Aktywiści domagają się wycofania wprowadzających w błąd twierdzeń zawartych w kampaniach koncernu, ich sprostowania oraz zrekompensowania. Chevron odpowiada, że skarga jest niepoważna. Ale są przesłanki, że ekologom może się udać. Jeszcze w grudniu jeden z zarządzających FTC komisarzy Rohit Chopra, który obecnie odpowiada za sprawy konsumenckie w administracji Joego Bidena, sygnalizował, że komisja zwiększy aktywność w zakresie greenwashingu. Jeśli komisja uruchomi postępowanie przeciwko naftowemu potentatowi, może ruszyć prawdziwa lawina.
FTC nie po raz pierwszy miałaby zweryfikować wiarygodność zielonego marketingu – pierwsze regulacje dotyczące greenwashingu przyjęła prawie 30 lat temu, zajmowała się już m.in. biodegradowalnym plastikiem i zielonymi certyfikatami umieszczanymi na produktach. Ale wojna z Chevronem ma szanse być największa i najbardziej brzemienna w skutkach. Chevron jest drugą co do skali najbardziej trującą środowisko firmą na świecie (wyprzedza ją tylko Saudi Aramco). Klimatyczny bilans koncernu to ponad 43 mld ton gazów cieplarnianych uwolnionych do atmosfery (mierzonych jako ekwiwalent CO2). Koncern ma też na koncie liczne katastrofy ekologiczne, w tym jeden z największych w ostatnich latach wycieków ropy (ponad milion litrów ropy zalało jeden z kalifornijskich kanionów). W dalszym ciągu nie dysponuje natomiast planem, który zakładałby bezwzględną redukcję emisji. Autorzy skargi wyliczyli ponadto, że Chevron na przestrzeni ostatniej dekady przeznaczył jedynie 0,2 proc. swoich inwestycji na rozwój niskoemisyjnych źródeł energii. Ten niechlubny bilans kalifornijskiej firmy nie przeszkadza jej realizować wielomilionowych kampanii, które prezentują ją w zielonych barwach.