Baza danych odpadowych (BDO) przysporzyła problemów branży wodociągowo-kanalizacyjnej. Komunalne osady ściekowe rolnicy stosują między innymi do uprawy roślin, dlatego chętnie współpracują z przedsiębiorstwami, które tych osadów muszą się pozbyć.
Reklama
Do tej pory ta współpraca, oparta na obopólnych korzyściach, działała bezproblemowo. Kłopot pojawił się z wejściem w życie kolejnych elektronicznych modułów Bazy Danych o Odpadach i obowiązkowej rejestracji w BDO, z której zwolnieni zostali rolnicy posiadający do 75 ha ziemi. Nawet jeśli chcą się zarejestrować, nie mogą tego zrobić.
– Rolnicy gospodarujący na powierzchni użytków rolnych poniżej 75 ha nie podlegają wpisowi do rejestru. Są z niego zwolnieni. Marszałkowie zasadnie zatem im go odmawiają, nawet jeśli rolnicy wystąpią o to z wnioskiem – mówi Mateusz Faron, radca prawny z Kancelarii Radców Prawnych Z. Jerzmanowski i Wspólnicy.
Z drugiej strony – zaznacza – przepisy nakazują rolnikom prowadzenie uproszczonej ewidencji odpadów z zastosowaniem karty ich przekazania. – Choć sporządza ją przekazujący osady, a więc przedsiębiorstwo, to formalnie w ramach BDO nie ma ono możliwości wskazać w niej przejmującego, czyli rolnika, gdyż nie ma go w rejestrze – dodaje radca prawny.
Branża – jak zaznacza Mateusz Faron – sygnalizuje ten problem bezskutecznie od dawna. Jeszcze przed wejściem w życie 1 stycznia elektronicznej ewidencji i sprawozdawczości w BDO wiele podmiotów, w tym mali przedsiębiorcy, alarmowali, że system nie działa i ma luki, które uniemożliwiają lub znacznie utrudniają prowadzenie działalności.
Już po wejściu w życie przepisów Sejm przedłużył możliwość prowadzenia ewidencji papierowej do 30 czerwca, jednak dane muszą trafić do systemu elektronicznego do 31 lipca. – Okres przejściowy i tymczasowa papierowa dokumentacja doraźnie problem rozwiązały, jednak kłopoty powrócą już w sierpniu, jeżeli przepisy nie ulegną zmianie – mówi Mateusz Faron.