W ubiegłym tygodniu do protestów przeciw wygaszeniu węgla do 2030 r. wezwał związki zawodowe premier Saksonii Michael Kretschmer z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Zdaniem Kretschmera, który stoi na czele jednego z regionów zależnych od węgla, planowane przez nową koalicję przyspieszenie coalexitu o osiem lat stanowi naruszenie zaufania pracowników sektora. Odmienne stanowisko przyjął szef rządu sąsiedniej Brandenburgii, socjaldemokrata Dietmar Woidke, który twierdzi, że Łużyckie Zagłębie Węglowe – znajdujące się na pograniczu dwóch landów – może się stać wzorem skutecznej transformacji dla reszty Europy. – To dla nas wielka szansa – przekonuje socjaldemokrata.
Dyskusja między politykami, którzy jako członkowie komisji węglowej firmowali założenia pierwotnego kompromisu, zakładającego wygaszenie branży do 2038 r. z możliwością przyspieszenia procesu o trzy lata, zapowiada zmiany w debacie publicznej za Odrą. W ostatnich latach opozycja domagała się najczęściej przyspieszenia transformacji, a głosy domagające się wolniejszego tempa czy wręcz kwestionujące zasadnicze kierunki zmian były rzadkością. Pod wpływem krytyki ze strony rosnących w siłę Zielonych rząd Angeli Merkel podniósł w ostatnich miesiącach przed wyborami cele klimatyczne RFN. Według ekspertów konieczność przyspieszenia odejścia od węgla jest naturalną konsekwencją tego planu, zakładającego redukcję emisji o 65 proc. do końca dekady i neutralność klimatyczną do 2045 r.
Według Adama Traczyka z think tanku Global Lab znaczący wpływ na dyskusję dotyczącą polityki klimatyczno-energetycznej Berlina będą miały wyniki wyborów nowego kierownictwa CDU. Do faworytów w walce o partię należy przedstawiciel prawego skrzydła chadecji Friedrich Merz. Jak ocenia Traczyk, w przypadku jego zwycięstwa konserwatywny kurs w sprawie transformacji będzie bardziej prawdopodobny, ponieważ polityk jest znany ze stawiania na polaryzację i przekaz odwołujący się do nostalgii za przemysłową potęgą Niemiec. Linia chadeków pozostanie natomiast łagodniejsza w przypadku zwycięstwa któregoś z umiarkowanych polityków, np. byłego ministra środowiska Norberta Röttgena.
Reklama
Ekspert zwraca również uwagę, że kwestia wcześniejszego coalexitu budzi mniejsze emocje w zachodniej części Niemiec. – A landy wschodnie ze względów demograficznych i gospodarczych ważą w niemieckiej polityce mniej – tłumaczy. Spółka RWE, która zarządza kopalniami i elektrowniami węglowymi w Nadrenii Północnej-Westfalii, już w październiku oświadczyła, że przyspieszenie coalexitu wpisuje się w jej strategię. Zaś były premier landu Armin Laschet, który ubiegał się o urząd kanclerza z ramienia chadeków (znany m.in. jako zwolennik budowy ostatniego w Europie bloku węglowego Datteln 4), opowiadał się wprawdzie za utrzymaniem w mocy wcześniejszych ustaleń, ale i wskazywał, że koniec niemieckiego węgla może nastąpić wcześniej wskutek działania sił rynkowych.
Na regionalny potencjał kontestacji zmian wskazują też sondaże. W Łużyckim Zagłębiu Węglowym odejście od węgla popiera nieco ponad jedna trzecia mieszkańców. W skali całego kraju Niemcy należą do najbardziej protransformacyjnych społeczeństw Europy. Niemal 30 proc. z nich uważa zmianę klimatu za najpoważniejszy problem współczesnego świata. Co do konieczności transformacji zgadza się zaś od 70 do 90 proc. Niemców. Większy potencjał może mieć podnoszenie kwestii związanych ze sprawiedliwą dystrybucją kosztów transformacji czy nazbyt szybkim tempem zmian w transporcie drogowym. Ewentualny zwrot chadeków w stronę sceptycyzmu transformacyjnego będzie utrudniała też bawarska Unia Chrześcijańsko-Społeczna.
Zdaniem Traczyka w dyskusji na szczeblu federalnym bardziej znaczący może się natomiast okazać temat atomu. Zgodnie z harmonogramem zatwierdzonym przez rząd Merkel ostatnie reaktory mają zostać wyłączone z końcem przyszłego roku. Krytycy uważają, że rezygnacja z nieemisyjnej energetyki jądrowej podważa cele klimatyczne i w krótkiej perspektywie grozi zwiększeniem zużycia węgla i gazu.