Reklama
Ministerstwo Edukacji i Nauki zaskoczyło środowisko akademickie w ubiegłym tygodniu sprostowaniem do wykazu czasopism naukowych, który opublikowało zaledwie na początku grudnia. Wcześniej zmiany w spisie tytułów wprowadziło w lutym br., co również wywołało ogromną burzę. Teraz modyfikacje obejmują kilkaset pozycji – części resort np. przyznał wyższą punktację, a inne wciągnął na listę.
Wykaz jest istotny, ponieważ od liczby przyznanych w nim punktów zależą wyniki ewaluacji jakości działalności naukowej, która rozpocznie się już w przyszłym roku i obejmie dorobek uczelni z lat 2017–2021. Od uzyskanej kategorii naukowej będą zależeć finansowanie placówki oraz uprawnienia m.in. do kształcenia. Na liście czasopism naukowych widnieje ok. 32 tys. tytułów.
Uczeni mówią bez ogródek, że kolejna zmiana to jawne dyrygowanie wynikami oceny. – To jest komedia. Brakuje po prostu słów – uważa prof. Maria Lewicka, dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Skutek tych zmian będzie taki, że wysokie noty otrzymają placówki publikujące w czasopismach, którym sztucznie i zupełnie niezasłużenie wywindowano punktację. To jest ręczne sterowanie ewaluacją – mówi.
Przypomina, że kilka lat temu, podczas ostatniej oceny dorobku naukowego, od uzyskanej kategorii odwołało się ok. 30 proc. placówek. – Myślę, że teraz będzie ich znacznie więcej. O sprawiedliwość będą walczyć przed sądami administracyjnymi, wskazując m.in., że ewaluacja oparta jest o nielegalny wykaz, który był zmieniany wbrew prawu, a zgodnie z widzimisię ministra – dodaje prof. Maria Lewicka.
Podobnego zdania są inni eksperci. Piotr Stec, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego, wskazuje wprost (na prowadzonym autorskim portalu piotr-stec.pl), że wysoka punktacja dla danego czasopisma naukowego świadczy o tym, iż dany ośrodek naukowy jest w łaskach u ministra. Natomiast to, że czasopismo związane z daną uczelnią ma mniej niż 70 pkt, oznacza, że ośrodek popadł w niełaskę. – Co widać z korekty wykazu w naukach prawnych? Widać, że losująca punkty sierotka zatrudniana przez ministerstwo ma wyraźnie swoich ulubieńców. Z perspektywy mojej firmy – dostaliśmy wyraźny sygnał, żeby nie podskakiwać, bo i tak nas kosiarka z glebą zrówna. Nie należymy do wybrańców. Tyle oznacza czasopismo wydziałowe za 20 lub 40 pkt. I to nawet jeśli 80 proc. tekstów w tym czasopiśmie ma autorów z innych ośrodków – wskazuje Piotr Stec.
– Skutki działań ministra dramatycznie odbiją się na polskiej nauce – ostrzega prof. Maria Lewicka.
Przedstawiciele Komisji Ewaluacji Nauki również uważają, że zmiany wprowadzane przez MEiN w wykazie czasopism naukowych są niezgodne z prawem. Zapowiedzieli, że stworzą własną listę wedle wytycznych zawartych w przepisach. ©℗