W projekcie przyszłorocznego budżetu, który został przekazany do Rady Dialogu Społecznego, zapisano, że kwota bazowa dla nauczycieli w przyszłym roku nie przekroczy 4 tys. zł. Zdaniem ekspertów uwzględnia to jedynie tegoroczne podwyżki. Wszystko wskazuje więc na to, że po raz kolejny trzeba będzie nowelizować Kartę nauczyciela, aby nauczycielskie płace rzeczywiście wzrosły o 7,8 proc. (tak, jak dla pozostałych pracowników budżetówki). Resort edukacji przekonuje, że niezależnie od trybu wprowadzenia podwyżek nauczyciele w przyszłym roku mają zarabiać o 9 proc. więcej niż obecnie. Eksperci i samorządowcy alarmują jednak, że w projekcie ustawy budżetowej nie ma na to odpowiednich środków.

Czarnek mówi 9 proc. podwyżki. A MF?

Reklama
Wszystkie trzy reprezentatywne centrale związkowe domagają się podwyżek dla nauczycieli o 20 proc. (i to najlepiej jeszcze od września br.). W tym roku w maju płace zwiększono o 4,4 proc., a od września (według wyliczeń MEiN) osoby wchodzące do zawodu zarabiają średnio 20 proc. więcej. Z wyliczeń związkowców wynika jednak, żepo likwidacji stopnia stażysty i kontraktowego ich płace wzrosną o niespełna 10 proc.
Minister edukacji Przemysław Czarnek na spotkaniu z przedstawicielami samorządów i związków zaproponował, aby kwota bazowa - od wielokrotności której naliczana jest średnia płaca - wzrosła od stycznia 2023 r. z 3537,80 zł do 4025,87 zł. Miało to uwzględniać już majową podwyżkę, a także wzrost płac początkujących. Ostatecznie jednak okazało się, że w art. 9 ust. 2 projektu ustawy budżetowej na 2023 r. zaproponowano kwotę bazową na poziomie 3693,46 zł (czyli miałaby wzrosnąć zaledwie o 155,66 zł).
- Wszystko na to wskazuje, że ta kwota uwzględnia tylko podwyżki tegoroczne, bo zostały one wprowadzone bez nowelizacji ustawy budżetowej - mówi Grzegorz Pochopień z Centrum Doradztwa i Szkoleń OMNIA. Podkreśla, że kwota ta nie zawiera wzrostu płac o 7,8 proc., a tym bardziej o 9 proc. - Wygląda na to, że postulat Przemysława Czarnka nie zyskał akceptacji u premiera i ministra finansów - dodaje.

Związkowcy: Kwota bazowa do zwiększenia

Oburzenia nie kryją związkowcy. - Mieliśmy wrażenie, że te propozycje są uzgodnione z pozostałymi członkami Rady Ministrów. To z pewnością zaostrzy nasz konflikt z resortem edukacji - oburza się Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum-Oświata”. Jak jednak dodaje, jest jeszcze nadzieja, że w przyszłym roku (podobnie jak w tym) zostanie znowelizowana Karta nauczyciela - w ten sposób, że wskaźniki średnich płac dla poszczególnych stopni awansu zawodowego zostaną zwiększone o 7,8 proc. i będą obowiązywać do 31 grudnia 2023 r. - Dla mnie to jednak jest psucie prawa. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie kwoty bazowej do ponad 4 tys. zł od razu - przekonuje. Przypomnijmy - tegoroczne podwyżki dla nauczycieli nie były wprowadzane przez zwiększanie kwoty bazowej (wtedy trzeba byłoby nowelizować budżet), ale przez procentowe podwyższenie średnich płac, z zastrzeżeniem, że będą one obowiązywać do końca roku, a dopiero w kolejnym wspomniana kwota zostanie zwiększona.
Resort edukacji deklaruje, że kwota bazowa określona w projekcie budżetu zostanie skorygowana, rząd nadal bowiem prowadzi nad nim prace. - Ostateczna wersja projektu ustawy zostanie przyjęta przez Radę Ministrów pod koniec września - zapowiada w wysłanej nam odpowiedzi.

Nawet PiS nie ufa wyliczeniom Czarnka?

Przedstawiciele MEiN przekonywali także partnerów społecznych, że w przyszłym roku płace nauczycieli wzrosną o co najmniej 9 proc. Jednak w komunikacie rządu po przyjęciu projektu budżetu na 2023 r. mowa była jedynie o 7,8 proc. - Budżet, który został wstępnie przyjęty, zakłada zwyżkę subwencji oświatowej o 11 mld zł i podniesienie wynagrodzeń od kilkunastu do 35 proc. 1240 zł brutto więcej będzie zarabiał nauczyciel najmniej zarabiający - zapewniał w RMF FM Przemysław Czarnek. Według niego 814 zł brutto więcej ma natomiast zarabiać nauczyciel dyplomowany.
Jednak eksperci mają odmienne wyliczenia. - Radziłabym panu ministrowi poduczyć się dodawania i odejmowania w zakresie 100 i czytania projektu budżetu ze zrozumieniem. Rząd ustalił, że subwencja będzie wyższa nie o 11 a 8,5 mld zł, co nie pokryje nawet inflacji. Z kolei podwyżki dla nauczycieli będą wynosiły nie 9 proc., a nieco ponad 7 proc. - wylicza Krystyna Szumilas, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji oraz była szefowa MEN. - Oznacza to, że nauczyciele zamiast obiecywanej podwyżki otrzymają kolejną jałmużnę. Przypomnę, że inflacja w sierpniu wynosiła 16,1 proc. i to jest na pewno więcej niż planowany 15,2 proc. wzrost subwencji czy 7 proc. wzrost płac. A ceny poszybowały w górę. W przyszłym roku szkoły będą musiały zapłacić dużo więcej za prąd, gaz, kredę, papier czy środki czystości. Będą musiały pokryć skutki tegorocznej waloryzacji płac, dodatkowego zatrudnienia. Na podwyżki zostanie niewiele. Nawet zwolennicy PiS przestali już wierzyć zapewnieniom Przemysława Czarnka, bo widzą, że te miliardy, o których mówi, w zderzeniu z rzeczywistością okazują się kolejną manipulacją - mówi była minister.
Choć resort finansów nie zdecydował się na zwiększenie kwoty bazowej powyżej 4 tys. zł, to wskutek utworzenia dodatkowej rezerwy budżetowej pieniądze na podwyżki dla nauczycieli w przyszłym roku mogą się znaleźć. Na razie ta grupa zawodowa będzie trzymana w niepewności. - Może wrócić pomysł, aby podwyżki były jednak połączone z wyższym pensum - zauważa Krystyna Szumilas.
Z projektu budżetu na 2023 r. wynika, że część oświatowa subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego wyniesie 60,6 mld zł i jest o 13,7 proc. wyższa od kwoty planowanej na ten rok (53,3 mld zł). Tegoroczna część oświatowa subwencji uległa zwiększeniu o 2,6 mld zł do 55,9 mld zł. W tej kwocie uwzględnione są pieniądze na wsparcie szkół w zakresie zorganizowania dodatkowych zajęć specjalistycznych. ©℗
Podwyżki dla nauczycieli w 2022 r. i propozycje na 2023 r. / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe