Szara strefa w obrocie pozaklasowymi kotłami na paliwo stałe już wkrótce znajdzie się pod ostrzałem inspekcji handlowej, która ruszy w teren jeszcze przed sezonem grzewczym.
Koniec ze sprzedażą urządzeń o niskich parametrach spalania i fatalnych emisjach – pod takim hasłem Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii kontynuuje walkę z kopciuchami, które wciąż można legalnie kupić mimo obowiązujących od lipca zeszłego roku zakazów (Dz.U. z 2017 r. poz. 1690). Zgodnie z wymogami na polski rynek można wprowadzać tylko kotły od piątej klasy emisyjnej. Tyle teorii, bo prawo jest dziurawe od miesięcy. Niespełniające norm kotły dalej są do kupienia w marketach lub na internetowych portalach aukcyjnych.
Jak to możliwe? Są to najczęściej te same – pod względem technicznym – urządzenia, jedynie inaczej nazwane (jako np. kocioł do podgrzewania wody lub na biomasę niedrzewną), co wyłączało je z katalogu zakazanych produktów. Kwitnie też handel używanymi urządzeniami i sprowadzanie ich z zagranicy. Szacuje się, że na polski rynek trafia ok. 200–250 tys. kotłów na paliwa stałe rocznie. Dokładnych danych brakuje ze względu na duże rozproszenie rynku i szarą strefę, którą ocenia się na 20–25 proc. obrotu.