Samorządowcy chcieliby, aby popioły pochodzące z gospodarstw domowych miały oddzielny kod. To umożliwiłoby legalne zagospodarowanie tego odpadu, pochodzącego ze spalania paliw stałych w domach, albo przekazanie go do wykorzystania, np. w budownictwie. Według różnych szacunków, przywoływanych na wczorajszym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, ilość popiołu sięga nawet miliona ton rocznie.
Strona samorządowa zaapelowała w tej sprawie do Ministerstwa Klimatu, które ma przyjrzeć się sprawie.
– Obecne prawodawstwo dostrzega jedynie popioły z termicznego przekształcania przemysłowego. Natomiast znakomita część gospodarstw domowych jest ogrzewana paliwami stałymi i w związku z tym powstają w nich popioły z palenisk domowych – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich. Jak dodaje, nie są one właściwie klasyfikowane, co stanowi barierę w prawidłowym zagospodarowaniu tej frakcji.
Gdzie wobec tego trafiają popioły? Na terenach słabo zurbanizowanych są przez mieszkańców wysypywane na śliskie nawierzchnie, a czasem są po prostu wyrzucane i mieszają się z błotem pośniegowym. Problem rośnie do potężnych rozmiarów zwłaszcza w sezonie grzewczym. – Część samorządów wystawia pojemniki i zabiera popioły – wskazuje Leszek Świętalski.
Reklama
Gdyby trafiały do odpadów zmieszanych, mogłyby pod wpływem gorąca topić pojemniki, a nawet stanowić zagrożenie pożarowe.
Obowiązujący w Polsce pięciopojemnikowy system selektywnej zbiórki nie dostrzega popiołów, wobec czego część gmin po prostu zaleca mieszkańcom, by wyrzucali je do odpadów zmieszanych – ale po ostygnięciu. To nie rozwiązuje jednak sprawy, bo śmieci zanieczyszczone w ten sposób to poważne ryzyko awarii instalacji, do których trafiają odpady resztkowe.
Samorządowcy proponują więc, by popiołom z gospodarstw domowych nadać oddzielny kod. Według Leszka Świętalskiego odpad ten może być wykorzystywany m.in. jako materiał w budownictwie.
Ekspert przekonuje także, że takie rozwiązanie pomoże gminom w uzyskaniu poziomu recyklingu, który już w przyszłym roku ma wynieść co najmniej 50 proc. (będzie też liczony według nowego wzoru, który bierze pod uwagę całą masę wytworzonych odpadów, a nie tak jak obecnie jedynie masę poszczególnych frakcji zebranych selektywnie).
Obowiązujące rozporządzenie ministra środowiska w sprawie katalogu odpadów (Dz.U. z 2014 r. poz. 1923) zachowuje moc do 6 stycznia 2020 r. W związku z tym konieczne było przygotowanie nowego dokumentu. Jednak projekt ministra klimatu trafił w ręce samorządowców późno, bo 12 grudnia, choć – jak zaznacza Leszek Świętalski – dokument jest sygnowany z datą 8 listopada.