Wierzy pan, że cała Puszcza Białowieska będzie parkiem narodowym?
Gdybym nie wierzył, to nie starałbym się o to od blisko 30 lat. Pierwsze podejście zrobiłem w 1991 roku. Od tamtej pory batalia o puszczę trwa nieustannie.

Kto jest największym hamulcowym?
Jedna firma – Państwowe Gospodarstwo Leśne - Lasy Państwowe. Brak należytej ochrony puszczy to pokłosie jej ambicji.

Ambicji?
Tak. Kluczowa jest tu postawa pracowników Lasów Państwowych. Ich opór jest związany z wizją lasu, który, podobnie jak las gospodarczy, powinien być kształtowany przez leśników. Obawiają się też utraty dobrze płatnej i prestiżowej pracy (zarobki nadleśniczego w puszczy 13,3 tys. zł brutto plus benefity; leśniczy zarabia ok. 6-7 tysięcy) i ewentualnego przejścia do parku narodowego, a co za tym idzie mniej atrakcyjnego wynagrodzenia. Białowieski Park Narodowy w stosunku do Lasów Państwowych ma zasadniczą wadę – płaci 3 do 4 razy mniej, a praca w nim jest uważana za mało prestiżową. Poza tym, pracownicy LP niechętnie patrzą też na możliwość utraty jednego z najlepszych terenów do polowań, a wspiera ich w tym 123 tys. myśliwych. W parku narodowym polowań by nie było. Co ciekawe, przy tym wszystkim, gospodarka leśna w puszczy jest głęboko deficytowa. Mimo że w 2017 roku nadleśnictwa Białowieża, Browsk i Hajnówka pozyskały łącznie 191 tys. m3 drewna, to wykazały straty i trzeba było do nich dopłacić 22,9 mln zł (dane z Ministerstwo Środowiska 2018). W sumie w latach 2005-2017 nadleśnictwa te otrzymały ze środków Funduszu Leśnego 157,3 mln złotych. W żadnej firmie nie tolerowano by takiej sytuacji, ale w tej liczy się inaczej. Bo – powtórzę jeszcze raz – chodzi o prestiż. Lasy „sprywatyzowały” sobie puszczę i robią wszystko, by przekonać ludzi, że LP są w niej niezbędne, także jako dobrodziej lokalnej społeczności. Słyszała pani o Drodze Narewkowskiej? 12 mln zł wydano je się na przerabianie leśnej drogi. Tylko po to żeby się pokazać. Tak wygląda gospodarka LP.

Dwanaście lat temu, gdy powstał zespół ds. Puszczy Białowieskiej, powołany przez Lecha Kaczyńskiego, wydawało się, że idą zmiany. Jak to się stało, że sprawa utknęła?
To że zmiany przyjdą, wcale nie było wtedy takie pewne, ale mieliśmy nadzieję. Do powstania zespołu doszło po protestach na całym świecie przeciwko wyrębom w Puszczy Białowieskiej. Demonstrowano i w Nowej Zelandii, i przed Kancelarią Prezydenta. Wtedy Lech Kaczyński przejął inicjatywę. Zespół powołany przez niego miał opracować projekt ustawy regulującej status dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego Puszczy Białowieskiej.

Pan był w tym zespole. Jakie były jego najważniejsze ustalenia ?
Zasadnicze dotyczyło tego, że cała puszcza będzie parkiem narodowym , choć ze zróżnicowanymi strefami ochrony. Ograniczenia wejścia i użytkowania miały być stopniowalne, od całkowitego zakazu po możliwość pozyskiwania drewna na opał dla lokalnej społeczności. To była idea parku dostępnego dla ludzi, z wyłączeniem jednego tylko rodzaju aktywności – gospodarki leśnej. Ale to nie zaspokajało i nie zaspokaja ambicji Lasów Państwowych, bo to by oznaczało, że nie ma dla nich miejsca w Puszczy Białowieskiej.

Dlaczego ten projekt nie trafił nigdy pod obrady parlamentu?
Bo wtedy po raz pierwszy panował duet Szyszko/Tomaszewski . Kiedy z Kancelarii Prezydenta projekty ustaw trafiły do nich, uznali, że realizacja wymagałaby zbyt dużych pieniędzy. Co się potem działo – nie wiem. Było to za pierwszych rządów PiS.

Ale potem już nie było tego duetu…
Inne były, a koalicja PO-PSL wcale nie była z tych świętych pańskich optujących mocno za ochroną przyrody. Tu nie ma prostego podziału. Jedyna różnica jest taka, że minister Szyszko aktywnie szkodził, a inni po prostu nic nie robili albo niekiedy ustępowali - jak w przypadku Natura 2000.

