Bez szybkiej modernizacji zacofanych technologicznie zakładów przetwarzania odpadów gminy nie nadążą z przerabianiem frakcji bio. A to ponownie podwyższy koszty całego systemu.
Nowe inwestycje w kompostownie i wsparcie dla biogazowni, mają pozwolić nie tylko lepiej wykorzystywać wyrzucane resztki jedzenia, lecz także pomóc wytwarzać czystą, odnawialną energię. To jedne z pomysłów resortu środowiska na wyzwanie, jakim jest zagospodarowanie bioodpadów, czyli największej ilościowo (prawie 37 proc. wszystkich) i najbardziej uciążliwej frakcji. Składa się na nią ok. 3 mln ton bioodpadów kuchennych i ok. 1 mln ton odpadów zielonych i ogrodowych.
Przed wprowadzeniem selektywnej zbiórki trafiały one do pojemników na odpady zmieszane i po wstępnej segregacji w instalacji mechaniczno-biologicznego przetwarzania (MBP) lądowały na składowiskach, gdzie powoli się rozkładały. To jednak wkrótce się skończy, bo taka – najpowszechniejsza, lecz przy tym najbardziej prymitywna – metoda postępowania z odpadami staje się coraz droższa z powodu rosnących opłat marszałkowskich i jest wygaszana z mocy unijnych regulacji. W przyszłym roku nie więcej niż 35 proc. odpadów będzie mogło trafić na składowiska, a docelowo w 2035 r. – tylko 10 proc.