we Francji, dziś kraj ten jest głównym hamulcowym liberalizacji rynku czy też szerszego otwarcia na wolny handel.
Tu przecież nie chodzi o OFE, ale o system kapitałowy jako taki. Przeciwstawianie go systemowi repartycyjnemu zarządzanemu przez ZUS jest zupełnym pomieszaniem pojęć. Bo jak wiadomo, ZUS nie zarządza żadnymi pieniędzmi, jedynie je rejestruje, nalicza, wypłaca. Pełni bardzo ważną funkcję, ale w żadnym wypadku nie ma ona nic wspólnego z zarządzaniem środkami. Powszechne towarzystwa emerytalne z kolei pieniędzmi zarządzają, nie wykonują jednak większości czynności realizowanych przez ZUS. Nie ma sensu też cała dyskusja, gdzie pieniądze są bezpieczne, a gdzie nie. W ZUS ich przede wszystkim nie ma, a wypłaty świadczeń będą zależeć od odpowiedzialnych decyzji przyszłych rządów. Z kolei w filarze kapitałowym będzie to pochodna globalnej dynamiki gospodarki i efektywności zarządzania. Oba te filary, jak wiadomo, są narażone na różne ryzyka, dlatego też wszelkie porównania będą chybione. Stworzony w Polsce system był bezpieczniejszy od monopolu państwa, ważne, aby tak też zostało.
Najważniejsza na rynku jest konkurencja. Bez względu na to, czy dotyczy to procesu, kiedy pieniądze są zbierane, czy też wypłacane. W wariancie monopolu nie możemy zdywersyfikować ryzyka, w dodatku jeszcze koszty są wyższe. Jeśli więc dokonuje się zmian z powodów bieżących trudności budżetowych, to nie warto wywracać do góry nogami całej konstrukcji systemu, sugerując, że nic gorszego niż OFE nie mogło się Polsce przytrafić.