Szefowa resortu edukacji jest jednym ze sprawniejszych medialnie ministrów. Mówi dużo o swoich planach, sprawozdania ze spotkań umieszcza na stronie internetowej, odpowiada na pytania dziennikarzy. Wydaje się być szczerze przekonana do tego, że w oświacie potrzeba dużej, przemyślanej zmiany, i obiecuje ogólnopolską debatę na ten temat. To ważne, bo ostatnim momentem, w którym rzeczywiście pracowano nad kształtem systemu oświatowego, był Okrągły Stół i refleksja faktycznie się przyda.



Problem zaczyna się jednak, kiedy słowa pani minister urzeczywistniają się w formie aktów prawnych. Początkowe pomysły mocno się wówczas rozmywają. Przykład? Choćby kwestia godzin karcianych. Anna Zalewska wielokrotnie podkreślała, że uważa je niemal za formę niewolnictwa, od którego pedagogów jak najszybciej trzeba uwolnić. Kiedy projekt trafił do konsultacji, okazało się, że likwidujemy co prawda godziny karciane w określonym dla każdego nauczyciela wymiarze, ale nie dajemy w zamian więcej pieniędzy, by sfinansować zajęcia dodatkowe, które prowadzono w ich ramach. Przepisy przewidują, że nauczyciele nadal będą prowadzić zajęcia za darmo. Tyle że bez przymusu.