- Rozpoczynający się rok szkolny budzi wiele obaw. Optymizm, który starają się zaprezentować w swoich wystąpieniach minister Czarnek i jego zastępcy nie udziela się nauczycielom i dyrektorom. Ponure są też nastroje wśród rodziców, szczególnie tych z dużych miast - mówi Monika Nyka z koalicji "NIE dla chaosu w szkole"

U progu nowego roku szkolnego nastroje dyrektorów sprawdziło Społeczne Towarzystwo Oświatowe (STO). Była to już piąta edycja badania „Barometr Edukacji Niepublicznej”. Pytani co kwartał o sytuację w oświacie, dyrektorzy oceniali ją głównie negatywnie. Nie inaczej było tym razem. Aż 69,9 proc. respondentów uznało, że sytuacja w edukacji jest „zdecydowanie zła” lub „raczej zła”. Krytyczne głosy dotyczą m.in. niewystarczającego finansowania, częstych zmian prawa, postępującej biurokratyzacji i pozbawiania szkół autonomii. Wszystkie te czynniki prowadzą zdaniem ankietowanych dyrektorów do pogłębienia się problemu deficytu nauczycieli. Wyzwaniem jest także kondycja psychiczna uczniów, zmęczonych przeładowaną i niedostosowaną do obecnych realiów podstawą programową.

Reklama

Jak mówi Łukasz Korzeniowski, prezes zarządu Stowarzyszenia Umarłych Statutów od wielu lat, nie tylko od 2106 roku problemy w każdym kolejnym roku szkolnym piętrzą się, a nie są rozwiązywane.

Nowy rok szkolny: Brak pieniędzy, brak nauczycieli

Reklama

„Barometr Edukacji Niepublicznej” dostarcza także odpowiedzi na pytanie o główne wyzwania, z jakimi dyrektorzy mierzą się w pracy zawodowej. W każdej z dotychczasowych edycji najistotniejsze okazywało się zadbanie o stabilną sytuację kadrową szkoły, ale odsetek respondentów, którzy wskazali tym razem taką odpowiedź (83,9 proc.) był o ponad 15 pp. wyższy niż przed rokiem. - Nauczyciele mają świadomość, że spadek siły nabywczej pieniądza, przy zamrożonych pensjach, wymusi w najbliższych miesiącach jeszcze poważniejsze oszczędności. Wielu nauczycieli podjęło się pracy w zwiększonym wymiarze przejmując godziny kolegów, którzy odeszli ze szkół. To także rodzi niepokój, bo oznacza często pracę ponad siły, frustrujące przejazdy z placówki do placówki, kłopoty z wywiązaniem się z przyjętych na siebie zadań - tłumaczy Monika Nyka.

Uwagę na to zwraca Mecenas Dorosiński z Instytutu Jego zdaniem sytuacja związaną z finansowaniem oświaty jest nieustannym polem napięć między organami prowadzącymi i sprawującymi nadzór pedagogiczny. Jak dodaje te kwestie powinny być rozwiązywane na drodze nieustannego dialogu między zainteresowanymi stronami. W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Korzeniowski, który kolejny problem widzi w możliwości strajku nauczycieli. Ci, którzy są zrzeszeni w Związku Nauczycielstwa Polskiego od 1 września rozpoczynają akcję protestacyjną, która na razie skupi się na oflagowaniu szkół i rozpowszechnianiu informacji. – O wynagrodzeniach nauczycieli trzeba rozmawiać, zwłaszcza teraz, w czasie tak wysokiej inflacji. Uważamy, że zmianie powinien ulec system i powinien on uwzględniać różnice w prowadzeniu różnych rodzajów zajęć – np. odróżniać nauczyciela języka polskiego od nauczyciela wychowania fizycznego. Trzeba jednocześnie pamiętać, że praktycznie od strajku nauczycieli w 2019 roku nasza edukacja była mocno poszatkowana. Po strajku wróciliśmy na normalne lekcje, a potem zaczęła się pandemia. Chcielibyśmy uniknąć kolejnego roku niepewności – mówi Łukasz Korzeniowski.

Ale problem z zawieszaniem zajęć widzą także pozostali moi rozmówcy, którzy wskazują jednak na zupełnie inną przyczynę.

Nauczanie online nadmiernie wykorzystywane

Justyna (Inka) Ilasz z Fundacji Ja, nauczyciel, mówi: „Bardzo nam zależało na tym, żeby wracać do jakiejś stabilizacji. Żeby uczniowie mieli plan zajęć i pewność, że od poniedziałku do piątku są w szkole, a nie z dnia na dzień dowiadują się, że będą uczyli się z domu. Trochę obawiamy się tego, że w tym roku znowu nas to czeka ze względu na wysokie ceny ogrzewania”.

