Urzędy marszałkowskie nie mają dostępu do sprawozdań składanych przez przedsiębiorców z gospodarki odpadami. Powodem jest wciąż niedopracowany system. A przed nim kolejne wyzwania.
Reklama
DGP
Choć niektóre podstawowe funkcje systemu BDO nie działają prawidłowo, z opublikowanego projektu nowelizacji ustawy o odpadach wynika, że od 1 stycznia 2021 r. do bazy odpadowej mają trafiać kolejne dane: o fakturach i rachunkach. Cel jest szczytny: walka z szarą strefą.
Użytkownicy systemu zaznaczają jednak, że najpierw należałoby doprowadzić do sytuacji, w której ewidencja i sprawozdawczość w formie elektronicznej będą działać bez zarzutu, a dopiero później myśleć o rozszerzaniu funkcjonalności BDO.
Ministerstwo Klimatu z kolei uspokaja, że projekt jest na początkowym etapie prac, a zgłoszone uwagi będą analizowane.

System daleki od ideału

Do 11 września sprawozdania do urzędów marszałkowskich musieli złożyć przedsiębiorcy wprowadzający na rynek opakowania i produkty w opakowaniach, a także ci, którzy je eksportują. Do systemu powinny trafić także rozliczenia właścicieli sklepów i hurtowni, którzy oferują torby objęte opłatą recyklingową, czyli tzw. foliówki.
Najwięcej sprawozdań dopiero jednak wpłynie. 31 października mija termin, do kiedy z ilości wytworzonych w ubiegłym roku odpadów powinny rozliczyć się pozostałe podmioty: przedsiębiorcy, którzy je wytwarzają, a także firmy działające na rynku odpadowym.
W systemie nie uruchomiono jednak jeszcze wszystkich potrzebnych modułów. Z informacji DGP wynika, że modułu dostępności dedykowanego jednostkom administracji publicznej (JAP) nie mają wciąż urzędy marszałkowskie. Oznacza to, że urzędnicy nie mają wglądu do sprawozdań, które do nich wpływają.
W dodatku niektórzy przedsiębiorcy, którzy sprawozdania za zeszły rok już złożyli, będą musieli je poprawiać, bo system nie przyjmował wszystkich wartości. W złożonych już rozliczeniach są więc błędy.
– Z korektami czekamy, aż zostanie naprawiony system – mówi Robert Kapuściński z firmy darsoft.pl.

Zgrzyty także w ewidencji

Sprawę komplikuje to, że urzędy marszałkowskie nie rozpatrzyły wszystkich wniosków firm o rejestrację w systemie. Wielu przedsiębiorców dopiero pod koniec ubiegłego roku postanowiło wysłać dokumenty w tej sprawie, gdyż od stycznia 2020 r. ewidencja odpadów miała być możliwa wyłącznie w formie elektronicznej (termin ten jednak przesunięto na styczeń 2021 r.).
Zdaniem urzędników nadmierne obciążenie wynikało z nieodpowiednio przygotowanego systemu. W województwie zachodniopomorskim wnioski wciąż wpływają, i to w dużej liczbie. Zdecydowana większość została rozpatrzona. Te, które pozostały do wpisania, mają braki i czekają na uzupełnienie. Z kolei w urzędzie marszałkowskim województwa pomorskiego czeka kilkadziesiąt, maksymalnie ok. 100 wniosków, które muszą zostać poprawione. W województwie lubuskim na rozpatrzenie czeka jeszcze 850 wniosków: to nowe podania, ale też złożone wcześniej, które wymagają aktualizacji lub wykreślenia z rejestru podmiotów. W urzędzie marszałkowskim w województwie małopolskim tylko od stycznia rozpatrzono 36 tys. wniosków, 280 jest w trakcie procedury.
Opóźnienia spowodowały kolejny problem. Firmy, które nie zdążyły zarejestrować się w bazie w 2019 r., jeszcze do końca tego roku mogą ewidencjonować odpady na dokumentach papierowych. Dane z nich i tak jednak muszą trafić do BDO.
Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami, wskazuje, że system umożliwia co prawda uzupełnienie danych w systemie, ale wyłącznie z datą bieżącą. – Nie ma możliwości wpisania danych z datą wsteczną. W takiej sytuacji nie będą się zgadzały – zaznacza.
Robert Kapuściński zauważa też, że BDO rozwija się przez dodawanie kolejnych funkcjonalności, ale wciąż brakuje najważniejszej, czyli systemu uprawnień. I dodaje, że część problemów wynika z braku zrozumienia przez Ministerstwo Klimatu potrzeb rynku, braku konsultacji technicznych i merytorycznych z branżą.

