Reklama
Na razie ten przepis dotyczy tylko szkół policealnych i szkół dla dorosłych. Do 30 września ubiegłego roku mieliśmy w Polsce 3261 tego rodzaju placówek. W tym roku naliczono dla nich ponad 1 mld zł subwencji oświatowej, co stanowiło nieco ponad 34 proc. całości naliczonej subwencji na uczniów wszystkich szkół niepublicznych w kraju.
Teraz największe miasta zrzeszone w Unii Metropolii Polskich (UMP) poczuły wiatr w żaglach. Domagają się od Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) rozszerzenia nowych przepisów na pozostałe podmioty niepubliczne. Zaproponowały nawet konkretną treść nowelizacji przepisów, która umożliwi wstrzymanie dotacji dla utrudniających kontrolę „przedszkoli, innych form wychowania przedszkolnego, szkół niepublicznych lub placówek niepublicznych”. Zdaniem UMP tak sformułowany przepis skutkowałby wstrzymaniem przekazania dotacji każdej placówce niepublicznej, która utrudnia wykonanie czynności kontrolnych.
Stawką w tej grze interesów jest kwota w wysokości ponad 3 mld zł (taką kwotę zaplanowano na 2015 r.) pochodzących z subwencji oświatowej, która trafia do wszystkich szkół niepublicznych w Polsce. Jak mówią nam samorządowcy, zamiast przeznaczać publiczne pieniądze na podmioty, których działalność nieraz budzi wątpliwości, lepiej, żeby środki te trafiły do szkół publicznych.
MEN na razie nie mówi „nie”. Daje sobie jednak trochę czasu na szczegółowe analizy. Samorządy przypominają, że obecnie w placówkach niepublicznych dochodzi do nieprawidłowości – uczniowie bądź słuchacze często nie pojawiają się na zajęciach, a dyrektorzy nie zawsze chcą np. dać kontrolerom wglądu w listy obecności.
Niektórzy samorządowcy mówią bez ogródek: pora zakończyć wieloletnią patologię. – Chodzi o wielkie pieniądze publiczne, więc jeśli ktoś chce z nich korzystać, musi godzić się na kontrolę. Szkoły niepubliczne w niektórych przypadkach dopuszczają się praktyk noszących znamiona wyłudzania pieniędzy – wskazuje Eugeniusz Gołembiewski, burmistrz Kowala. Jego zdaniem postulaty UMP i tak nie są wygórowane. – Uważam, że i w szkołach publicznych różnie się dzieje. Dlatego nowymi przepisami objąłbym również placówki publiczne. W jednej z publicznych szkół dla dorosłych, którą znam, świadectwo otrzymuje 38 osób, a do matury przystąpiła jedna z nich – przekonuje burmistrz.
Maciej Godlewski ze Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych przekonuje, że pomysł UMP nie ma sensu w przypadku placówek dla dzieci i młodzieży. – W przypadku szkół dla dorosłych zapis wprowadzono z powodu wciągania na listy martwych dusz. Na poziomie szkolnictwa powszechnego takie działanie jest dużo trudniejsze. Wszystkie dzieci, czy to chodzące do szkoły, czy do przedszkola, wpisane są w rejestry. Jeśli dziecko, które chodzi do mojej placówki, przepisałoby się do publicznego przedszkola, a ja nadal miałbym je na liście, system by je wykazał – wyjaśnia. Dodaje, że być może w przypadku szkół i przedszkoli zdarzają się nadużycia, ale to margines.
Rafał Leśniak, prezes Małopolskiego Centrum Edukacji, które prowadzi niepubliczne szkoły dla dorosłych, uważa, że ministerstwo, owszem, przepisy powinno załatać, ale nie tam, gdzie chce UMP. – Dotacje dla szkół dla dorosłych już dawno powinny zostać wycofane – przekonuje. – Ten mechanizm wymyślono w czasach transformacji ustrojowej, kiedy była duża rzesza osób chcących szybko podnieść swoje kwalifikacje. Dzisiaj dotacje często prowadzą do nadużyć. Pieniądze powinny być kierowane dla osób objętych obowiązkiem szkolnym, a także obejmować klasy trzecie liceum i czwarte technikum, tak by uczeń mógł dokończyć edukację – dodaje.