Kilka tygodni temu niemal wszystkie media obiegła informacja o wprowadzeniu nowego parapodatku. Dziennikarze jeden w drugiego informowali, że przy okazji zakupów za jednorazową torbę zapłacimy aż złotówkę.

Powód? Uchwalona 15 września nowelizacja ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Nowo dodany art. 40b ust. 1 stanowi, że maksymalna stawka opłaty recyklingowej wynosi 1 zł za lekką torbę z tworzywa sztucznego.

Ministerstwo Środowiska przekonywało, że przepis jest potrzebny z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jednorazowe torebki są jednymi z najtrudniejszych do przetworzenia. Polacy zaś zużywają ich bardzo wiele (patrz: grafika). W efekcie ogromne pieniądze trzeba przeznaczyć na ochronę środowiska. Po drugie, Polska jest związana postanowieniami unijnej dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2015/720 dotyczącymi zmniejszenia zużycia lekkich plastikowych toreb na zakupy. Jeśli do 2019 r. byśmy nie ograniczyli zużycia foliówek, groziłyby nam wysokie kary.

Dla ochrony środowiska

Dla ochrony środowiska

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Te argumenty przekonały nawet posłów opozycji, którzy początkowo grzmieli o nowym parapodatku. Ostatecznie w przytłaczającej większości zagłosowali za uchwaleniem ustawy.

Resort środowiska jednak – co zresztą zapowiadał – uznał, że nie ma potrzeby wprowadzania opłaty recyklingowej w maksymalnej wysokości. Wystarczy 20 gr od każdej foliówki. Właśnie taka stawka została wpisana w projekcie rozporządzenia, który został wczoraj opublikowany.

„Zakłada się, że opłata w wysokości 20 gr pozwoli na ograniczenie zużycia lekkich toreb na zakupy z tworzywa sztucznego, co przyczyni się do wykonania celu określonego w dyrektywie 2015/720/UE. W przypadku niewielkiego wpływu zaproponowanej stawki opłaty na ograniczenia zużycia toreb istnieje możliwość zwiększenia stawki do maksymalnej wysokości 1 zł” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

Niektórych to jednak nie przekonuje. Adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga oraz ekspert BCC, uważa, że wtórną kwestią jest wysokość opłaty. Najważniejszy jest sam fakt, że państwo zaczyna ingerować w stosunki, które do tej pory panowały na linii przedsiębiorca – konsument.

– Część sklepów pobierała opłaty za foliówki, inne brak opłat traktowały jako swoją przewagę nad rynkowymi konkurentami – spostrzega mec. Płonka. Jego zdaniem możemy mówić o podwójnym opodatkowaniu foliowych toreb.

– Daninę przecież odprowadza producent, który żyje z wytwarzania foliówek. A teraz płacić do budżetu państwa będą dodatkowo konsumenci. To kiepskie rozwiązanie – mówi adwokat.

Ministerstwo Środowiska twierdzi jednak, że nie ma mowy o parapodatku. Przede wszystkim nikt nie zmusza obywateli do kupowania toreb. Urzędnicy chcieliby wręcz, aby wpływ z opłat był jak najniższy. To by bowiem oznaczało większą dbałość o środowisko naturalne. Dodatkowo środki zgromadzone w ramach poboru opłaty recyklingowej mają być przeznaczane na działalność edukacyjną dotyczącą ochrony natury, np. na kampanie pokazujące szkodliwość użytkowania reklamówek.

Nowe przepisy dotyczyć będą torebek o grubości od 15 do 50 mikrometrów. To oznacza, że nadal bezpłatne będą tzw. zrywki, w które pakowane są m.in. owoce i warzywa, sery, mięsa i wędliny.

Regulacje wejdą w życie 1 stycznia 2018 r. Konfederacja Lewiatan apelowała o odroczenie terminu o 12 miesięcy. Parlamentarzyści uznali jednak, że nie ma powodu, by aż tak wydłużyć vacatio legis. 

Etap legislacyjny

Po uchwaleniu przez Sejm