statystyki

Życie goni literaturę, czyli problemy polskiej nauki

autor: Maciej J. Nowak07.12.2016, 07:46; Aktualizacja: 07.12.2016, 09:09
nauka-technologie-laboratorium

Systemowi umyka to, czy badacz rzeczywiście publikuje ciekawe przemyślenia albo czy jest potrzebny uczelni w ramach współpracy ze studentami.źródło: ShutterStock

Zmiany zapowiadane i powoli wdrażane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przybliżają szerszą debatę na temat stanu szkolnictwa wyższego w Polsce. Z perspektywy przeciętnego absolwenta studiów, obserwującego naukę z pozycji studenta czy słuchacza studiów podyplomowych, kilka kluczowych problemów może wydawać się nieczytelnych. Aby debata o biurokracji na uczelni i punktach za publikacje była ciekawsza, warto ją zobrazować poprzez odwołanie się do filmów i książek.

„Dom na przeklętym wzgórzu”: bezwładna masa biurokratyczna

Obecny system szkolnictwa wyższego i wprowadzane w ostatnich latach zmiany nie są ani zbyt dobre, ani zbyt czytelne. Pogłębiają tylko negatywne tendencje. Odpowiadają za to nie tyle sami naukowcy ani nawet władze poszczególnych uczelni, ile efekt masy biurokratycznej, pochłaniający kolejne działania. W przywołanym horrorze klasy B przeklęty dom pochłaniał kolejnych lokatorów, którzy stawali się czymś w rodzaju części tego domu, bezwładnie poruszającej się masy, atakującej kolejne, bezbronne jednostki. Coś takiego można zauważyć w systemie polskiej nauki.

Co jakiś czas w przepisach dotyczących uczelni wyższych pojawiają się bowiem zmiany polegające na piętrzeniu rozwiązań biurokratycznych, niepotrzebnego wypełniania dziesiątek rubryk i rubryczek, które absorbują praktycznie cały świat nauki polskiej. Gdzieś po drodze umykają pytania o realny sens wprowadzanych zmian i dodatkowych obowiązków biurokratycznych. I nie ma wyjścia, każdy akademik – w myśl zasady „maszeruj albo giń” – musi wymyślać zbiurokratyzowane efekty kształcenia (Krajowe Ramy Kwalifikacji), dostosowywać je do każdej godziny swoich zajęć, a następnie rozpisywać to jeszcze w 25 innych wersjach.

Co chwilę dochodzą nowe podobne obowiązki. Powstaje swoista bezwładna masa, wciągająca w otchłań kolejnych naukowców i – co ważne – odrywająca ich od naprawdę ważnych obowiązków. A profesorom, którzy wprost mówią, że zmiany te są niepotrzebne, szkodliwe i bezsensowne, odpowiada się zazwyczaj: może i są, ale i tak musicie to zrobić. Tak więc nie ma ucieczki. Problem jest zresztą szerszy, systemowy. Nawet ograniczanie i zmiana konkretnych rozwiązań go nie rozwiązuje. Powoduje, że biurokracja rozwija się tuż obok, w sąsiednich obszarach.

Legitymacja pisarza: tłumacz się, akademiku


Pozostało 64% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane