Zgodnie z art. 49 ust. 1 Karty nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 97, poz. 674 ze zm.) środki na nagrody powinny być zarezerwowane w każdym gminnym budżecie. Organy prowadzące szkoły muszą zgromadzić na ten fundusz co najmniej 1 proc. planowanych rocznych wynagrodzeń na płace w podległych im placówkach oświatowych. Sprawdziliśmy, jak gminy wydają te pieniądze z okazji Dnia Edukacji Narodowej.

Bonus od wójta

Prezydent Zielonej Góry przewiduje nagrody w wysokości 2 i 3 tys. zł. Miasto zarezerwowało na ten cel 128 tys. zł. W Chorzowie dla najlepszych pedagogów – czyli aż 783 z 2018 – przewidziano w sumie blisko 800 tys. zł. Najniższa gratyfikacja wyniosła 50 zł, a najwyższa – 4 tys. zł. Prezydent Warszawy przyznał nagrody w wysokości blisko 6,3 tys. zł, dyrektor biura edukacji i burmistrzowie dzielnic – do 3,5 tys. zł, a dyrektorzy stołecznych szkół – do 2,7 tys. zł. Także we Wrocławiu poza bonusami od dyrektorów szkół będą gratyfikacje od prezydenta miasta – po 5 tys. zł dla 153 nauczycieli.

Hojne są nie tylko duże miasta. Burmistrz Lubania na nagrody przeznaczył blisko 100 tys. zł dla 96 z 238 pedagogów. Dostaną od 158 zł do 2 tys. zł. Starosta wołomiński nagrodzi 158 z 381 nauczycieli. Gratyfikacja ma wynosić od 200 do 2,8 tys. zł. Urząd Miasta w Giżycku na bonusy zarezerwował 154 tys. zł, z czego najniższy wyniesie blisko 2 tys. zł, a najwyższy – ok. 3,1 tys. zł. Wójt gminy Kaliska na najniższą nagrodę przewiduje 500 zł, a na najwyższą – ponad 2,1 tys. zł.

– Nauczyciele są nagradzani m.in. za prowadzenie działalności w zakresie rozwijania współpracy szkoły z zagranicą, w krajowych i międzynarodowych programach edukacyjnych, a także efektywne wdrażanie nowatorskich metod nauczania i wychowania – wyjaśnia Magdalena Floriańska z wydziału edukacji Urzędu Miasta Katowice.

– Jeśli nauczyciel z okazji swojego święta otrzymuje 50 zł, to trzeba to nazwać jałmużną. Nagroda powinna być znacząca, bo inaczej będzie traktowana jako zwykły dodatek do pensji – uważa Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Przyznaje, że nagrody powinny trafiać do najlepszych pedagogów. – Jeśli samorząd wytypował, że należą się one połowie kadry, to powinien zadbać też o odpowiednie środki na ten cel – dodaje.

Obejść czternastkę

Nagrody wliczają się do średnich płac nauczycieli. – Dzięki nim wiele gmin może pomniejszyć, a nawet całkowicie zniwelować wysokość jednorazowego dodatku uzupełniającego – potwierdza Tadeusz Kołacz, naczelnik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta w Chrzanowie.

Według niego lepiej, aby te pieniądze trafiły teraz do najlepszych nauczycieli, niż później w styczniu w formie czternastki przypadłyby każdemu bez względu na jakość pracy.

Jednorazowy dodatek uzupełniający jest wypłacany nauczycielom pod koniec stycznia, jeśli grupa osób z określonym stopniem awansu zawodowego nie ma w ciągu roku zapewnionej średniej płacy, o której mówi art. 30 karty. Pieniądze z nagród przyznawane w Dniu Edukacji Narodowej w wielu gminach przyczyniają się do obniżenia czternastki. Co roku samorządy przeznaczają na nią ok. 250 mln zł.

– Gminy nie robią łaski, bo przepisy zmuszają je do wydzielenia środków na nagrody. Nie powinno być takiej sytuacji, że samorząd uzupełnia średnie płace kosztem odpraw emerytalnych i tych związanych ze zwolnieniem, a także nagród z okazji Dnia Edukacji Narodowej – uważa Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

Nagrody od ministra

Karta nauczyciela obliguje nie tylko gminy, ale też MEN do tworzenia funduszu na nagrody ministra. W jego budżecie powinna być zarezerwowana na ten cel równowartość 2015 średnich wynagrodzeń nauczyciela stażysty (2718 zł). Związkowcy zarzucają resortowi, że złamał ustawę.

– Zgodnie z art. 49 karty minister na nagrody powinien przeznaczyć 5,5 mln zł. W tym roku pieniądze trafią do 84 pedagogów po 7 tys. zł. W efekcie otrzymają dużo mniej, niż jest zarezerwowane, bo zaledwie 588 tys. zł. Zamierzamy zawiadomić o tym prokuraturę i Najwyższą Izbę Kontroli – zapowiada Ryszard Proksa.

MEN tłumaczy, że do przywołanej kwoty trzeba doliczyć m.in. płacone przez pracodawcę składki na ZUS czy na Fundusz Pracy. W efekcie na nagrody przekazało 750 tys. zł.

W poprzednich latach bonusy od ministra dostawało nawet kilkuset nauczycieli. Związkowców najbardziej rozjuszyło pismo MEN, w którym wiceszefowa resortu Joanna Berdzik wyjaśniła, że ograniczenie liczby pedagogów uprawnionych do ministerialnej nagrody podniesie prestiż tego wyróżnienia.

– Przepisy nie nakładają na nas obowiązku wydawania wszystkich pieniędzy z tego funduszu. Zależy nam, aby ta nagroda trafiała do nauczycieli za wyjątkowe osiągnięcia – podkreśla Joanna Berdzik.

Ważne

Regionalne izby obrachunkowe nie kwestionują, jeśli samorząd nie wyda wszystkich środków zarezerwowanych na nagrody dla nauczycieli