Związkowcy nie zgodzą się na zabranie rolnikom emerytur wypłacanych przez ZUS za składki od umów-zleceń. Chcą zachowania prawa do dwóch świadczeń bez względu na wysokość wypłaty.
Zapowiedź minister pracy Elżbiety Rafalskiej dotycząca likwidacji emerytur groszowych wywołała oburzenie na wsi. Rolnikom nie spodobały się m.in. stwierdzenia, że wypłata takich świadczeń kompromituje państwo, a na dodatek generuje niepotrzebne koszty. „To naraża nas na śmieszność, a dodatkowo pozwala na nabywanie prawa do innych świadczeń” – tak publicznie oświadczyła minister Rafalska. Ale nie wyjaśniła, co miałoby się stać z odprowadzonymi pieniędzmi, tzn. czy byłyby np. jednorazowo wypłacane, czy przejęte przez ZUS.
– Może dla urzędnika w Warszawie emerytura wynosząca 20 albo 50 zł nie ma znaczenia. Ale dla rolnika jest ważnym dodatkiem do świadczenia z KRUS. Tym bardziej że emerytury rolnicze są bardzo niskie – tłumaczy Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. – Rolnika nie obchodzi, ile kosztuje jej wypłata. On już zapłacił za swoją emeryturę, kiedy zostały odprowadzone składki od jego niewielkiego zlecenia wykonanego na rzecz czy to gminy, czy też ochotniczej straży pożarnej – dodaje.