Jeżeli wędkarz albo jakakolwiek inna osoba zauważy, że coś dzieje się złego z rzeką, widzi martwe ryby albo jakąś substancję unoszącą się na tafli wody idzie najprawdopodobniej na policję, zgłasza ten fakt. Co dalej powinno się wydarzyć?

Dalej policja powinna powiadomić na pewno Wody Polskie, ponieważ one odpowiadają za gospodarkę wodną w naszym kraju oraz Inspekcję Ochrony Środowiska z racji tego, że GIOŚ odpowiada za monitoring środowiska, a więc również i wód.

Czym te dwie instytucje się od siebie różnią?

Reklama

Wody Polskie są organem dość młodym, bo działającym od 1 stycznia 2018 roku. świeżo powołanym, który odpowiada za wydawanie zgód wodnoporawnych, w tym na szczególne korzystanie z wód, a WIOŚ i GIOŚ są organami inspekcji ochrony środowiska, które mają obowiązek, raz na jakiś czas, przeprowadzać monitoring wód, wiedzą więc jaki jest stan rzeki, a ponadto mogą przeprowadzić kontrole interwencyjne w przypadku powzięcia informacji o zanieczyszczeniu środowiska.

To wszystko?

Reklama

Tych organów ochrony środowiska, które – mówiąc kolokwialnie – mogłyby coś w tym temacie zdziałać jest więcej, ale ich specjalizacje są już nieco inne, więc w pierwszej kolejności zawiadamia się te dwie instytucje. Poza instytucjami z zakresu ochrony środowiska jest jeszcze wojewoda, jako organ administracji publicznej, który pełni rolę wysłannika rządu w terenie i powinien wiedzieć, co się dzieje na terenie całego województwa.

Czy o każdym zdarzeniu powinny być te organy informowane i czy jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się tym instytucjom, że doszło do jakiegoś mało znaczącego incydentu, to powinny w jakiś określony sposób zareagować?

Od tego właśnie są chociażby wcześniej przeze mnie wspomniane pozaplanowe, interwencyjne kontrole inspekcji ochrony środowiska. Jeśli jest zgłoszony incydent, to trzeba jego przyczynę ustalić, a organy powinny działać zgodnie ze swoją właściwością.

Pierwsze informacje, które docierały z WIOŚ jeszcze w lipcu mówiły o tym, że mamy do czynienia z pojedynczymi sztukami martwych ryb, że może to jest przyducha, która nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym. Na tym etapie to mogłoby uzasadniać dlaczego działania instytucji były – powiedzmy – „mało energiczne”. Czy przepisy regulują sposób postępowania przy każdym tego typu zdarzeniu?

Jest szereg przepisów, z których taki obowiązek można by było wyprowadzić. Ustawy nie podają konkretnych terminów na reakcję, posługują się za to często sformułowaniem ,,niezwłocznie’’.

Należy zatem oczekiwać właściwej reakcji od organu, który pierwszy taką informację poweźmie – powinna ona polegać na niezwłocznej ocenie, czy zgłoszony problem leży w jego właściwości, a jeśli tak – to podjąć odpowiednie działania, jeśli zaś nie – równie niezwłocznie poinformować organ właściwy lub też podjąć współpracę z innymi organami jeżeli złożoność sprawy wskazuje, że trzeba działać bardziej kompleksowo.

Dochodzimy do momentu, w którym dowiadujemy się, że to nie jest zwykły incydent, że martwych ryb są już tony. Kto wówczas przejmuje pałeczkę i zajmuje się zarządzaniem działaniami wszystkich zainteresowanych instytucji?

Zastanawiałam się nad tym zagadnieniem – istotne jest, że złożoność problemu Odry przekłada się na mnogość właściwości poszczególnych organów, trudno zatem jednoznacznie wskazać tzw. project albo wręcz problem managera. Przepisy mówią o zasadzie współdziałania organów, chociaż na podstawie ustawy o zarządzaniu kryzysowym wydaje się, że pierwsze skrzypce powinien grać wojewoda lub też poszczególni wojewodowie, bo skala problemu już przekroczyła granice jednego województwa. W toku postępowania te organy ze sobą współpracują po to, żeby wyjaśnić stan faktyczny i stan prawny mając na względzie słuszny interes obywateli oraz sprawność postępowania, czyli ten aspekt, który w tej sytuacji jest najważniejszy. Co ważne, te środki, które służą do komunikowania się mają być adekwatne do charakteru, okoliczności i stopnia złożoności sprawy. Zatem, jeśli jest taka sytuacja, że tych martwych ryb jest dużo, są one w wielu województwach, to w tym momencie im szybsze informowanie, tym jest ono lepsze. pisanie oficjalnych pism jest tu kwestią drugorzędną.