Kosztowna szara strefa

Resort tymczasem planuje rozszerzenie funkcjonalności BDO już od 1 stycznia przyszłego roku. Proponuje, aby dokumenty potwierdzające odbiór i przyjęcie odpadów były powiązane z odpowiednią fakturą VAT lub rachunkiem, czyli z danymi ewidencjonowanymi przez administrację skarbową w jednolitych plikach kontrolnych (JPK).
Przywołuje szacunki NFOŚiGW, z których wynika, że wartość szarej strefy w sektorze odpadowym wynosi obecnie ok. 3,5–4 mld zł, zaś poza legalnym obrotem znajduje się ok. 8 mln ton odpadów. Z kolei według wyliczeń ekspertów Krajowej Izby Gospodarczej – które także przytoczono w uzasadnieniu projektu – to od 2,7 mld zł do nawet 6 mld zł.
Dzięki zintegrowaniu dokumentów urzędnicy lub inspektorzy sprawdzą, czy dane wprowadzane do systemu są prawdziwe. Działalność mafii śmieciowych polega m.in. na odbiorze za grube pieniądze odpadów niebezpiecznych lub innych, trudnych do zutylizowania, a następnie porzucaniu ich w magazynach, halach lub zakopywaniu w wyrobiskach. Współpraca z Krajową Administracją Skarbową ma tego rodzaju proceder wyeliminować. To jeden z priorytetów odpowiadającego za gospodarkę odpadami wiceministra klimatu Jacka Ozdoby (Solidarna Polska).
W ciągu 10 lat budżet państwa na uszczelnieniu systemu ma zyskać ponad 12 mld zł. Tylko w 2021 r. do państwowej kasy miałoby wpłynąć 1,8 mld zł, a do budżetów samorządów dodatkowe 676 mln zł.

Pośpiech złym doradcą

Pytanie nie brzmi: czy takie rozwiązanie wprowadzać, ale: kiedy? Luk do uszczelnienia w BDO jest tyle, że według Karola Wójcika z nowymi pomysłami należałoby się wstrzymać jeszcze rok – do czasu, gdy system w wersji podstawowej będzie w pełni funkcjonalny. – Dodawanie kolejnych rozwiązań, które miałyby funkcjonować już za trzy miesiące, jest ryzykowne, chociaż projektowane rozwiązanie jest potrzebne w walce z szarą strefą – podkreśla.
W podobnym tonie wypowiedział się już w lutym tego roku Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w odniesieniu do opublikowanych założeń projektu zmian w ustawie o odpadach.
Robert Kapuściński zaznacza z kolei, że jest w stałym kontakcie z Instytutem Ochrony Środowiska-Państwowym Instytutem Badawczym, który odpowiada za wdrożenie BDO. – Rozwiązanie bieżących problemów wymaga czasu. W tej sytuacji złym pomysłem jest dorzucanie kolejnych zadań przez zleceniodawcę systemu, czyli Ministerstwo Klimatu – podkreśla. – Nie jest możliwe stworzenie systemu informatycznego bez etapu jego testowania. Obecnie wykryte błędy wracają do programistów jako zadania do rozwiązania, a oni nie mogą się nimi zająć, bo dostają kolejne zlecenia – dodaje.
Resort zaznacza, że wszystkie uwagi do projektu ustawy zostaną poddane analizie w celu wypracowania najbardziej optymalnych rozwiązań. – Zarówno usprawniających funkcjonowanie podmiotów gospodarujących odpadami, jak i pracę administracji – czytamy w odpowiedzi udzielonej DGP.
Etap legislacyjny
Projekt skierowany do konsultacji publicznych