W podobnym tonie wypowiada się mecenas Rafał Dorosiński z Instytutu Ordo Iuris. - Problemem są nieprecyzyjne regulacje usprawiedliwiane nawiązaniami do pandemii. Mam tu na myśli ustawę Prawo oświatowe, a konkretnie artykuł 125a, który wprowadza regulacje dotyczące możliwości zawieszenia zajęć. Rzecz polega na tym, że przesłanki, które na to pozwalają są określane bardzo enigmatycznie i tworzą niezwykle szeroki margines uznaniowości. Może to stanowić obszar nadużyć w przyszłości i sprawia, że zawieszanie zajęć staje się niejako stałym elementem krajobrazu szkolnego, co nie wydaje się do końca pożądanym stanem – mówi.

Na problemy z ogrzewaniem w ankiecie STO zwraca uwagę co trzeci z ankietowanych (34,4proc. )

Z badania STO wynika, że optymizmem nie napawają także dotychczasowe działania władz oświatowych, w tym – zdaniem dyrektorów – próby upolitycznienia szkół.

Nowy rok szkolny, nowy podręcznik do HiT

– Kondycja większości szkół niepublicznych jest nadal relatywnie dobra, o czym świadczy choćby zadowolenie z tegorocznej rekrutacji. Lista wyzwań stojących przed dyrektorami wydłuża się jednak z roku na rok, a szkoły nie mogą liczyć na wsparcie resortu edukacji. Zamiast koncentrować się na rozwiązywaniu realnych problemów, władze oświatowe wolą przeznaczać swoje zasoby na kontrowersyjne i zazwyczaj szkodliwe projekty, takie jak próby likwidacji autonomii szkół w postaci „Lex Czarnek” czy zastąpienie „Wiedzy o społeczeństwie” przedmiotem „Historia i teraźniejszość”. W obliczu takiej postawy ministerstwa szkoły muszą radzić sobie same i robią to z coraz większym trudem – ocenia Zygmunt Puchalski, Prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego.

Podobnie uważa Monika Nyka, która mówi, że na atmosferze panującej w pokojach nauczycielskich bardziej, niż się można było spodziewać, odbijają się polityczne decyzje resortu. - Poczucie zagrożenia wywołała kampania związana z próbą przeforsowania Lex Czarnek, co udało się na razie odsunąć w czasie, a także to, co się wydarzyło wokół nowego przedmiotu Historia i Teraźniejszość. Bo o ile samą podstawą programową do HiT nauczyciele uczący innych przedmiotów aż tak bardzo się nie przejęli, to nachalne forsowanie „podręcznika” prof. Roszkowskiego pokazało w jakim kierunku to wszystko zmierza i jakie są długofalowe cele rządzącej partii. Zagrożenie poczuli wszyscy nauczyciele, nie tylko ci uczący historii i WOS. Wybrzmiało to w kilku wypowiedziach odchodzących z zawodu nauczycieli, którzy przyznali, że mierzyli się już z zarzutami, że praca w publicznej szkole jest tej chwili w pewnym sensie firmowaniem szkodliwych poczynań ministra Czarnka - tłumaczy.

Odwrotnie kwestię upolitycznienia szkół widzi mec. Rafał Dorosiński z Instytutu Ordo Iuris. - Nadchodzący rok szkolny będzie w pewnym sensie rokiem kontynuacji. Kontynuacji zmagań, jakie mają miejsce w polskiej szkole od dłuższego czasu na gruncie wychowawczym i na gruncie przestrzegania praw rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania zgodnymi z ich przekonaniami, czyli tej batalii, która jeden ze swych szczytów osiągnęła przy okazji debaty nad „lex Czarnek”. Ten projekt, niedoskonały, bo też zgłaszaliśmy swoje zastrzeżenia, przynajmniej w pewnym stopniu wychodził naprzeciw oczekiwaniom rodziców. Po zawetowaniu przez Prezydenta problem przekazywania dzieciom treści sprzecznych z wolą rodziców ciągle wymaga rozwiązania – mówi, zaznaczając, że Instytut przedstawił własny projekt zmian.

– Rozmawiamy kiedy jeszcze trwają wakacje, a do naszego stowarzyszenia już napływają pierwsze pytania dotyczące praw uczniów. Nasze obawy budzi przede wszystkim przedmiot Historia i Teraźniejszość i to, ilu uczniów będzie czuło się dotkniętych prezentowanymi na nim treściami. Spora grupa może czuć się wyalienowana czy stygmatyzowana – mówi z kolei Łukasz Korzeniowski

Na problem zastąpienia WoS HiT-em wskazuje także Justyna (Inka) Ilasz. - I w tej kwestii należy liczyć na mądrość nauczycieli i nauczycielek, bo nie muszą uczyć z podręcznika, zwłaszcza z takiego, co do którego mają obiekcje. Mogą korzystać z innych pomocy – mówi.