Kolejny etap tej historii to moment, w który martwych ryb przybywało, ale w żaden sposób nie zostali o potencjalnym zagrożeniu poinformowani obywatele. Dopiero po nacisku mediów został do mieszkańców rozesłany alert RCB. Kto odpowiada za ten element zarządzania kryzysowego?

W zarzadzaniu kryzysowym chodzi o dwie zasady. Po pierwsze jest to współdziałanie organów - to fundament. Po drugie - obowiązek podjęcia działań w zakresie zarządzania kryzysowego spoczywa na tym organie właściwym w sprawach zarządzania kryzysowego, który pierwszy otrzymał informację o wystąpieniu zagrożenia. Wskazują na to przepisy ustawy o zarzadzaniu kryzysowym.

O konieczności powiadomienia ludności o zagrożeniu decydują chociażby właściwi ministrowie albo wojewodowie. To na ich polecenie dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa zleca rozesłanie alertów.

Moim zdaniem taki, a nie inny czas rozesłania alertów mógł wynikać z tego, że organy uznały, że nie mamy do czynienia z sytuacja kryzysowa, która również ma ustawowa definicje (podobnie jak zarzadzanie kryzysowe).

Jaka w tym wszystkim powinna być rola wojewody i czy jego urlop jakoś wpływa na tę rolę?

Tak jak już wspominałam, tutaj też można powiadamiać się przez telefon. Wojewoda jako przedłużenie rządu w terenie powinien dysponować wszystkimi informacjami od podległych mu służb. Tu można pokusić się o stwierdzenie, że to właśnie wojewoda powinien być tym project managerem, o którym wcześniej rozmawiałyśmy. Organy wyspecjalizowane poruszają się w ramach swoich ustaw, a wojewoda powinien te wszystkie działania spinać. To, że w tym czasie był na urlopie nie powinno wpływać na funkcjonowanie urzędu. Nieobecność jednej osoby nie może blokować całego organu i wszystkich innych służb.

Czy mogło dojść do takiej sytuacji, że wicewojewodowie nie wiedzieli co w takiej sytuacji robić albo, że – hipotetycznie – nie mieli jakichś uprawnień do podjęcia działań?

Ciężko sobie wyobrazić, żeby taka sytuacja zaszła. Raz, że obowiązują przepisy, które mówią tym, że jeżeli wojewoda nie pełni obowiązków służbowych, zakres zastępstwa wicewojewody, a w przypadku powołania dwóch wicewojewodów - I wicewojewody, rozciąga się na wszystkie kompetencje wojewody. A dwa, że to nie są osoby z przypadku. Na wspólnej konferencji prasowej zadeklarowali, że w ostatnim czasie byli w kontakcie, więc te uprawnienia do działania były. Jeszcze pomocny może być regulamin Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, który mówi, że "Wojewoda kieruje Urzędem przy pomocy I i II Wicewojewody, Dyrektora Generalnego oraz dyrektorów", a "Urząd działa pod bezpośrednim kierownictwem Wojewody, zgodnie z jego zarządzeniami, decyzjami, wytycznymi i poleceniami", zaś "bezpośredni nadzór nad zadaniami realizowanymi przez Wydział Nieruchomości, Rolnictwa i Środowiska sprawuje I Wicewojewoda".

Wracając jeszcze do badań próbek. Wiemy, że od pierwszych zgłoszeń były pobierane próbki wody, nie wiemy czy były badane ryby. Minister Moskwa upiera się przy stwierdzeniu, że te próbki są reprezentatywne, natomiast nie chce podać dat, w których były pobierane. Czy przepisy w jakikolwiek sposób to regulują?

Przepisy określają, które laboratoria mają akredytację, czyli ich wyniki są honorowane przez inne instytucje. Mamy przepisy, które regulują w jaki sposób pobrać próbkę wody i ryby. Natomiast, w jakim to powinno być czasie – tego przepisy nie regulują. Ciężko by było stworzyć takie przepisy. Prawo daje pewne ramy do działania, a to w jaki sposób te ramy zastosować w konkretnym przypadku to już kwestia sprawności administracji. Jeśli są hasła, że administracja jest niesprawna, to dlatego że przepisy, które obowiązują nie zostały w odpowiedni sposób wykorzystane. Rzadko kiedy są takie przepisy, że mamy np. jeden czy dwa dni na taki pobór.