Rosnące ceny utylizacji sprawiają, że samorządy coraz chętniej rozważają budowę własnych spalarni. Nie chcą podzielić losu Rzeszowa, który może wkrótce zostać z hałdami śmieci zalegających na ulicach.
Od 500 zł do 850 zł trzeba już zapłacić za zagospodarowanie tony odpadów, których z każdym rokiem przybywa. Wiele samorządów, które do tej pory potrafiły zapanować nad rynkiem śmieciowym za połowę tej kwoty – a w zeszłych latach nawet ćwierć – dziś jest pod ścianą. Zaczyna się desperackie szukanie sposobów, by wyjść z impasu. Czyli zrównoważyć budżet przeznaczony na gospodarkę komunalną, a przy tym nie narazić się mieszkańcom drastyczną podwyżką cen i nie złamać przepisów, które nie pozwalają gminom dopłacać do systemu z innych źródeł.
Zatamować podwyżki, których pierwsza fala uderzyła w gminy na początku roku, miała nowelizacja ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2010 ze zm.). Uwolniła ona rynek i zniosła regionalizację, dzięki czemu samorządy nie są już dłużej przypisane „na sztywno” do najbliższej sortowni, tylko mogą wozić odpady tam, gdzie żądają mniejszej zapłaty.