W szkole powinno być więcej lekcji informatyki i języków obcych – uważają ankietowani przez DGP. Także ci, którzy głosowali na partię Jarosława Kaczyńskiego. Minister edukacji stawia zaś na historię.

Gdyby to sondaże miały decydować, jakich przedmiotów powinno przybyć w szkole, zdecydowanie wygrałyby języki obce. Blisko połowa badanych na zlecenie DGP przez panel Ariadna dołożyłaby dodatkowych godzin. Zaraz potem przybyłoby informatyki – rozszerzenia nauczania tego przedmiotu chce 40 proc. badanych. Co ciekawe, poparcie dla tych przedmiotów nie ma przynależności partyjnej – chcą zwiększenia jej wymiaru zarówno wyborcy PO, jak i Prawa i Sprawiedliwości.

Wyborcy PiS zwiększyliby również godziny poświęcone na język polski. Nauka historii jest dla nich dopiero na czwartym miejscu, a matematyka – zaraz za nią. Najgorzej we wszystkich grupach wyborców wypadły chemia i fizyka – tylko niewiele ponad 14 proc. chciałoby poszerzenia ich nauczania w szkole.

Reklama

Jednak mimo że historia nie jest najbardziej popularna, MEN na sztandary swojej reformy wyciąga nauczanie właśnie tego przedmiotu. Minister Zalewska chwali się, że lekcje historii wrócą na dobre do liceum. Do tej pory w trzyletnim programie licealiści mieli jej jedynie 60 godzin – oznaczało to dwie lekcje tygodniowo przez jeden rok. W liceum projektowanym przez PiS wymiar godzin zwiększy się do 240 – czyli dwóch lekcji tygodniowo przez cztery lata. Resort podpisał też list intencyjny o współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej. Eksperci IPN mają pomóc m.in. w układaniu podstawy programowej.

Reklama

– Rolę historii mocno podkreśla krakowska frakcja partii. Anna Zalewska musi realizować to, co oni w tym zakresie obiecali w programie wyborczym. Albo przynajmniej takie sprawiać pozory – tłumaczy jeden z urzędników zbliżonych do resortu. Jeśli porównać nie tylko plany nauczania liceów – starego i zreformowanego – ale łącznie ramówki z sześciu lat nauki – w ogólniaku oraz gimnazjum lub siódmej i ósmej klasie – historii nie przybywa już tak dużo. W całym cyklu nauczania 60 godzin. Czyli dwie lekcje tygodniowo przez jeden rok.

Nie zmieni się natomiast liczba godzin, którą MEN chce przeznaczyć na języki obce. Łącznie w klasach 7–8 oraz całym liceum będzie na nie 900 godzin. Uczniowie będą mieć trzy lekcje tygodniowo języka wiodącego i dwie dodatkowego. Z badań DGP wynika, że akurat języki powinny być najbardziej rozszerzone.

Resort oświaty mógłby reformę pokazywać przez pryzmat informatyzacji szkoły. MEN i Ministerstwo Cyfryzacji planują budowę infrastruktury i pilotażowy program nauki kodowania w podstawówkach, ale losy informatyki są niepewne. Początkowo w ramowym planie nauczania znalazło się jedynie 30 godzin informatyki na całe czteroletnie liceum (a zatem dokładnie tyle, ile obecnie). W drugiej wersji rozkładu jazdy pracy szkoły wymiar nauczania tego przedmiotu zwiększył się do 90 godzin. Minister cyfryzacji także tym dokumentem była zdziwiona. Jak przekonywała Anna Streżyńska, z szefową MEN były umówione na 210 godzin w samym liceum. Negocjacje trwają.

Eksperci są zgodni, że ważne jest nie tylko to, ile godzin informatyki będzie w szkole, ale przede wszystkim to, czego uczniowie się na niej dowiedzą. Tymczasem w podstawówkach, na najwcześniejszym etapie informatyki, dzieci uczą się dziś często włączania komputera i rysowania. Zdarza się nawet tak, że wiedza uczniów jest większa niż nauczycieli. Jeden z rodziców opowiada, jak jego syn w V klasie włamał się na informatyce na konto nauczycieli i napisał na ekranie „cześć”. Za to obniżono mu ocenę. W jednej z warszawskich podstawówek, w klasie IV, uczniowie prawie w ogóle nie włączali komputerów, tylko z podręcznika uczyli się, co to jest procesor, a na pisemnej klasówce wymieniali, jakie są funkcje Worda.

Jednocześnie w liceach poziom wydaje się zbyt wyśrubowany. Zdaniem Sławka Baturo, nauczyciela informatyki w LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Tucholi oraz członka grupy Superbelfrzy RP, przykładem jest zapisanie w podstawie programowej dla szkół ponadgimnazjalnych nauki „topologii sieciowych”. Jego zdaniem to obszar dla większości kompletnie niezrozumiały. – To wymagania pojawiające się podczas obrony inżynierskiej pracy dyplomowej na kierunku informatyka – uważa nauczyciel. I dodaje, że to i tak jedno z łatwiejszych wymagań dla licealistów. Jego zdaniem nauka na tym etapie nie może być tylko dla wybranych.