Minister stwierdził m.in., że „sposób oceny uczelni jest bardziej skomplikowany niż sposób oceny skoków narciarskich, dlatego zdecydowanie go uprościmy” (cytat za PAP). Zapowiedział zmiany w zasadach ewaluacji, a także w punktowaniu publikacji w czasopismach naukowych. Dodał, że „punktacja czasopism to jeden wielki skandal. Potworzyły się mafie czasopismowe, które wykupują miejsca w tych czasopismach zagranicznych, którym daliśmy 200 punktów. (…) Możemy umiędzynarodowić wyniki polskiej nauki, prace naszych naukowców również naszymi czasopismami. Nie musimy być na łasce tych, które za ogromne pieniądze dają nam odrobinę miejsca po to, byśmy dostali 200 punktów. Kończymy z tym”.
Niby wszystko pięknie, bo i kwestia czasopism, w tym polskich, i umiędzynarodowienie, i ewaluacja. Ale całość może rodzić obawy. Wypowiedź ministra otwiera bowiem drogę do dyskusji nad zmianami, jakie winniśmy wprowadzić, aby nasze uczelnie, ale przede wszystkim nauka polska, znalazły należne im miejsce w nauce światowej. Nie byłbym jednak zwolennikiem kolejnej reformy, zwłaszcza w tej chwili, abyśmy nie wprowadzili, przy najlepszych chęciach, większego bałaganu. Zgodnie z powiedzeniem: timeo Danaos et dona ferentes (łac. strzeż się Greków nawet, gdy niosą dary). Dar Greków, drewniany koń, okazał się zgubnym dla Trojan. Kolejna reforma mogłaby zatem wyrządzić więcej szkód, niż przynieść pożytku. Niemniej pewne zmiany są potrzebne – takie, które pozwolą na ulepszenie tego, co już zostało zrobione.