Rozpoczął się kolejny sezon grzewczy. Rok temu obniżono poziomy informowania i alarmowania o smogu (odpowiednio z 200 do 100 mikrogramów na metr sześcienny i z 300 do 150 mikrogramów na metr sześcienny). Przypomnijmy, że wówczas Ministerstwo Zdrowia proponowało, aby reagować i ostrzegać o szkodliwym powietrzu jeszcze szybciej, czyli wtedy, gdy stężenia trujących pyłów sięgną pułapów: 60 i 80 mikrogramów. Jednym z pojawiających się kontrargumentów było jednak to, że zbyt częste alerty sprawią, iż mieszkańcy się na nie znieczulą i zaczną bagatelizować problem. Jest jednak inaczej: problem jest bagatelizowany, jeśli alertom nie towarzyszą konkretne działania.

Alerty dla nikogo

– Ubiegły sezon był pod względem smogu łaskawy – było ciepło i wietrznie. Nie było tak wysokich stężeń jak w roku 2017, przekroczenia jednak występowały – mówi Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego.

W jednej z najbardziej narażonych na smog miejscowości – Rybniku – poziomy smogu (wartości średniodobowe) od 10 października ub.r. do 9 kwietnia br. były przekroczone 13 razy, w tym cztery razy ponad próg alarmu (patrz: infografika). Najgorszy pod tym względem był 12 grudnia – wówczas stężenie pyłu zawieszonego PM10 osiągnęło średniodobową wartość aż 268 mikrogramów na metr sześcienny. Mniejsze przekroczenia odnotowano także w innych gminach w kraju, m.in. Otwocku, Legionowie, Katowicach, Zawierciu.

Mieszkańcy jednak nie zawsze się o tym dowiadują. – Informowanie o zagrożeniu szwankuje. Jeśli alarm smogowy jest ogłoszony w sobotę rano, to nikt go nie odczyta do poniedziałku – komentuje Piotr Siergiej.

Gminy muszą polegać na przepływie informacji z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którego czujniki mierzą jakość powietrza, do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, a następnie do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego i reagować według zasad określonych w planie działań krótkoterminowych, który jest częścią obejmującego województwo Programu Ochrony Powietrza.

Nie wykorzystuje się do informowania o smogu systemu SMS-owego – choć został on użyty np. podczas awarii kolektora ściekowego oczyszczalni Czajka w Warszawie. Do mieszkańców dotarł apel, by unikali kąpieli i sportów wodnych w Wiśle.

– Jesteśmy ostrzegani o porywistym wietrze, o ulewach, możliwym podwyższeniu stanu wód w regionie, ale o smogu już nie – zwraca uwagę Emil Nagalewski z Fundacji 360!. – Nawet jeśli informacje o złej jakości powietrza są upowszechniane, to nieregularnie – dodaje.

Fundacja 360! dwa lata temu wysłała ankiety do losowo wybranych placówek oświatowych zachodniego subregionu Śląska, by sprawdzić, czy informacje o przekroczeniach docierają do zainteresowanych. Okazało się, że większość przedszkoli i szkół de facto nie informowała o tym personelu ani podopiecznych, niezależnie od tego, jak były one wysokie. Główne działanie polegało na wywieszeniu wydruku ze strony Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, co dla większości odbiorców było nieczytelne.

Podobnie postępuje część gmin: alarmuje mieszkańców przez umieszczenie informacji na stronie internetowej. – Jeśli na Śląsku, w regionie z dużym problemem smogu, nie podchodzi się do tego z powagą, to w innych częściach kraju może to wyglądać tylko gorzej – mówi Emil Nagalewski.

Między młotem a kowadłem

Eksperci przekonują, że alerty ogłaszane w szkołach czy przedszkolach w postaci suchych informacji nie mają większego sensu, zwłaszcza jeśli nie idą za nimi konkretne działania.

Za emisję szkodliwych substancji odpowiadają złej jakości kotły i piece służące do ogrzewania domów. Część mieszkańców bagatelizuje jednak problem, który stał się dla nich normą. – Bez restrykcji nie będzie zmiany. Problemu smogu nie da się rozwiązać inaczej, niż likwidując jego źródła – mówi Zdzisław Kuczma z Rybnickiego Alarmu Smogowego.

Epidemia jedynie unaoczniła ten fakt. Przykładowo działania krótkoterminowe podejmowane przez gminy zakładają zamykanie okien w szkołach, z kolei w związku z zagrożeniem koronawirusem pomieszczenia mają być wietrzone.

Piotr Siergiej przypomina, że w Polsce mamy już 12 uchwał antysmogowych, w których zapisane są konkretne daty likwidacji kopciuchów. – Na Mazowszu mamy jeszcze tylko trzy lata na zlikwidowanie najgorszej jakości kotłów na węgiel. Ale gdyby pojechać na mazowiecką wieś i zapytać mieszkańców, to okazuje się, że nikt nie wie, że urządzenie, które obecnie użytkuje, za trzy lata będzie nielegalne – podkreśla. I zaznacza, że odpowiedzialność za informowanie mieszkańców jest rozmyta.

W 2017 r. informacje o szkodliwym powietrzu w Polsce przebiły się do mainstreamu. Jednak jedna cieplejsza zima, a także epidemia spowodowały, że kwestia smogu zeszła na kolejny plan.

Tymczasem problem nie przestał być palący. Doktor Katarzyna Musioł, lekarz pediatra, onkolog i hematolog dziecięcy, dowodziła na konferencji zorganizowanej w ostatnich dniach przez Rybnicką Radę Kobiet, że jest relacja między zachorowalnością na raka mózgu wśród dzieci a jakością powietrza. To wynik badania pół tysiąca historii dzieci leczonych w ciągu ostatnich 15 lat z powodu nowotworu w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Rybniku.