Rodzice nie powinni zostawiać sześciolatków na drugi rok w pierwszej klasie – uważa ekspert, który będzie doradzać Ministerstwu Edukacji Narodowej.
Naukowcy nie są od tego, żeby oceniać, czy protesty społeczne są słuszne. Nie przypuszczam, by państwo Elbanowscy podchodzili do tych spraw naukowo, to raczej było podyktowane doświadczeniem i kontaktami z innymi rodzicami, którzy dostrzegli w nich rzeczników problemu. Rodzice, którzy interesują się rozwojem swoich dzieci, są w stanie ocenić, czy dziecko już powinno iść do szkoły. Państwo natomiast musi się zatroszczyć o dzieci ze środowisk zaniedbanych. Po to właśnie są przedszkola – żeby jak najwcześniej włączać te dzieci do procesu opiekuńczo-wychowawczego, wspomagając ich rozwój.
Nie wiem, co się kryje za wypowiedziami pani minister, mogę mówić o wynikach badań. Z psychologii rozwojowej wynika, że dzieci osiągają dojrzałość szkolną między szóstym a siódmym rokiem życia. Około 20 proc. dzieci ma ją już w wieku 6 lat. Pozostałym potrzeba czasu. Przedszkola przed reformą przygotowywały do szkół perfekcyjnie. 98 proc. dzieci siedmioletnich osiągało pełną gotowość. A rodzice mogli decydować, po konsultacji z nauczycielem i psychologiem, że dziecko pójdzie do szkoły w wieku 6 lat. Mogło iść i w wieku pięciu. Nie chodzi bowiem o nominalny wiek, tylko o to, czy dziecko faktycznie jest gotowe.
To argument fałszywy, propagandowy. Uczęszczanie do szkoły nie oznacza uczenia się szkolnego. We Włoszech, w Anglii, we Francji dzieci idą wcześniej do szkoły, ale mają w niej dwuletnią edukację przedszkolną.
Poprzednia formacja rządząca naraziła dzieci na negatywne doświadczenia, które mogą prowadzić do zaburzeń. Te zresztą będą przedmiotem kolejnych diagnoz i analiz. Już mamy oddźwięk, że źle się dzieje z sześciolatkami, nie radzą sobie.
To jest inna kwestia, rodzice z czymś takim nie powinni się godzić. Te sześciolatki, które są już w pierwszej klasie, powinny iść dalej, powinny być kształcone w tym samym środowisku, w którym rozpoczęły szkołę. Jeżeli są jakieś problemy z uczeniem się – a na pewno będą – powinny dostawać wsparcie. Zatrzymywanie ich to błąd pedagogiczny.
To znowu jest argument, który potocznie ładnie brzmi, ale nie jest prawdziwy. Dziecko będzie w przedszkolu rok przed tym, jak przejdzie do szkoły. Dokładnie tak, jak w poprzednim rozwiązaniu. Pozostałe grupy wiekowe mają prawo do korzystania z edukacji przedszkolnej i samorządy mają zrobić wszystko, żeby to prawo było realizowane. Przymusu nie ma i nie powinno być – to zbyt daleko posunięte ingerowanie państwa w struktury rodzinne i prawo do wychowania własnych dzieci.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu