O rządowym programie Stop Smog gminy niewiele wiedzą. A nawet jeśli, to obawiają się do niego przystąpić, bo wymogi, jakie nałożyła strona rządowa, są ich zdaniem zbyt duże w stosunku do spodziewanych efektów.
‒ Wspieranie osób ubogich energetycznie i kierowanie do nich odrębnej puli środków rekomendują Polsce zarówno Bank Światowy, jak i Unia Europejska. Takie podejście zakłada też nowelizacja ustawy z 6 grudnia 2018 r. o wspieraniu termomodernizacji i remontów (Dz.U. z 2019 r. poz. 51) – przypomina Piotr Woźny, prezes NFOŚiGW. I chwali się, że Skawina już podpisała umowę ze stroną rządową i otrzyma 11 mln zł, za co wykona termomodernizację ok. 200 budynków. Tylko jej następców brak.

Zainteresowania nie widać

Reklama
Karczew, mimo że znajduje się w grupie miast z najgorszym powietrzem w Polsce, z programu Stop Smog nie korzysta. – Rozumiem ideę tego programu, ale nie jesteśmy w stanie podjąć się jego realizacji – mówi Michał Rudzki, burmistrz miasta. Jako przyczynę podaje zarówno bardzo dużą liczbę obowiązków z tym związanych, jak i brak komunikacji ze strony rządowej. Zastrzega jednak, że miasto włącza się w inne działania, by zadbać o czyste powietrze – wspomaga mieszkańców przy naborze do indywidualnego programu Czyste Powietrze oraz uczestniczy w programie ZONE (Zintegrowany system wsparcia polityk i programów Ograniczenia Niskiej Emisji).

Reklama
O pieniądze ze Stop Smog w ogóle nie starał się też Kraków, który ostatnio uchodzi za lidera działań na rzecz czystego powietrza i właściwie wszystkie stare piece już wymienił. – Ale nawet gdybyśmy nie mieli wymienionych, nie jestem pewien, czy byśmy w tym programie startowali – mówi nam Paweł Ścigalski, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. jakości powietrza. Dlaczego? – Lista zadań, jakie muszą wykonać samorządy, by wejść do Stop Smog, jest bardzo długa i skomplikowana. Wcale się nie dziwię, że małe gminy nie chcą w nim uczestniczyć – wyjaśnia Ścigalski.
Według Leszka Świętalskiego, sekretarza generalnego Związku Gmin Wiejskich, programy są wymyślane w Warszawie, daleko od samorządów. – Nie przystają do naszych możliwości. Poza tym o funduszach antysmogowych decydują obecnie aż cztery ośrodki: NFOŚiGW oraz resorty energii, środowiska, a także przedsiębiorczości i technologii – zauważa przedstawiciel małych samorządów. – Gminom trudno się w tym wszystkim połapać, znaleźć dobrą informację o tym, co je interesuje – przekonuje Świętalski. I dodaje, że po wyborach przedstawiciele gmin będą o tym ze stroną rządową rozmawiać.

Zbyt wymagające kryteria

Co sprawia takie problemy, że program nie jest dla JST atrakcyjny? Otóż zanim gmina otrzyma pieniądze, musi m.in. oszacować liczbę beneficjentów i palenisk wymagających wymiany. Ma także uzyskać wcale nieproste do zdobycia informacje o stopniu zanieczyszczenia powietrza na jej terenie. Jej zadaniem jest również zdefiniowanie korzyści wynikających z przystąpienia do programu i oszacowanie, o ile zmniejszy się zapotrzebowanie na ciepło do ogrzewania. Nie obędzie się też bez uchwalenia gminnego programu niskoemisyjnego. Na koniec potrzebne są kwartalne sprawozdania i roczne raporty, czy wszystko poszło tak, jak zakładano. A jeszcze, na dokładkę, mieszkańcy niezadowoleni z inwestycji mogą zgłaszać reklamacje do gmin. – Biorąc pod uwagę, że w niewielkiej gminie do programu przystąpić może 50‒80 budynków, koszt pozyskania funduszy może okazać się równy lub niewiele niższy od tego, co trzeba włożyć, by te pieniądze dostać – zwraca uwagę Ścigalski.
Sporo chaosu wprowadził też niespójny przekaz, do kogo konkretnie program jest adresowany – czy tylko do miast z listy WHO, czy do wszystkich gmin (jak jest w rzeczywistości), czy do małych miejscowości, czy także do tych ponad 100-tysięcznych. Co ciekawe, spora grupa pytanych przez nas samorządów w ogóle nie wiedziała, że jest taki program i można się do niego zgłosić. A nawet jeśli wiedza była, to zainteresowanie mieszkańców mogło się okazać niewielkie. Taka sytuacja była np. w Żorach. Mimo przedłużonego terminu składania wniosków i akcji informacyjnej do programu zgłoszono tylko 51 budynków – za mało, by móc z niego skorzystać. Bo kolejny wymóg jest taki, że by można było wysłać zgłoszenie, wymiana musi dotyczyć przynajmniej 2 proc. budynków jednorodzinnych. W Żorach musiałoby to być 125 domów. Nie udało się.