Minister edukacji postanowił to zmienić m.in. w ten sposób, że w szkolnych stołówkach wprowadzono drastyczne limity używania cukru, soli. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby wszelkiego rodzaju zakazy i nakazy były wprowadzane z głową. Niestety, u nas rzadko to się zdarza. Niektórzy wręcz kochają rewolucje, które są wprowadzane bez zbadania dokładnie skutków.

Efekt jest taki, że większość potraw serwowanych w stołówkach na początku roku lądowała w koszu. Są po prostu niesmaczne. Rodzice jednak znaleźli sposób, by ich dzieci nie chodziły głodne w szkole – obecnie do tornistrów i toreb wkładają im sól i cukier. Niestety, uczy to młodych Polaków, że prawo służy do obchodzenia. Co prawda resort edukacji zapowiada zmianę przepisów, jednak , parafrazując stare porzekadło , cukier już się rozsypał.

Dziwi mnie jeszcze jedno, otóż rząd nie chce widzieć w przedszkolach i szkołach cukru i soli, a jednocześnie nikt nie myśli o dużej akcji informacyjnej nie tylko adresowanej do dzieci i młodzieży, lecz także ich rodziców. Znalezienie w telewizji publicznej ciekawego programu poświęconego zdrowemu odżywaniu graniczy z cudem. Za to roi się w niej od reklam, które zachęcają do kupowania różnego rodzaju słodyczy, przekąsek i innego śmieciowego jedzenia. W efekcie młody człowiek nie może się poczuć Europejczykiem, jeśli nie kupi batonika. Ewentualnie jego kupowanie świadczy, że nie jest starym zgredem. Bez różnego rodzaju przekąsek nie ma też szansy się udać żadna impreza, a dobra przekąska to także sposób na poprawienie sobie humoru w pracy, w szkole, na uczelni. Nic, tylko iść i kupować.

Dopóki Polacy nie zmienią swojego stosunku do śmieciowego jedzenia, walka z otyłością jest przegrana. Co prawda krajowy program zdrowia zakłada ograniczenia w puszczaniu spotów reklamujących niezdrową żywność, jednak zmiana gustów – szczególnie żywieniowych – potrwa jeszcze kilka lat. Restrykcyjne zakazy tego nie zmienią.