Po drodze mieliśmy wyrok TSUE na początku 2018 roku. Polska wykonała jego postanowienia?
Nie. Aneks dla nadleśnictwa Białowieża, który uznano za nielegalny, nadal obowiązuje. Przy czym do ubiegłego miesiąca, można powiedzieć, obowiązywało zawieszenie broni. W 2018 roku faktycznie cięto niewiele , ale teraz mamy świeże informacje z nadleśnictwa Browsk, gdzie znowu zaczęła się wycinka w III strefie UNESCO, czyli tam, gdzie jest ona niedozwolona. Oczywiście Lasy Państwowe uzasadniają ją względami bezpieczeństwa, tyle że drzewa rosną tam ponad 50 m od najbliższej drogi . Wycięto świerki, dęby, graby. Nie miały 100 lat, ale 99, więc uznano, że to idealny moment żeby się z nimi rozprawić. Poza tym, jeśli wycina się drzewo z powodu zagrożenia, to ono powinno zostać w puszczy. Niestety Lasy Państwowe znowu próbowały wrócić do swojej praktyki i pierwotnie przeznaczyły te drzewa na sprzedaż. Dopiero po nagłośnieniu sprawy i protestach, nadleśnictwo Browsk odstąpiło od tego zamiaru i pozostawi drewno w lesie.

Jest pan jednym z autorów opracowaniaPark Narodowy Puszczy Białowieskiej – ochrona przyrody i rozwój lokalnych społeczności , które zostało opublikowane miesiąc temu. Obalacie w nim najbardziej utrwalone mity dotyczące ewentualnego przekształcenia Puszczy Białowieskiej w park narodowy.
Liczymy, że tekst przeczytają z uwagą rządzący, bo wiele od nich zależy. Chcemy też dotrzeć do lokalnej społeczności, dlatego oprócz tego opracowania rozsyłamy broszurę informacyjną. Przede wszystkim obalamy mit, że gospodarka leśna jest podstawą ekonomiki regionu i udowadniamy, że to raczej przeszkoda w jego rozwoju.

Dlaczego?
Bo nie daje miejsc pracy w potrzebnych ilościach. Trzy nadleśnictwa Lasów Państwowych: Białowieża, Browsk i Hajnówka, według stanu na 31maja 2017 r. zatrudniały w sumie 151 pracowników nadleśnictw, co stanowi zaledwie 0,79% ludności w wieku produkcyjnym, zamieszkującej 5 puszczańskich gmin. W sumie z pracy w leśnictwie dochody czerpie 200-230 osób w regionie. Tymczasem sam szpital w Hajnówce zatrudnia ok. 400 osób na etatach, nie licząc zatrudnionych przez firmy zewnętrzne. Także Białowieski Park Narodowy i instytucje naukowe oraz hotele, pensjonaty i lokale gastronomiczne zatrudniają ponad 400 osób.

Gospodarka leśna nie zabezpiecza też drewna przemysłowego i opałowego. Przedsiębiorstwa przemysłu drzewnego od dawna nie są zależne od drewna z puszczy. To oznacza, że nawet w skrajnej sytuacji – której NIE proponujemy – gdy zakazane byłoby pozyskanie z parku choćby metra sześciennego drzewa, to i tak nic nie zmieniłoby się w zaopatrzeniu w drewno w regionie (może nieco podniosłoby cenę) i zaopatrzeniu w drewno przemysłowe. Mitem jest też opowiadanie, że jeśli powstanie park narodowy, to lokalna społeczność nie będzie mieć drewna na opał. Przy obecnej gospodarce leśnej drewna nie ma już od wielu lat. Tylko niewielkie jego ilości trafiają na rynek lokalny, a ludzie sprowadzają drewno opałowe spod Bielska, z Puszczy Knyszyńskiej. Większość tego co wyrąbią, Lasy Państwowe sprzedają na rynku poza regionem.

Dlaczego w regionie najlepiej radzi sobie Białowieża? Przecież inne gminy mogłyby podobnie jak ona korzystać z sąsiedztwa z parkiem narodowym.
Bo Białowieża przez ostatnie 12 lat, zmarnowane dla regionu i puszczy, odbiła się bez żadnych specjalnych programów i dotacji. Mieszka tam najwięcej ludzi przyjezdnych, ludzie robili co potrafili, wchodziły firmy zewnętrzne i teraz to procentuje. Powiem więcej, przydałoby się nawet tę aktywność nieco rozparcelować, by i inni skorzystali. W naszym materiale pokazujemy sytuację 5 gmin z obszaru Parku Białowieskiego: gminy wiejskie: Białowieża, Dubicze Cerkiewne, Hajnówka i Narewka oraz miasto Hajnówka. Wszystkie mają podobne warunki naturalne, potencjał demograficzny, dostęp do zasobów leśnych, ale ich sytuacja społeczno-ekonomiczna jest inna. Najlepszą ma Białowieża.