Ustawa o nieletnich

Łukasz Korzeniowski, prezes zarządu Stowarzyszenia Umarłych Statutów, zwraca uwagę na jeszcze jeden problem, który nie wynika z prawa oświatowego, a ustawy będącej nieco obok szkoły, czyli nowej ustawy o nieletnich i zawartym w niej katalogu środków oddziaływania wychowawczego. Ustawa budziła wiele kontrowersji w środowisku osób zajmujących się resocjalizacją, psychologów czy prawników. Stowarzyszenie Umarłych Statutów obawia się, że podnoszone przez te środowiska obawy ziszczą się. – Chodzi tu przede wszystkim o możliwość podwójnego karania – najpierw przez dyrektora szkoły, a potem przez sąd oraz o bardzo duże pole manewru dla dyrektorów. Tak naprawdę nie wiemy jak będą oni podchodzić do tej ustawy – część z nich może korzystać z nowych uprawnień, a część nie. Na dodatek ci, którzy będą z nich korzystać mają duże pole manewry - tłumaczy

Wartość Indeksu Optymizmu wyniosła tym razem 1,1, co oznacza, że tylko taki odsetek respondentów spodziewa się poprawy sytuacji w kolejnych miesiącach. To drugi najniższy wynik od momentu, gdy STO zapoczątkowało badanie pt. „Barometr Edukacji Niepublicznej”. W żadnej z dotychczasowych edycji Indeks nie osiągnął wartości 10 lub wyższej.

Tradycyjnie, wielu dyrektorów zadeklarowało, że kluczowe jest dla nich zapewnienie uczniom odpowiedniego wsparcia psychologiczno-pedagogicznego (50,5 proc.) i zadbanie o dobrostan psychofizyczny nauczycieli (41,9 proc.). Reagowanie na zmiany w prawie, mające wpływ na pracę szkoły, zostało tym razem wskazane przez 37,6 proc. respondentów.

Uczniowie z Ukrainy bez podręczników do nauki polskiego

Inka Ilasz wymienia także problemy, które nie zostały rozwiązane w poprzednim roku szkolnym, a dotyczą one uczniów z Ukrainy - i przede wszystkim – braku podręczników do nauki języka polskiego jako obcego dla uczniów z Ukrainy. – Temat jest mi szczególnie bliski, ponieważ będę uczyła języka polskiego w dwóch takich oddziałach i ciężko jest uczyć języka polskiego obcokrajowców z podręcznika, z którego korzystają polscy uczniowie. Częściowo są to uczniowie, którzy chodzili już do naszej szkoły w tamtym roku szkolnym, ale wielu jest takich, którzy pojawią się w niej po raz pierwszy. Problem polega na tym, że są to częściowo klasy łączone (np. klasy 4,5,6) i dodatkowo są w nich osoby, które w różnym stopniu posługują się językiem – tłumaczy. Problem jest także z realizacją obowiązku narzuconego przez ministerstwo dotyczącego zapewnienia uczniom gorącego posiłku w szkole. – Obowiązek jest, ale ministerstwo nie zapewniło jego finansowania. Przy obecnych cenach będzie to kolejne wyzwanie dla samorządu – tłumaczy.

Na horyzoncie możliwe są jeszcze kolejne zmiany – MEiN nie powiedziało ostatniego zdania w kwestii „lex Czarnek”, a jeszcze dzisiaj Ordo Iuris chce zaprezentować projekt nowelizacji Prawa oświatowego, który pozwoli szkołom na wprowadzenie i egzekwowanie zakazu używania na ich terenie telefonów komórkowych. Uzasadnienie projektu podkreśla, że ciągłe wpatrywanie się w ekran telefonu powoduje trudności w koncentracji, przeszkadza w procesie nauki i negatywnie wpływa na rozwój społeczny dzieci. Jak tłumaczy mec. Dorosiński, aktualne przepisy nie są w tym zakresie jednoznaczne, a zaproponowany projekt ma to zmienić.

A rodzice? Jak tłumaczy Monika Nyka rodzice rozmawiają w tych dniach przede wszystkim o przepełnionych klasach, wymieniają nazwiska nauczycieli, którzy nie wrócili po wakacjach, martwią się wakatami, brakiem podręczników i planów lekcji. - Rodzice ósmoklasistów i maturzystów myślą rzecz jasna o egzaminach, podejmują też decyzje dotyczące korepetycji czy dodatkowych kursów, na które to decyzje wpływa realna sytuacja kadrowa w szkołach ich dzieci - dodaje.

- Nie mamy poczucia, że możemy liczyć na ministerstwo. Samorząd otrzymuje zlecenia ze szczebla centralnego, a my jesteśmy na pierwszej linii frontu i jeśli są jakieś pretensje do szkoły to wiadomo wobec kogo są one kierowane – wobec nas. Myślę sobie, że nauczyciele też powinni zapoznać się bardziej ze swoimi prawami i przestać wykonywać różne czynności dlatego, że „zawsze się tak robili”. Powinniśmy spojrzeć na wiele rzeczy inaczej i jeśli możemy na kogoś liczyć to na siebie nawzajem – podsumowuje Justyna (Inka) Ilasz.