Skoro i tak dostanę małą emeryturę albo ZUS zbankrutuje, to lepiej płacić jak najmniej. I wydać te pieniądze na siebie już dziś. A jeśli nie zbankrutuje? To i tak dostanę jakieś minimalne świadczenie.
W potocznym wyobrażeniu tarcia wokół emerytur to konflikt starych z młodymi – tych, którzy na nie łożą, z tymi, którzy je dostają. Ale tak naprawdę ten spór dotyczy zupełnie innych grup: tych, którzy składki emerytalne opłacają, i tych, którzy ich nie płacą lub płacą niewiele. Od tego, która strona przeważy, zależy przyszły kształt systemu emerytalnego. Bo on tylko określa zasady podziału pieniędzy. Można to robić według wpłaconych składek – jak obecnie u nas, według stażu pracy – jak w Niemczech, czy po równo – jak w idei emerytur obywatelskich.
Przyczyna tego sporu jest jasna: wiele osób może spodziewać się emerytury w minimalnych granicach. Dowodem na to są kalkulacje ZUS, który wyliczył świadczenie dla osób odprowadzających składki jak przy prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej, czyli od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Stawki obliczono dla mężczyzny urodzonego w 1953 r., przechodzącego na emeryturę w wieku 65 lat, oraz dla kobiety z rocznika 1958, która przechodzi na emeryturę w wieku 60 lat. Symulacje przeprowadzono dla różnych długości trwania okresów składkowych. Gdyby mężczyzna rozpoczął pracę w styczniu 1994 r. (24 lata okresów składkowych), jego emerytura wyniosłaby 1049,39 zł, a gdyby podjął pracę w styczniu 1995 r. (23 lata okresów składkowych), otrzymałby 984,23 zł. Kobieta rozpoczynająca pracę w styczniu 1991 r. (27 lat okresów składkowych) otrzymałaby emeryturę w wysokości 1049,12 zł, staż pracy o rok krótszy dałby jej świadczenia w wysokości 999,73 zł. Ważne zastrzeżenie: w praktyce te emerytury byłyby wyższe, jeśli te osoby miałyby zaliczony kapitał początkowy. Ale i tak w każdym z pokazanych przypadków wysokość świadczenia waha się w granicach dzisiejszego minimum (1000 zł). A stąd niedaleka droga do przekonania, że skoro płacę niskie składki i dostanę niskie świadczenia, to nie mam żadnego interesu, by płacić na ZUS więcej.