Dziewczęta uczą się głównie w liceach. A jeśli już wybierają zawodówki, to takie, które nie gwarantują dobrze płatnej pracy.
Dziewczęta do liceum, chłopcy – da zawodówki / Dziennik Gazeta Prawna
W krakowskim Zespole Szkół Elektronicznych nr 2 na 300 uczniów jest tylko dziewięć dziewcząt. To dla takich placówek standard – do techników wybiera się tylko co trzecia gimnazjalistka. Jeszcze mniej można ich spotkać w zasadniczych szkołach zawodowych. Trafia do nich co dziesiąta absolwentka gimnazjum. Jeśli dziewczyna wybiera się już do takiej szkoły, kształci się w zawodzie, na który nie popytu – najwięcej wybiera profile ekonomiczne i administracyjne oraz związane z usługami.
Reklama

Reklama
Sytuacja absolwentek szkół zawodowych pogarsza się z roku na rok – wynika z raportu przygotowanego przez koalicję Karat, która wspiera organizacje kobiece z Europy Środkowej i Wschodniej. W latach 2010–2015 wskaźniki zatrudnienia kobiet z wykształceniem zasadniczym zawodowym zmniejszyły się z 44,6 proc. do 43,4 proc. W tym czasie te same wskaźniki dla ogółu kobiet zwiększyły się z 42,2 proc. do 44,1 proc. Absolwentki szkół zawodowym pracują rzadziej. Zarabiają też mniej – mediana wynagrodzeń dla kobiet to 75 proc. mediany wynagrodzenia mężczyzn.
Przyczyny? – Głównie mniejsze zapotrzebowanie na zawody, w których kształcą się kobiety – mówi Kinga Lechmann z Karatu. W 2014 r. najczęściej zdawanym przez chłopców egzaminem czeladniczym był mechanik samochodowy (5,3 tys. osób) i stolarz (1,3 tys.). W tym samym czasie pierwszego egzaminu nie zdawała w kraju żadna dziewczyna, a do drugiego podeszły dwie. A to najbardziej pożądane na rynku pracy zawody. Kobiety najczęściej podchodziły do egzaminu z fryzjerstwa (4,7 tys.).
– Jeśli przyjrzymy się kierunkom kształcenia, okaże się, że zawodów uważanych za kobiece jest w szkołach niewiele. Oferta skierowana do młodych mężczyzn jest dość szeroka. Naszym zdaniem właśnie to, a niekoniecznie wyższe aspiracje życiowe może być przyczyną, że dziewczyny chętniej wybierają licea – przekonuje Lechmann. Jej zdaniem w reformie szkolnictwa zawodowego istotna jest promocja takich szkół wśród dziewcząt. – Przybywa nowych kierunków kształcenia w zawodach. Oferta jest jednak skierowana głównie do chłopców. Potrzeba jasnego komunikatu, że dziewczyny też mogą wybierać takie szkoły – dodaje.
Podobnego zdania jest dyrektor ZSE nr 2. – Kobiety mogą się kształcić w kierunkach takich jak technik mechatronik czy technik informatyk i mogą być tak samo dobrymi specjalistami, jak koledzy – przekonuje Jerzy Kołakowski. Dyrektor na własną rękę promował swoją szkołę wśród gimnazjalistek. – Nie przyniosło to oszałamiających rezultatów, ale sądzę, że jest to związane z ogólną atmosferą wokół szkolnictwa zawodowego. Dopiero od roku zaczyna się zauważać je w debacie publicznej – twierdzi.
Zmiany mają iść jeszcze dalej – jak w ubiegłym tygodniu zapowiedziała minister edukacji narodowej, resort rozpoczął konsultacje w sprawie kształtu polskiej oświaty. Szkoły zawodowe mają być jednym z tematów.
Podobny problem, jak dziś w technikach i zasadniczych szkołach zawodowych, kiedyś był z uczelniami. Dlatego Fundacja Edukacyjna Perspektywy zorganizowała akcję „Dziewczyny na Politechniki”. – Kobiety idą na politechniki zazwyczaj dlatego, że spotkały na swojej drodze kogoś, kto powiedział, że uczelnia techniczna też jest dla nich. Najczęściej był to nauczyciel matematyki lub fizyki – mówi Joanna Lisiecka, jedna z koordynatorek programu. – Z naszych badań wynika, że absolwentka szkoły średniej w ogóle nie myśli o uczelni technicznej, jeśli w otoczeniu nie ma wzorca kogoś, kto na nią poszedł. Tym ważniejsze jest pokazywanie ich młodym kobietom jako alternatywy – dodaje.
Od roku akademickiego 2007/2009 na uczelniach technicznych przybyło 20 tys. kobiet. W tym samym czasie ogólna liczba studentów spadła o niemal 400 tys. W tej chwili kobiety stanowią 36,9 proc. wszystkich studentów uczelni technicznych, o 6,2 pkt proc. więcej niż osiem lat temu.