Brama do parku?
Tak. Turyści kierują się głównie do niej, a nie do Narewki czy Dubicz Cerkiewnych. Choć tu też pokazujemy, że do ideału daleko. Miejscowy młody człowiek z Białowieży przede wszystkim myśli żeby wyjechać, przynajmniej do Białegostoku, może do Warszawy albo najlepiej do Anglii czy Niemiec. W każdym razie jak najdalej od Białowieży, bo tu w tej chwili nie ma perspektyw dla większości zawodów. Jeśli ktoś nie chce pracować w turystyce, to nie bardzo ma co robić. My, za sprawą przekształcenia puszczy w park narodowy, proponujemy rozwiązania i pracę dla wykształconych ludzi z różnych dziedzin i z różnymi kwalifikacjami. Jeśli przeszlibyśmy na nowe źródła zasilania - fotowoltaika , wiatraki - to ktoś musi je instalować i serwisować. Jeśli udałoby się zrobić uzdrowisko - teraz turystyki zdrowotnej nie ma, a społeczeństwo nam się starzeje - to mamy pracę na cały rok, nie tylko w sezonie. Lekarze, fizjoterapeuci, obsługa hotelowa . Może udałoby się nawet zmniejszyć odsetek wyjeżdżających.

Projekt BPN uwzględnia trzy strefy dostępności, które gwarantują, że z parku będą mogli korzystać wszyscy. Nie ma w nim jakichś specjalnych zakazów.
Tak, bo to kolejny mit, że ekolodzy chcą las zamknąć. Podobnie jak w projekcie Zespołu Prezydenckiego, proponujemy podział puszczy na strefy o zróżnicowanych reżimach ochronnych. Ograniczenie dostępu ludzi oraz zakaz zbioru płodów runa leśnego miałoby obowiązywać jedynie w strefie ochrony ścisłej a to jest 9,7% powierzchni planowanego PNPB ( obszar obecnego parku). Pozostałe obszary (łącznie 90,3% powierzchni PNPB) mają być otwarte dla ludzi oraz zbioru grzybów i jagód.
Poza strefą ochrony ścisłej proponujemy oczywiście pewne reżimy, żeby parku nie zadeptać. Teraz w rezerwatach można się poruszać jedynie po szlaku. Niby wolno zbierać grzyby i jagody, ale ze szlaku to niemożliwe. Proponujemy więc swobodny wstęp do stref II i III. Ponadto blisko wsi czy parkingów powstałyby szlaki łącznie z infrastrukturą, tak by korzystali z nich naprawdę wszyscy, także osoby na wózkach, trochę jak w parku miejskim. A im głębiej, tym tych udogodnień będzie mniej, aż do ostoi i mateczników, gdzie infrastruktury nie będzie wcale. Nie chcemy zakazać wchodzenia, ale będą to trasy wyłącznie dla osób naprawdę zmotywowanych i przygotowanych do ich pokonania. Taka jest nasza idea: by wprowadzać jak najmniej formalnych zakazów.

Ile czasu potrzeba, by cała puszcza stała się parkiem narodowym?
Proces tworzenia parku to jest decyzja polityczno-prawna. I to może, przy sprawności obecnych władz przejść w tydzień (śmiech – red.). Trzeba napisać kilka dokumentów i przegłosować je w parlamencie. Możliwe są dwie drogi: albo specustawa - choć nie jestem jej zwolennikiem - i parlament akceptuje ten nowy park, albo wpierw zmiana ustawy o ochronie przyrody, a następnie na mocy tej ustawy premier rozporządzeniem tworzy park. Tak naprawdę wszystko nam jedno, byle prace ruszyły.

Co musi się wydarzyć, żeby doszło do przełomu?
Ruch jest po stronie władz. My, naukowcy, nic więcej nie możemy zrobić. Nasze pisma, w których postulowaliśmy utworzenie parku narodowego na terenie całej Puszczy Białowieskiej na 100-lecie niepodległości , od sierpnia nie doczekały się odpowiedzi ministra Kowalczyka. Metoda kompletnego ignorowania stała się w przypadku ministerstwa zwyczajowa. Szkoda, bo pomysł jest gotowy i zbieżny z tym co powstało 12 lat temu. Oczywiście trzeba zadać jedno pytanie: czy pan minister chce rozmawiać o ochronie puszczy i powiększeniu parku. Bo jeśli w puszczy nadal mają pozostać Lasy Państwowe, to nic się nie zmieni.

Autorzy opracowania
Tomasz Wesołowski - Pracownia Biologii Lasu Uniwersytetu Wrocławskiego
Jerzy M. Gutowski - Zakład Lasów Naturalnych, Instytut Badawczy Leśnictwa, Białowieża
Bogdan Jaroszewicz – Białowieska Stacja Geobotaniczna Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, Białowieża
Rafał Kowalczyk - Instytut Biologii Ssaków PAN, Białowieża
Krzysztof Niedziałkowski - Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa
Jakub Rok - Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych (EUROREG) Uniwersytetu Warszawskiego
Jan M. Wójcik - Instytut Biologii Ssaków PAN, Białowieża