Skala tego zjawiska jest już tak duża, że wydawcy zdecydowali się pójść do sądu przeciwko punktom ksero. W tym roku mają się zacząć pierwsze procesy przeciwko placówkom, które nie odprowadzają od powielanych książek specjalnych opłat reprograficznych dla wydawców i autorów.

– Wydawać by się mogło, że internet, a szczególnie takie serwisy, jak Chomikuj.pl – czyli serwisy gromadzące pliki nie zawsze z poszanowaniem praw autorskich – zmniejszą popularność kserowania książek potrzebnych do studiów. Nic bardziej mylnego – mówi nam Karolina Błaziak, specjalista ds. marketingu i promocji IBUK Libra oraz współautorka badania „Kserowanie podręczników. Studenci mają głos!”, w którym przepytano ponad 1500 studentów z całej Polski, czy, jak dużo i dlaczego kserują. Wyniki badania zostaną w całości opublikowane dzisiaj podczas Targów Książki w Warszawie.

Okazuje się, że ta forma zdobywania materiałów do nauki wciąż wygrywa z internetem, kupowaniem książek, a nawet z wypożyczaniem ich z bibliotek. Co więcej, blisko jedna piąta kopiujących książki studentów kupuje w puntach ksero gotowe, wcześniej powielone materiały, a reszta kseruje je od wykładowców i z bibliotek. Miesięcznie niemal trzy czwarte z nich wydaje na to mniej niż 20 zł. Jednak jest też grupa (niemal 10 proc.), która na kserowanie co miesiąc wydaje między 50 a 99 zł i to mimo tego, że oszczędności są głównym powodem takiego sposobu zdobywania materiałów naukowych. Właśni nimi studenci tłumaczą, dlaczego rezygnują z zakupu książek naukowych. Tylko co dziesiątemu studentowi wystarcza na ten cel mniej niż 20 zł na semestr, za to aż jedna trzecia wydaje ponad 100 zł.

W efekcie wydawcy książek naukowych od lat mają problemy ze spadkiem sprzedaży swoich publikacji, a punkty ksero wciąż mają się świetnie.

– Z drugiej strony widać, że wydatki na ksero wcale nie są takie małe. 20 zł miesięcznie daje przecież 100 zł na semestr. A to już – jak wynika z naszych wcześniejszych badań – stanowi całkiem realne obciążenie dla studentów. Wielu narzekało, że wydatki na kserowanie powodują, że nie dysponują często wystarczającymi środkami na rozrywkę, kulturę czy swoje hobby – utrzymuje Karolina Błaziak.

Rzeczywiście, kopiowanie książek naukowych i podręczników to zjawisko o bardzo poważnej skali. Ostatnie dane stowarzyszenia Polska Książka za 2010 r. mówiły aż o 5 mln stron książek powielonych w ten sposób na uczelniach. Jest to więc jeden z głównych powodów spadków sprzedaży tego segmentu publikacji. Jeszcze w 2010 r. wartość sprzedawanych podręczników akademickich wynosiła 55 mln zł. Do 2013 r. – jak wynika z najnowszych danych Biblioteki Analiz – spadła o dokładnie 10 proc., do 50 mln zł.

Próby walki z tym procederem trwają od lat. Dawniej wydawcy wynajmowali nawet agencje detektywistyczne do wyśledzenia, gdzie są oferowane całe skserowane książki. Próbowali też apelować do rektorów o niedopuszczanie, by działające na terenie uczelni punkty kserograficzne sprzedawały gotowe, skopiowane książki. Jak jednak widać z wyników badań, ich działania nie przyniosły efektów.

– Samo kopiowanie choćby i całych książek nie jest nielegalne, a więc z tym procederem nie walczymy. Problemem jest co innego. Punkty kserograficzne są zobowiązane do płacenia specjalnych opłat reprograficznych w wysokości zależnej od tego, jaki był udział utworów w całości powielanych i jak dużo na tym zarobiły. Niestety, są kłopoty z egzekwowaniem tych opłat – skarży się w rozmowie z nami Grzegorz Illg, specjalista ds. windykacji ze Stowarzyszenia Copyright Polska, które zajmuje się pobieraniem tych opłat, a następnie ich dystrybucją między wydawców.

– Takich punktów jest w Polsce kilkanaście tysięcy, a więc nie jest łatwo dotrzeć do każdego z nich, by skontrolować, czy wpłacają należne opłaty i – co nie mniej ważne – czy wpłacają je w wysokości, która odpowiada realnej skali kserowania – dodaje Illg. W ocenie stowarzyszenia dane o skali kopiowania często są zaniżane przez punkty, co ogranicza wartość wnoszonych przez nie opłat. – Cierpią na tym wydawnictwa i autorzy. W tym roku postanowiliśmy więc skierować do sądów pierwsze pozwy przeciwko takim raportującym nieprawdę lub uchylającym się od wnoszenia opłat punktom kserograficznym – dodaje Grzegorz Illg.

– Równolegle staramy się też o zmianę prawa, by opłaty reprograficzne były wyliczane w postaci ryczałtu. Wystarczyłaby wówczas informacja o tym, jak blisko od punktu ksero leży np. uczelnia, szkoła lub biblioteka czy jak wydajnymi maszynami taki punkt dysponuje. Na tej podstawie byłaby zaś wyliczana konkretna kwota, tak jak ma to miejsce np. w Austrii czy Niemczech – podsumowuje ekspert z Copyright Polska w rozmowie z DGP.

Kopiowanie jest legalne. Ale trzeba odprowadzać opłaty reprograficzne