Szersze uprawnienia strażników mogą się przełożyć na wyższe wpływy do samorządowych budżetów. Warunek: funkcjonariusze będą surowo karać za trucie środowiska
Tendencja od kilku lat się nie zmienia: straże miejskie i gminne albo są likwidowane, albo ich szeregi nie są zasilane nowymi osobami i z odejściem ostatnich funkcjonariuszy na emeryturę jednostka przestaje istnieć. Argumenty, dla których samorządom nie zależy na utrzymaniu tych formacji, są dwa: dublowanie zadań z policją i oszczędności. Wyjątkiem są duże miasta. W metropoliach, gdzie presja na kwestie środowiskowe jest największa, a problemy ekologiczne najsilniej nagłaśniane, strażników nie brakuje i są wyposażani w specjalistyczny sprzęt, jak drony do kontroli jakości powietrza czy mobilne laboratoria. Dostają coraz więcej zadań w zakresie ochrony środowiska, a coraz mniej się kojarzą z mandatami za nieopłacone parkowanie. Dziś mogą wystawiać mandaty za niesegregowanie odpadów czy spalanie śmieci w kotłach i piecach, a wchodzące w życie przepisy uchwał antysmogowych tylko wzmacniają tę rolę gminnych straży. – Rośnie liczba interwencji związanych z ochroną środowiska. A do tego potrzeba coraz więcej ludzi – mówią przedstawiciele tych jednostek. Wrocławski specjalistyczny Oddział Ochrony Środowiska to 30 etatów. – Postulujemy zwiększenie tej liczby o dodatkowe 20–30 – mówi rzecznik prasowy wrocławskiej straży miejskiej Waldemar Forysiak.

Skorzysta samorządowa kasa